TdP bez szydery

I już, po krzyku. Rafał Majka odczarował Tour de Pologne. Wygrał etap, a nawet dwa, a do tego cały wyścig. Dobrze się stało, bo dzięki temu awansował na 12 miejsce w rankingu UCI i tym samym nobilitował całą imprezę.

Pierwsza ósemka klasyfikacji generalnej to kolarze z pierwszej setki World Touru a zwycięzca jest, “nie bójmy się słów”, jasno świecąca gwiazda zawodowego peletonu. Po udanym Giro d’Italia i spektakularnym Tour de France, Majka odciął jeszcze jeden kupon od wysokiej dyspozycji. Na szosach wokół Tatr nie tylko zdobył przewagę nad rywalami, ale zrobił też niezły show dla kibiców, kilkukrotnie atakując. To było dobre i dla niego - dojrzał jako agresywnie jeżdżący lider ekipy - i dla wyścigu - wziętego przez kolarza światowego formatu na poważnie.

W przedstartowych ozważaniach Tour de Pologne zawsze sprawia spory problem. Nie wiadomo, kto z potencjalnych kandydatów do zwycięstwa faktycznie będzie się starał na tyle, by powalczyć o podium. Choć powoli klaruje się grupa kolarzy, którzy regularnie przyjeżdżają do nas po cenne punkty do rankingu World Tour, to zawsze jest pewna niewiadoma. Tak czy inaczej, na tym poziomie nie ma słabych sportowców, i nawet jeśli ktoś przez większą część sezonu jest pomocnikiem a tylko w Polsce dostaje szansę, jazdy na własne konto i tak jest znakomitym kolarzem. Inaczej nie miałby kontraktu w grupie zawodowej.

Tak więc mamy imprezę, która zdążyła się już zadomowić w kalendarzu profesjonalistów i powoli pracuje na swoją markę. Głodni fajerwerków z jednej strony a z drugiej w opozycji do oficjalnych komunikatów działu PR wyścigu, wszyscy, jak jeden mąż w pewnym momencie zaczynamy jednak szydzić.

Gliczarów staje się “Zoncolanem”, “Pologne” - “Balonem”, w kolejnych postach, twittach, artykułach i wypowiedziach pojawia się coraz więcej emotikonów i jawnej ironii. Szydzą najwięksi. Team Sky sugeruje liczenie pneumatycznych reklam, komentatorom czasem wymsknie się “pagórek” w odniesieniu do Tatr, duży dziennik wytknie chaos związany z załamaniem pogody itd. Nie wspominając oczywiście o jawnym “hejcie” w anonimowych komentarzach pod większością dostępnych w sieci materiałów.

Cóż, Czesław Lang sam się wielokrotnie podkłada. Stawia granitowy monument na podjeździe, który nigdy jeszcze nie zadecydował o losach wyścigu. Dostarcza wielu sprzecznych komunikatów, jak choćby w przypadku Tour de Pologne Amatorów. Wyścigu - kuriozum, który by wygrać trzeba być kolarzem wyczynowym a z drugiej strony dystans dobrany z myślą o człapiących vipach dyskwalifikuje go nawet z kategorii “maratonu”. Okleja każdy metr otoczenia wyścigu logotypami, każe jeździć rundy po miastach, zmusza kolarzy do wielogodzinnych podróży a w międzyczasie porównuje Tour de Pologne do Giro d’Italia (hiszpańską Vueltę zjadłszy na śniadanie).

Nie dziwne więc, że wcześniej czy później komuś puszczają nerwy. Obojętne, czy będzie to znany dziennikarz, portal, bloger czy kibic kometujący na fejsbuku. Nikt z nas nie jest matką i nie kocha bezwarunkowo. Nawet przy najcieplejszych uczuciach (jeśli się zastanowić, to czyn wielce patriotyczny) wsparcia i entuzjazmu, na które Tour de Pologne niewątpliwie zasługuje.

To naprawdę dobry wyścig. Drobne wpadki zdarzają się wszędzie, ale dziur w drogach już nie mamy a cała reszta jest na uczciwym, zglobalizowanym poziomie. Ba, nawet polska telewizja publiczna daje radę, choć może nie tak jak francuska, ale niegorzej niż włoska. Pytanie, ile jeszcze lat musi upłynąć, zanim Lang Team (bo czy będzie to Czesław Lang? Nie wiem, czy pewne procesy zachodzą na tyle szybko, by zdążyć przed Jego emeryturą) będzie w stanie powiedzieć komuś “nie, twojego balonu nie chcemy, w tym roku będzie o połowę mniej”. Albo “oferta Waszego miasta jest bardzo atrakcyjna, jednak metę usytuujemy nie na wyremontowanym deptaku, ale przy klasztorze na wzgórzu 10km dalej - wchodzicie w to?”.

Kiedy będziemy na tyle bogaci, Tour de Pologne będzie na tyle mocną marką a kolarstwo w kraju na tyle popularne, że będzie można uwolnić się nie tylko od okowów komercji, ale i o potrzeby udowadniania, że nie jest się wielbłądem? Kiedy wystarczający będzie sam fakt, że co roku mamy międzynarodową imprezę sportową z górnej półki i nie trzeba będzie do tego sztucznych fanfar. Tour de Pologne jest w porządku i wydaje się rozwijać w niezłym kierunku. Mnie to wystarcza, ale czasem, jak wszyscy, nie mogę się powstrzymać by nie zakpić.