Odcinki specjalne Wielkich Tourów - 17. etap Tour de France 2014

17. etap Tour de France 2014 - Saint Gaudens - Saint Lary-Pla d'Adet (124,5 km)

W poprzednim artykule na temat trasy tegorocznej „Wielkiej Pętli” zdążyłem omówić atrakcje pierwszych dwóch tygodni 101. Tour de France, ze szczególnym uwzględnieniem etapu czternastego do Risoul. W tym czasie kolarze złożą trzydniową wizytę na drogach północnej Anglii, następnie będą musieli przebrnąć przez szereg podstępnych odcinków bruku rodem z Paryż-Roubaix, dalej powalczą na trzech górzystych etapach w Wogezach by w końcu zmierzyć się z Alpami na dwóch odcinkach kończących się długimi wspinaczkami. Niemniej to wszystko będzie jedynie wstępem do właściwych rozstrzygnięć, które w tym roku powinny zapaść dopiero w Pirenejach, a może – choć w Tourze bywa to rzadko – na czasówce - wyznaczonej w przedostatnim dniu tej imprezy.

Kolarze wyjadą z Alp w niedzielę 20 lipca długim, bo 222-kilometrowym etapem piętnastym z Tallard do starożytnego miasta Nimes. Etap zapowiada się na łatwy i szybki. Start na poziomie 612 metrów n.p.m. i pagórkowaty teren do półmetka. Następnie zjazd ku dolinie Rodanu i meta na wysokości ledwie 46 metrów n.p.m. Jedyna zagadka brzmi: wygra sprinter czy najmocniejszy bądź najsprytniejszy kolarz z grona uciekinierów?

Najnowsza historia etapów do Nimes, które po II Wojnie światowej siedmiokrotnie gościło Tour, nie daje jasnej odpowiedzi na to pytanie. W 2004 roku po solowej akcji z grupki harcowników wygrał Hiszpan Aitor Gonzalez. Natomiast cztery lata później najszybszy na finiszu z dużej grupy okazał się Mark Cavendish. Po dojechaniu do Nimes wyścigowa karawana przeniesie się do Carcassonne – warownego miasta, które w XIII wieku było siedzibą ruchu albigensów – gdzie kolarze spędzą swój drugi dzień odpoczynku w tym wyścigu.

Nazajutrz czyli we wtorek 22 lipca peleton wkroczy w Pireneje. Etap szesnasty będzie liczył aż 237,5 kilometra jednak z racji profilu wygląda na stworzony dla górskich harcowników. W pierwszej połowie tego długiego odcinka pojawią się tylko dwie premie górskie czwartej kategorii. Nieco dalej dwie dobrze znane, acz niezbyt wymagające podjazdy średniej wagi tzn. Col de Portet–d’Aspet (1069 m. n.p.m. – kat. 2) czyli 5,4 km przy średniej 6,9 % oraz Col des Ares (815 m. n.p.m. – kat. 3) czyli 6 km przy średniej 5,2 %. Stromy i kręty zjazd z Aspet owiany jest złą sławą od czasu gdy w 1995 roku zginął na nim mistrz olimpijski z Barcelony Włoch Fabio Casartelli.

Najważniejszy tak dla spodziewanych uciekinierów jak i wyścigowych asów będzie jednak podjazd nr 5 czyli bardzo wymagająca wspinaczka pod Port de Bales (1755 m. n.p.m. – kat. HC) czyli 19,2 km przy średniej 6,2 %, przy czym ową średnią wyraźnie zaniża stosunkowe łatwe pierwsze 7,5 km tego wzniesienia. Najtrudniejszy cały kilometr tej góry ma średnio 10,4 %, zaś maksymalne nachylenie krótszego fragmentu to 13,6 %. Za „odkrywcę” tej góry możemy uznać Przemysława Niemca, który już w 2006 roku wygrał na niej górską czasówkę podczas czerwcowej etapówki Route du Sud.

Na „Wielkiej Pętli” Bales po raz pierwszy przetestowano w 2007 roku na etapie do Loudenville. Najszybciej na tej górze zameldował się wówczas Luksemburczyk Kim Kirchen. Tym niemniej lepiej kojarzony z tą górą jest jego młodszy rodak Andy Schleck za sprawą wydarzeń z 2010 roku. Młodszy z braci Schlecków stracił tu cenne sekundy po tym jak w trakcie ataku spadł mu łańcuch z tarczy. Tamten etap podobnie jak tegoroczny kończył się w Bagneres-de-Luchon i tak premię górską jak i cały ten odcinek wygrał faworyt gospodarzy Thomas Voeckler. „Tommy” wygrał w łaźniach Luchon również w 2012 roku, acz akurat na tym etapie nie forsowano Port de Bales.

Góra ta znalazła się w programie Touru dzień później na trasie etapu do stacji Peyragudes wygranym przez Hiszpana Alejandro Valverde. Natomiast przed rokiem została też wykorzystana przez Vueltę. Sam podjazd nie będzie jedynym wyzwaniem w końcówce tego typu. Trzeba będzie na siebie uważać również podczas ponad 21-kilometrowego zjazdu. Szczególnie zaś na pierwszych 15 kilometrach, które są strome i wąskie, a przez to trudne techniczne i niebezpieczne. Jednak mimo tych wszystkich przeszkód i pułapek etap szesnasty wydaje się być jedynie wstępem do prawdziwej batalii w górach francusko-hiszpańskiego pogranicza.

tdf14-profil17
Etap 17

Jak zdążyliśmy się przekonać w ostatnich latach nierzadko więcej zamieszania od górskich maratonów potrafią wprowadzić dobrze pomyślane krótsze czytaj dynamiczne odcinki, na których kolarze nie mają chwili wytchnienia z uwagi na ciekawy profil terenu. Na taki właśnie wynalazek wygląda niespełna 125-kilometrowy odcinek z Saint-Gaudens do Saint-Lary-Soulan z finałem na bliskiej sercom polskich kibiców górze Pla d’Adet. Tego dnia jedynie pierwsze 48 kilometrów wiodące do katalońskiego miasteczka Bossost w hiszpańskiej części Pirenejów można określić jako łatwe. Acz czy będzie to spokojny przejazd zależy już od samych aktorów tego widowiska. Ja spodziewałbym się raczej serii ataków ze strony harcowników i bardzo szybkiej pierwszej godziny środowych zmagań. A potem zaczną się już schody czyli seria trzech podjazdów i zjazdów + finałowa wspinaczka.

col de portillon
Jednym słowem scena w pełni zasługująca na miano drugiego odcinka specjalnego tegorocznego Tour de France. W sumie 77 kilometrów bez żadnego płaskiego terenu. Najpierw graniczna przełęcz Col du Portillon (1293 m. n.p.m. – kat. 1) czyli 8,5 km przy średniej 6,9 %, która pojawi się na Tourze po raz 19-sty, w tym po raz 18-sty w swej wschodniej alias hiszpańskiej wersji. Po zjeździe peleton przemknie przez znane mu już Bagneres-de-Luchon i zacznie się wspinać na Col de Peyresourde (1569 m. n.p.m.) czyli 13,2 km przy średniej 7 %. To jeden z najpopularniejszych podjazdów w historii Touru. Do spółki z Aspin, Tourmalet i Aubisque członek tzw. „kręgu śmierci” czyli grupy podjazdów, które przez całe dziesięciolecia „mordowały” kolarzy uczestniczących w Tour de France.

Peyresourde począwszy od 1910 roku wystąpił na TdF już 63 razy. Najtrudniejszy kilometr tego wzniesienia ma średnio 9,3 %, zaś najtrudniejszy fragment 11 %. Przed rokiem na linii tej premii górskiej pierwszy był Belg Thomas De Gendt, zaś przed nim w 2010 roku na listę zdobywców tej góry wpisał się Sylwester Szmyd. Z tej przełęczy kolarze zjadą do Loudenville. Po chwili znów zaczną się wspinać tym razem na Col du Val Louron-Azet (1580 m. n.p.m. – kat. 1) czyli 7,4 km przy średniej 8,3 %. Stacja Val-Louron została odkryta przez Tour w 1991 roku na etapie wygranym przez Włocha Claudio Chiappucciego, pamiętnym również z tego, iż odcinek ten dał pierwszą w karierze żółtą koszulkę lidera Baskowi Miguelowi Indurainowi.

peyresourde
Tym niemniej na położoną nieco powyżej stacji przełęcz Azet uczestnicy TdF po raz pierwszy wjechali w 1997 roku i to od przeciwnej bo zachodniej strony. Pierwszy na szczycie był wówczas Włoch Marco Pantani. Przy kolejnych okazjach czyli w latach 1999, 2001, 2005 i 2013 jechano już podobnie jak w tym roku od strony wschodniej. Wygrywali tu Fernando Escartin, Laurent Jalabert i jego imiennik Brochard, zaś przed rokiem pierwszy był Australijczyk Simon Clarke. Przejazd przez Azet (zamiast dłuższego zjazdu do Arreau) gwarantuje kibicom niemal zero szans na przegrupowania i łączenie się grupek przed finałowym podjazdem pod Pla d’Adet. Kolarzy czekać będzie 10-kilometrowy techniczny zjazd do Saint-Lary, potem ledwie kilometr płaskiego na dojeździe do wioski Vignec i tuż za nią stromy początek finałowego podjazdu.

val louron azet

Finałowa wspinaczka liczy sobie 11,2 kilometra o średniej 7,8 %, przy czym najtrudniejszy kilometr ma 11 % zaś najtrudniejszy fragment to 13,6 %. Zdecydowanie trudniejsza jest dolna połówka tego wzniesienia prowadząca do wioski Soulan położonej na wysokości około 1280 m. n.p.m. To na tej części wzniesienia zaatakował w 1993 roku Szwajcar Tony Rominger wychodząc zza pleców swego górskiego giermka Iona Unzagi. W pierwszej chwili za plecami Helweta zdołał się utrzymać jedynie lider wyścigu czyli Indurain. Bezskutecznie próbował do nich dołączyć Szkot Robert Millar. Skuteczny pościg przeprowadził jedynie Zenon Jaskuła, który po około kilometrowej pogoni zdołał dopaść prowadzący duet, po czym zaskoczył obu rywali skutecznym finiszem na ostatnich 250 metrach. Przy okazji „Żaskula” nadrobił wówczas ponad minutę nad wyprzedzającym go w „generalce” Kolumbijczykiem Alvaro Mejią.

pladadet

Wydarzenia sprzed ponad dwóch dekad nie były jednak pierwszym ani też ostatnim przypadkiem odwiedzin Touru w tych stronach. Pla d’Adet stanęła na drodze kolarzy już w 1974 roku gdy 38-letni Francuz Raymond Poulidor zadziwił wszystkich, nie tylko wygrywając etap, lecz przede wszystkim nadrabiając blisko dwie minuty nad wydawałoby się pewnie zmierzającym po swój piąty triumf w TdF Eddym Merckxem. Rok później najmocniejszy był Holender Joop Zoetemelk, zaś drugi na kresce Francuz Bernard Thevenet nadrobił nad Merckxem blisko 50 sekund co było zapowiedzią detronizacji wielkiego Belga, która dokonała się już kilka dni później w Alpach.

W 1976 roku kolejny etap kończący się w tym miejscu po odważnym, długim górskim rajdzie (do czasu w spółce z Hiszpanem Luisem Ocaną) wygrał Belg Lucien Van Impe. Dzięki temu ów kolarz celujący zazwyczaj w etapowe sukcesy i koszulkę najlepszego górala jedyny raz w swej karierze wygrał cały Tour. Van Impe ponownie wygrał na Pla d’Adet w 1981 roku i do dziś pozostaje jedynym dwukrotnym zdobywcą tej góry. Przed Jaskułą wygrywali jeszcze Francuz Mariano Martinez (1978) – ojciec Miguela, który w latach 90, brylował na trasach MTB oraz Szwajcar Beat Breu (1982). Natomiast już po naszym rodaku dwaj „Jankesi” czyli Lance Armstrong i George Hincapie w latach 2001 i 2005, choć przy tych triumfatorach zapewne pojawiły się już w kronikach wyścigu dwuznaczne gwiazdeczki.

Tegoroczny Tour zapowiada nam się od wczesnej wiosny na wielki pojedynek między broniącym tytułu Chrisem Froome’m z Team Sky i odrodzonym Alberto Contadorem z Tinkof-Saxo Bank (zwycięzcą TdF z lat 2007 i 2009). Jeśli obaj wielcy rywale bez strat przebrną przez bruki północnej Francji oraz nadspodziewanie ciekawe w tym roku Wogezy to pierwsze godne ich klasy miejsce do skrzyżowania rękawic znajdą w Alpach. Tym niemniej decydujące dla losów całego wyścigu powinno być dopiero ich starcie w Pirenejach. Runda pierwsza to właśnie etap siedemnasty. Na ewentualny rewanż przyjdzie pora już nazajutrz. A jeśli te dwie batalie nie wyłonią triumfatora pozostanie im jeszcze dogrywka na długiej czasówce z Bergerac do Perigueux. Niemniej na omówienie końcowej fazy tegorocznego Touru przyjdzie jeszcze pora.

profile: ASO