Dwa dni po gwiazdce

Prezenty rozdane i otrzymane. Nastrój odświętnej życzliwości jakby przygasał a do tego trzeba pozmywać naczynia i wciągnąć do odkurzacza pierwszą porcję szpilek z sypiącej się choinki. Niby za chwilę Sylwester, Nowy rok, Karnawał i Walentynki, ale to nie to samo. Najlepsze już za nami.

Tour de France to największe święto kolarstwa, które kochają wszyscy. Tak samo, jak Boże Narodzenie, nawet, jeśli w przypływie politycznej poprawności nazwiemy je “Winter Holiday”. Jakkolwiek Giro nie byłoby piękne, Vuelta zaskakująca, klasyki monumentalne a mistrzostwa świata prestiżowe, król jest tylko jeden. To na Tour czekamy, to Tour przeżywamy, to sukcesy i porażki na francuskich szosach są punktem odniesienia.

Nawet będąc powściągliwym i przyjmującym fakty na chłodno obserwatorem, trudno nie dać się ponieść emocjom. Rewelacyjna wiosna Contadora: wygrane Tirreno-Adriatico i Kraj Basków, świetna jazda w Katalonii i Delfinacie bledną przy kontuzji i porażce poniesionej na Tourze. Ewentualne zwycięstwo Froome’a we Vuelcie będzie tylko nagrodą pocieszenia za niepowodzenie w Wielkiej Pętli. Michał Kwiatkowski po intensywnej wiośnie i znakomitej kampanii w Ardenach prezentowany jest jako jeden z przegranych TdF a o jego potencjale, możliwościach i sezonie o klasę lepszym niż poprzedni przypominają jedynie koneserzy. Rafał Majka, choć niewątpliwie dojrzał sportowo we Francji nie musiał potwierdzać, że jest jednym z czołowych górali: kolarz, który dwukrotnie kończy Giro d’Italia w połowie pierwszej dziesiątki musi takim być, ale dopiero wygrane etapy Wielkiej Pętli i “grochy” przemawiają do masowej publiczności.

Sierpień to najbardziej intensywny miesiąc w kolarskim kalendarzu. Wyścigów jest tyle, że trudno będzie nadążyć z relacjami i komentarzami. World Tourowe klasyki i etapówki (w tym nasz Tour de Pologne), do tego trzeci wielki tour, hiszpańska Vuelta, startujący już za cztery tygodnie. Zalew informacji: przecieki o transferach, spekulacje sponsorskie, na horyzoncie mistrzostwa świata a przy tym wszystkim świetna pogoda, by samemu wyjść na rower i poczuć się królem szosy. Cóż z tego, skoro nic nie zastąpi odświętnego nastroju panującego podczas Touru.

Mam nadzieję, że mimo wszystko karnawał potrwa choć kilka dni dłużej. Przeniesiony na początek sierpnia Tour de Pologne jak nigdy wcześniej może cieszyć się zainteresowaniem. Choć “Prawdziwi Kibice” mogą się zżymać na metody pracy działu PR Lang Teamu, utrzymanie entuzjazmu przez najbliższy tydzień będzie kluczową sprawą. Przy średnim czasie życia newsa w mediach elektronicznych, celebrowanie sukcesu Rafała Majki będzie bezcenne. Nie spodziewam się tłumów przy trasie niczym w Yorkshire, nie spodziewam się też pogłębionych analiz w “Pytaniu na śniadanie”. Jeśli jednak na kilka dni dłużej kolarstwo zostanie przesunięte z zakładki “inne” do głównego strumienia wiadomości, już będzie dobrze. Tak jak ciepło świąt ogrzewa zmęczone serca i zmarznięte grudniowym chłodem ciała, tak teraz wszyscy możemy skorzystać ze światła Touru i świetnej jazdy polskich kolarzy.

Zdjęcie: Tłumy przy trasie TdF 2014, fot. Maff Long, flickr, CC BY 2.0