"Do nieba nie chodzę"

Jest! Jest afera! Punktualnie przed rozpoczęciem Tour de France mamy swój mały skandal.

Bradley Wiggins twierdzi, że skład Sky został ustalony już dawno, dawno temu. Szef brytyjskiego teamu Dave Brailsford podkreśla, że jeszcze nic nie jest przesądzone. A Krzysiek „lubię się ścigać po górach” Froome tłumaczy, że to nie on powołuje swoich kolegów do ekipy.

Dobra, dobra. Po kolei. Tajemnicą poliszynela nie jest fakt, że obaj panowie, jeden z tytułem szlacheckim i brodą, drugi bez tytułu, ale za to z napisaną przez ghostwritera książką, przyjaciółmi nie są. Tolerują się (?), szanują (?), jednak razem na kawę nie chodzą, ze swoimi partnerkami życiowymi nie spotykają się w ekskluzywnej restauracji, gdzie popijają winko  z jakiegoś tam wyśmienitego rocznika. Powiedzmy, że francuskie i czerwone. I że do wołowinki...

Dziewczyny Brada i Chrisa – jak to się nazywa? WAGs? – również nie należą do best friends. Pamiętamy wojnę internetową, przedziwne wpisy, jakie ukazywały się dwa lata temu. Wtedy Froomie holował Wiggo w Alpach i Pirenejach dokładając nie cegiełkę, nie cegłę, ale wielką płytę betonową do pierwszego sukcesu zawodnika spod Union Jacka w Grand Boucle. Rozgorzała gorąca dyskusja na temat, który z obu wspinaczy jest lepszy. Kenijska gazela, która przez lata zmagała się z schistosomatozą, czy piąty członek zespołu The Beatles, który efektownie przesiadł się z torowej kozy na szosówkę? Zdania były podzielone, dziewczyny wiedziały jednak swoje. Ach te WAGs.

Nie o nich jednak miało być, a drużynie Sky i jej dwóch liderach. Konflikt między Wigginsem a Froome’m jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. To taka zasłona dymna, która za zadanie ma zatuszowanie innych, osobliwych rzeczy, jakie wydarzyły się w szeregach jednej z najlepiej zorganizowanych ekip na świecie. Tylko czy ten szeroko zakrojony projekt rewolucji w kolarskim peletonie w dalszym ciągu jest na topie? Co prawda Francuzi chcą stworzyć swoją koncepcję reformy własnego nadsekwańskiego kolarstwa, będą się jednak wzorować na starym, pierwotnym modelu Sky. Tak, tym starym, nie dzisiejszym. Bo dzisiaj raczej żadnego modelu, żadnego pomysłu już nie ma. Sky zrobił swoje, Sky zbiera teraz tego śmietankę. I Sky nie przejmuje się, że ich wizerunek w mediach nie jest już tak cudownie piękny i nieskazitelny jak kiedyś.

Bo szczerze powiedziawszy, wszystko wskazuje na to, że „niebiańscy” zaczynają się sypać. W kwietniu Brailsford musiał zrezygnować ze sprawowania pieczy nad pozostałymi sekcjami wielkiej familii Sky. Od tego czego ojciec chrzestny brytyjskich osiągnięć jest jedynie szefem jednostki szosowców. Dlaczego? Czasowo ta „degradacja” zeszła się z przygodami Sergio Henao. Henao jest Kolumbijczykiem wychowanym hen, hen wysoko w Andach. Wewnętrzne kontrole wykazały, że wyniki Sergio odbiegają od norm zawartych w paszporcie krwi. Grono eksperckie przypuszczało, że powodem rozbieżności może być specyficzny klimat, w jakim trenują Henao i jego koledzy u siebie w domu. Zapowiedziano kolejne testy, prawdopodobnie potwierdziły one pierwszą tezę. Prawdopodobnie, bo nie ujrzały one światła dziennego. 26-latek z Rionegro powróci niebawem do ścigania. Sprawa była, sprawy nie ma. Żaden doping, tylko aspekt fizjologiczny. Aha, wszystko jasne...

 

Szukajmy dalej. Niezbyt klarowana kontuzja astmatyka Froome’a, kolaps Richiego Porte, a nad tym fruwa niczym kolumbijski kondor kwestia tramadolu, środka przeciwbólowego, którego nie znajdziecie (na razie) na czarnej liście Światowej Agencji Antydopingowej. Eks-zawodnik Sky Michael Barry oświadczył, że w trakcie jego kariery w Sky tramadol był niczym poranna kawa i bułka z dżemem. Problemem z tym specyfikiem polega na tym, że gwałtownie obniża koncentrację. O przedawkowanie łatwo, o wypadnięcie z trasy na zjeździe jeszcze łatwiej. Kierownictwo teamu ustosunkowało się do wybuchowych zeznań Barry’ego argumentując, że „żaden z naszych zawodników nie powinien stosować tramadolu”. Zauważyliście coś charakterystycznego w tym zdaniu? Chodzi o dwa niepozorne słówka „nie powinien”. A co rzeczywiście robi, to co nam do tego. Hulaj dusza, piekła nie ma. Oczywiście, Sky zwrócił się z apelem o włączenie tramadolu do spisu preparatów na cenzurowanym, ale sam zespół nie wstąpił do ruchu na rzecz wiarygodnego kolarstwa (MPCC), który nastawiono jest anty-dopingowo i dla zrzeszonych drużyn przewiduje drastyczne kary w przypadku wpadki.

Czy zachowanie Sky nie jest sprzeczne? Z jednej strony dążą do poszerzenia czarnej listy, z drugiej strony nie chcą stanąć ręka w rękę z innymi drużynami, których oficjalna polityka mówi „nie” wspomaganiu medycznemu. Tak, jest sprzeczne. Nie zmieni tego nawet wewnętrzny system antydopingowy. Na zewnątrz kolportuje się przesłanie: „czynimy wszystko co możliwe, by wyeliminować doping z kolarstwa”. To my jesteśmy ci dobrzy, tamci są fe. Co niektórzy sądzą jednak, że siatka kontroli powstała tylko z tego powodu, by w sam czas wyłowić zawodnika o nienormalnych parametrach, odstawić go na jakiś okres na boczny tor, a potem przywrócić go w prawach zawodniczych. Zaraz, zaraz, skądś to znamy. Henao?

Za Sky ciągnie się dodatkowo jak cień historia ze słynnym doktorem Geertem Leindersem, w dalszym ciągu dla grupy pracuje psycholog Steve Peters, który właśnie Leindersa zatrudniał dając mu niezłe referencje. W sztabie natrafimy też na Richarda Freemana, jednego z najstarszych stażem lekarzy w peletonie. Do kolarstwa trafił z.. golfa, gdzie podobno, w co ciężko uwierzyć, bierze się na potęgę. Pozostali medycy wcześniej doświadczenie zbierali w lekkoatletyce czy rugby. Niewątpliwie, sporty pokrewne do kolarstwa.

Tak więc image Sky nie jest taki, jaki Anglicy by sobie życzyli. Aby te brudy pozamiatać czy przynajmniej prowizorycznie zasłonić, serwuje się kibicom biografię Froome’a albo rozgoryczonego Wigginsa, który niesie się z myślą zmiany barw. Akurat przed Tour de France, chociaż decyzje zapadły na pewno kilka tygodni wcześniej. Maszynka się kręci, wszyscy są happy. Między bajki możemy włożyć gadkę Chrisa, że to nie on wybiera sobie pomocników. Jasne, Armstrong ich sobie nie wybierał, Ullrich ich sobie nie wybierał. W praktyce wygląda to tak, że lider mówi, kogo by chciał mieć w kadrze, dyrektorzy sportowi z reguły kiwają głowami. Tym razem Krzysiu poinformował, że nie chce Brada. Skandal jak się patrzy!

Źle się dzieje w państwie Sky rządzonym przez Brailsforda. Ekipa jakby powolutku zmierzała ku upadkowi mimo niesamowitego budżetu i Brytyjczyka na stanowisku prezydenta UCI. Odszedł Cavendish, odszedł Uran, nawet bracia Yates wybrali ofertę Orica-GreenEdge. Niby dlaczego? Przecież w Sky jest wszystko w jak największym porządku. Może oni jednak coś wiedzą?

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: