Tour de Suisse 2014: wypowiedzi po ostatnim etapie

Trzeci raz z rzędu Rui Costa wygrał Tour de Suisse. Swoim triumfem Portugalczyk udowodnił, że nie istnieje coś takiego jak „klątwa tęczowej koszulki”, chociaż na swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie 2014 musiał czekać aż do czerwca.

Zawodnik teamu Lampre-Merida ostatniego dnia rywalizacji w wyścigu dookoła Szwajcarii cieszył się nie tylko z wiktorii w klasyfikacji końcowej, ale też z wygranej etapowej.

Wspaniały dzień. Etap i generalka. Świetnie zakończyliśmy tegoroczny Tour de Suisse. Nikomu wcześniej nie udało się zwyciężyć w tej imprezie trzykrotnie rok po roku. Dowiedziałem się, że jestem pierwszym kolarzem w historii, z czego jestem bardzo dumny. Moja radość jest tym większa, że sukces osiągnąłem w trykocie mistrza świata

– mówił Costa na mecie w Saas-Fee.

Od początku Tour de Suisse prowadził Tony Martin (Omega Pharma-Quick Step), który jednak nie dał rady góralom na finałowym podjeździe. Ostatecznie „Panzerwagen” uplasował się w generalce tuż za podium.

Wydaje mi się, że w tym roku mogłem wygrać Szwajcarię, ale dzisiaj było ciężko. Również z tego powodu, że współpraca w grupie pościgowej się nie układała. Zagrałem w pokera. Chciałem zobaczyć, jakie drużyny podążą za czołówką, lecz nieco się przeliczyłem. Dałem z siebie wszystko, walczyłem, jestem zadowolony z swojego występu. Nie jest żadną tajemnicą, że jako drużyna przyjechaliśmy na Tour de Suisse praktycznie z samymi sprinterami. Mimo tego przez tydzień mieliśmy żółtą koszulkę, wygraliśmy cztery etapy

– tłumaczył Niemiec.

fot. bettiniphoto / Merida

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: