Odcinki specjalne Wielkich Tourów - 18. etap Tour de France 2014

18. etap Tour de France 2014 - Pau - Hautacam (145,5 km)

Gdybym – jak to początkowo planowałem – napisał ten artykuł jeszcze przed startem 101. Tour de France, to dywagowałbym w nim zapewne na temat ostatecznego rezultatu rywalizacji Chrisa Froome’a i Alberto Contadora. Ewentualnie zastanawiałbym się czy swoje trzy grosze do tej spodziewanej rywalizacji może dorzucić ten trzeci, czyli Vincenzo Nibali. Tymczasem bardzo ciekawe i niezwykle dramatyczne pierwsze dwa tygodnie tegorocznej „Wielkiej Pętli” wyrzuciły wszelkie tego założenia do kosza.

Najpierw urodzony na Czarnym Lądzie Anglik wycofał się po kilku kraksach na drogach północnej Francji. Potem Hiszpan, który pośród faworytów najszybciej uporał się z finałowym podjazdem w Gerardmer, upadł i uszkodził sobie kolano na zjeździe z Petit Ballon, dzieląc los obrońcy tytułu. Tymczasem Włoch od początku jechał świetnie i pewnie. Najpierw wygrał górzysty etap do Sheffield i zanotował spore zyski nad głównymi rywalami na piekielnym etapie do Arenberg. Następnie jako jedyny utrzymał się za Contadorem na pierwszym etapie w Wogezach, by już pod nieobecność „El Pistolero” zdecydowanie wygrać dwa górskie etapy kończące się podjazdami do La Planche des Belles Filles i Chamrousse. Tym samym Sycylijczyk wyrósł na prawdziwego dominatora tej imprezy. Ma już ponad cztery i pół minuty przewagi, więc jeśli tylko nie podzieli losu swych głównych rywali, to po prostu musi ten wyścig wygrać.

W końcu, gdyby nie ów kalendarzowy poślizg nawet nie zająknąłbym się nawet na temat szans Rafała Majki na kolejne etapowe zwycięstwo i wygranie klasyfikacji górskiej. Wszak „Rafa” miał w tym wyścigu w ogóle nie jechać. Najpewniej w polskim wątku skupiłbym się na rozważaniu szans Michała Kwiatkowskiego na etapowy sukces czy miejsce w top-10 klasyfikacji generalnej. To pierwsze ze strony „Kwiatka” wciąż jest możliwe, acz po piątkowo-sobotnich wydarzeniach jeszcze wyżej stoją szansę o rok starszego kolarza Tinkoff-Saxo.

W tym roku organizatorzy Touru położyli mocny akcent na Pireneje. Trzy etapy, z których dwa już zdążyłem omówić. Pierwszy do Bagneres-de-Luchon długi, acz w teorii niezbyt trudny. Przy czym Port de Bales z paroma stromymi odcinkami na ostatnich 10 kilometrach wspinaczki i szybkim, acz bardzo technicznym zjazdem zasługuje na spory respekt. Potem królewski odcinek z trzema premiami pierwszej kategorii i metą na „polskiej” Pla d’Adet alias Saint-Lary-Soulan od nazw dwóch wiosek położonych u podnóża i w środkowej fazie tego podjazdu. W tym dniu szczególnie liczymy na Rafała Majkę. Powtórka z Risoul mile widziana, tym bardziej że dodatkowo przybliżyłaby kolarza z Zegartowic do zwycięstwa w klasyfikacji górskiej. Pirenejski tryptyk zwieńczy 145-kilometrowy etap z Pau do Hautacam. Będzie on niemal kopią etapu sprzed sześciu lat gdy finałowy podjazd do stacji ponad miasteczkiem Argeles-Gazost również poprzedzał przejazd przez wschodni Tourmalet.

Warto zwrócić uwagę, iż szefowie TdF pozostają wierni nowej świeckiej tradycji, która znakomicie się przyjęła. To znaczy, iż ostatni górski etap wyścigu Dookoła Francji jest trudny, ale krótki i przez to z założenia dynamiczny. Przed trzema laty mieliśmy wielce dramatyczny etap z Modane do L’Alpe d’Huez, długości ledwie 109 kilometrów. Potem 143-kilometrowy odcinek z Bagneres-de-Luchon do Peyragudes. W końcu przed rokiem tylko 125 kilometrowy etap z Annecy do Semnoz. Jedynie ten drugi nie rozgrzał kibiców, a to za sprawą dominacji ekipy Sky. Tym niemniej dwa pozostałe pokazały, że nie trzeba górskich maratonów by było ciekawie. Wręcz przeciwnie etapy krótkie pobudzają kolarzy do walki na pełnych obrotach niemal od startu, gdyż nikt nie musi po trzykroć przeliczać czy starczy komuś sił na pełne sześć czy siedem godzin rywalizacji.

tdf14-profil18
Na tegorocznym osiemnastym etapie poważna gra zacznie się u podnóża Col du Tourmalet (2115 m. n.p.m.) w Saint-Marie-de-Campan. Niemniej już na pierwszych 65 kilometrach czyli dojeździe do Bagneres-de-Bigorre trzeba będzie sobie poradzić z dwoma premiami trzeciej kategorii, tzn. Cote de Benejacq (28 km) i Cote de Loucrup (56 km). Te hopki będą dogodną okazją do sformowania pierwszej ucieczki. Za początek podjazdu pod Tourmalet przyjęło się uważać wspomnianą wioskę św. Marii, acz droga łagodnie zaczyna się wznosić znacznie wcześniej, zaś od wioski Rimoula już na stałe na poziomie przynajmniej 4 %. Według oficjalnych danych wschodni Tourmalet to 17,1 kilometra o średnim nachyleniu 7,3 %. Niemniej pierwsze kilometry cztery kilometry są stosunkowo luźne. Piąty jest już nieco trudniejszy, acz nie rzuca jeszcze na kolana. Warunki zmieniają się diametralnie za wioską Gripp - żaden z ostatnich 12 kilometrów nie schodzi poniżej poziomu 7,5 %. Co więcej, osiem z dziewięciu końcowych trzyma na poziomie minimum 9 %. Nieco łatwiej, czyli „skromne” 8 %, jest tylko przy przejeździe przez stację narciarską La Mongie. Najtrudniej zaś chwilę wcześniej. Szósty kilometr od końca ma bowiem średnie nachylenie aż 10,5 %.

Niemniej Tourmalet to nie tylko budzące szacunek dane techniczne. To przede wszystkim cała historia „Wielkiej Pętli”. Jadąc przez zachodnie Pireneje nie sposób ominąć tej wyniosłej przełęczy. Najwyższej po francuskiej stronie tych gór. Po raz pierwszy przetestowana w 1910 roku, zostanie teraz użyta już po raz 79. Pod tym względem jest zdecydowaną rekordzistką na trasach Tour de France. Po raz ostatni jechano przez nią w 2012 roku, acz od wschodniej strony, rok wcześniej. My w pamięci mieć możemy przede wszystkim śmiały atak Zenona Jaskuły w 1993 roku, który dzień po triumfie na Pla d’Adet wespół ze Szwajcarem Tony Romingerem zdystansował lidera Miguela Induraina o 50 sekund. Niestety do mety tego etapu usytuowanej w Pau było zdecydowanie za daleko by kontynuować tą akcję.

tdf14-profile18Tym razem szanse zdobywców Tourmalet na etapowy sukces będą znacznie większe, acz do pełni szczęścia będzie jeszcze daleko. Najpierw piekielnie szybki „zjazd na złamanie karku” do Luz-Saint-Sauveur długości 18,5 kilometra. Potem niemal równie długi odcinek w dolinie czyli 17,5 kilometra lekko w dół do Ayros-Arboux. Na koniec po raz piąty w dziejach podjazd do stacji Hautacam (1520 m. n.p.m.), położonej nieco ponad kilometr przed końcem drogi na Col du Tramassel (1627 m. n.p.m.).

Finałowe wzniesienie liczy sobie 13,6 kilometra o średnim nachyleniu 7,8 %. Nie brak tu dwóch kolejnych kilometrów o średnim nachyleniu 10 czy 10,5 %, zaś największa stromizna liczy sobie niemal 13 %. Dotychczas zwyciężali tu Francuz Luc Leblanc (1994), Duńczyk Bjarne Riis (1996), Bask Javier Otxoa (2000) i Włoch Leonardo Piepoli (2008), niemniej drugi z tych triumfatorów przyznał się do dopingu, zaś czwarty został na nim przyłapany.

tdf14-nibali-10-2fot. (c) ASO/B.Bade

Nibali kontra reszta świata

Na razie nie wygląda na to by Pireneje mogły podważyć pozycję Nibalego. Etapy do Pla d’Adet i Hautacam (w mniejszym stopniu ten do Bagneres-de-Luchon) wiele powinny za to wyjaśnić w kwestii obsady miejsc na podium po prawicy i lewicy Włocha. Kandydatów jest pięciu. W tym aż trzej Francuzi. Młodzi Romain Bardet i Thibout Pinot, walczący przy okazji o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca, oraz weteran rodem z tras MTB - Jean-Christophe Peraud. Poza tym wszechstronny Hiszpan Alejandro Valverde i teoretycznie najlepszy w tym towarzystwie czasowiec - Amerykanin Tejay Van Garderen - który, gdyby nie minuta straty po upadku przed Nancy, już przed rozpoczęciem Pirenejów byłby trzeci.

Jeśli chodzi o Rafała Majkę i jego szanse na koszulę w czerwony grochy to na dziś ma dwóch groźnych rywali. Tego zdeklarowanego, czyli Katalończyka Joaquina Rodrigueza, oraz nieco przypadkowo – za sprawą obecnych zasad punktacji – samego Nibalego. Po Hautacam na 99 % wszystko będzie już jasne. Wydaje się, że kluczowe będzie zabranie się w odjazd na etapie siedemnastym. Tego dnia do zdobycia jest aż 80 punktów.

Niewiele mniej na drodze do Hautacam - tzn. 75. W starciu z Rodriguezem trzeba iść w te same odjazdy co kolarz Katiuszy. Być może będzie można sobie odpuścić etap szesnasty jeśli rywal nie zabierze się w spodziewaną ucieczkę. Podobnej akcji na siedemnastym etapie już nie można będzie przegapić aby przypadkiem harcownik taki jak Alessandro De Marchi czy Thomas Voeckler nie wrócił do gry o ten trykot. Nawet jeśli dynamiczny „Purito” nieznacznie ogra Majkę na Portillon, Peyresourde i Val Louron-Azet, nasz rodak może odrobić te straty na pięć razy lepiej punktowanym podjeździe pod Pla d’Adet. Podobnie ma się sprawa na etapie osiemnastym gdzie Tourmalet wart jest 25 punktów, zaś Hautacam aż 50.

Tu powstaje dylemat czy „oszczędzać siły” i niemal do końca trzymać się liderów czy iść we wczesny odjazd i polować na punkty z Tourmalet. Trzeba mieć przy tym na uwadze, iż szczególnie na ostatnim z górskich etapów Vincenzo Nibali może chcieć postawić „kropkę nad i” czyli wygrać również jeden z pirenejskich odcinków. Jeśli ta sztuka uda się „Rekinowi z Messyny” to przy okazji zgarnie on 50 punktów do klasyfikacji górskiej. Zważywszy, że małe-co-nieco może też z rozpędu uszczknąć także na Port de Bales czy Pla d’Adet to warto będzie mieć już przed Hautacam godną zaliczkę nad liderem, zaś w razie potrzeby wjechać również wysoko finałowy podjazd. Zadanie trudne, acz w formie, którą demonstruje Rafał jak najbardziej wykonalne. Rywale są z najwyższej półki, więc przegrać z nimi nie będzie żadnym wstydem.

Etap dziewiętnasty czyli 208,5 kilometra z Maubourguet – Pays du Val d’Adour do Bergerac dla liderów będzie dniem względnego odpoczynku przed sobotnim starciem ostatecznym. Teoretycznie może on paść łupem sprinterów. Czy w komplecie dotrą oni do mety etapu to już inna sprawa. Kilka pagórków na ostatnich 30 kilometrach, w tym klasyfikowany jako podjazd czwartej kategorii Cote de Montbazillac (195,5 km), może skutecznie zamęczyć tego najszybszego czyli Niemca Marcela Kittela. W takiej sytuacji faworytami sprinterskiej rozgrywki będą Alexandre Kristoff, Andre Greipel, względnie John Degenkolb. Pewnych szans nie będzie też można odmówić zielonemu Peterowi Saganowi czy mistrzowi Francji Andre Demare.

Z drugiej strony nie jest wykluczone, że najszybsi kolarze peletonu nawet nie powąchają tego dnia zapachu etapowej wiktorii. Najwięcej zależy od tego jak zmęczony po Pirenejach będzie peleton. Jeśli grupy sprinterów pozwolą tylko na kontrolowany odjazd trzech-czterech kolarzy to szanse harcowników będą wyglądać marnie. Jeśli jednak podczas pierwszej godziny jazdy zapanuje anarchia i w odjazd pójdzie ośmiu-dziesięciu czy kilkunastu zawodników, co na tym etapie rywalizacji nierzadko się zdarza, to wówczas zwycięzcy etapu szukać będziemy pośród uciekinierów. Przy tej opcji pagórkowata końcówka będzie okazją do zredukowania czołowej grupki lub samotnej akcji mocnego kolarza nie ufającego w swe sprinterskie umiejętności.

Nazajutrz klasyfikację generalną ostatecznie ułoży długa ledwie pagórkowata czasówka. Taki etap na ostatnią sobotę wyścigu to niemal tradycja w najnowszej historii Touru. W minionym dwudziestoleciu jedynie w latach 1994, 2000-2001, 2009 i 2013 ostatnia czasówka była wyznaczona przed weekendem, acz nawet wtedy na ogół w piątek. Tym razem kolarze zmierzą się z trasą między Bergerac a Perigueux. Te dwa miasta w regionie Dordogne nie po raz pierwszy na TdF będą sceną „etapu prawdy”.

tdf14-profil20W dotychczasowych dwóch przypadkach zdecydowanie wygrywał późniejszy triumfator całego wyścigu. W 1961 roku na 74,5–kilometrowej trasie najszybszy był Francuz Jacques Anquetil, który o 2:59 wyprzedził Luksemburczyka Charliego Gaula oraz o 3:37 Włocha Guido Carlesiego. Ponad trzy dekady później, tzn. w sezonie 1994, rywalizowano w przeciwnym kierunku czyli na 64-kilometrowym szlaku z Perigueux do Bergerac. Bask Miguel Indurain zmiażdżył swych rywali. Jedynie Rominger był w stanie stracić „skromne” dwie minuty. Następni w kolejności fachowcy od samotnej walki z czasem tacy jak Francuzi: Armand De las Cuevas i Thierry Marie czy debiutujący w TdF Anglik Chris Boardman stracili już od 4:22 do 5:27! To była prawdziwa rzeź niewiniątek. Górale tacy jak Richard Virenque czy Marco Pantani zanim jeszcze ujrzeli zielone zbocza Pirenejów stracili jednego dnia ponad 10 minut. Przy całym uznaniu dla klasy i aktualnej formy Nibalego nie on jednak będzie faworytem tej 54-kilometrowej czasówki. Wyżej stoją akcje trzykrotnego mistrza świata Niemca Tony Martina, szczególnie po tym co „Panzerwagen” pokazał w Wogezach.

Za plecami Nibalego, a raczej – biorąc pod uwagę kolejność startu – przed jego nosem walkę o pozostałe dwa miejsca na podium stoczą Valverde, Van Garderen i trzej Francuzi. Będzie bardzo ciekawie o ile tylko wcześniej Pireneje nie przyniosą nam zdecydowanych rozstrzygnięć. Przy zachowaniu układu z obecnej „generalki” najniżej oceniałbym szanse młodzieży czyli Bardet i Pinot. Niemniej mają oni jeszcze trzy dni i siedem poważnych gór do zyskania bezpiecznego zapasu nad swymi rywalami. My w sobotę będziemy liczyć na udany występ „Kwiatka”, choć biorąc pod uwagę umiejętności zjazdowe kolarza Omega Pharma wydaje się, że niezłym pomysłem byłoby również pójście w odjazd na szesnastym etapie. Z bagażem niemal 20 minut do lidera Michał może mieć już pozwolenie asów na zabranie się w odjazd w towarzystwie niezłych górali z drugiego i trzeciego szeregu.

Na deser pozostanie już tylko sprinterski galop po Polach Elizejskich. Na Champs-Elysees kolarze pojawią się w tym roku już po raz czterdziesty. Największe piętno na historii wyścigu wywarł finałowy etap z 1989 roku. Wyjątkowo rozegrany w formie jazdy indywidualnej na czas i zakończony zwycięstwem Amerykanina Grega Lemonda nad faworytem gospodarzy Laurentem Fignonem. Odcinki ze startu wspólnego rzecz jasna zazwyczaj padały łupem sprinterów. Było jednak kilku śmiałków, którzy oszukali przeznaczenie. Dwa razy dokonał tego wielki Bernard Hinault. Niemniej w ostatnich dwóch dekadach stadu kolarskich chartów zdołali ujść jedynie: Francuz Eddy Seigneur (1994) i Kazach Aleksander Winokurow (2005). Królem polowania we francuskiej stolicy pozostaje Mark Cavendish – niedościgniony w latach 2009-2012. Przed rokiem wygrał jednak Kittel, który, o ile w dobrym zdrowiu przetrwa Pireneje, będzie głównym faworytem również w najbliższą niedzielę.