Chris Froome: "scenariusz napisano przed naszym przyjazdem do Francji"

theclimb-froome

"Brad, jeśli masz problem, przyjdź do mnie, wszystko sobie wyjaśnimy. "

Christopher Froome wydał książkę, w której opisuje swoją wspinaczkę na kolarski szczyt. "The Climb" na rynek trafiła dzisiaj, jednak jeszcze przed publikacją poznać mogliśmy jej fragmenty.

Biografia powstała po zwycięstwie w Tour de France 2013, we współpracy z Davidem Walshem, dziennikarzem Sunday Timesa, który przez lata próbował udowodnić stosowanie dopingu przez Lance'a Armstronga, a ostatnio przez pół roku towarzyszył brytyjskiej ekipie na obozach i wyścigach. Fragment opowieści urodzonego w Kenii zawodnika opublikował właśnie Sunday Times, poświęcając 29-latkowi spory fragment dodatku sportowego.

Atmosfera w ekipie

Jak pisze Froome, chronionymi zawodnikami na trasie Tour de France 2012 mieli być Bradley Wiggins i Mark Cavendish, co oznaczało, że jeśli złapią gumę, koledzy oddają im rower/koło. Urodzony w Kenii zawodnik już w tym punkcie poczuł się dotknięty, a jak sam pisze, atmosfera w drużynie nie była dobra.

Potwierdza to też Mark Cavendish, w swojej biografii "The Speed" przywołując sytuację z jednego z etapów.

Na 6. etapie była wielka kraksa, 26 kilometrów przed metą. Tuzin zawodników ucierpiało, spora grupa musiała się zatrzymać. Udało mi się wyminąć leżących, ale wpadłem w poślizg i moja tylna opona eksplodowała. Sięgnąłem po radio, zakomunikowałem, że mam defekt. Cisza. Powtórzyłem i próbowałem ze wszystkich sił trzymać się na końcu grupy.

Jechałem tak jakieś kilkaset metrów, ale potem zaczął się zjazd tam już nie mogłem dotrzymać kroku reszcie, bo nie miałem już powietrza w kole. W końcu, bez żadnego komunikatu w radiu, pojawił się Yates. Poczekał aż mechanik zmieni mi koło, po czym odjechał, nawet mnie nie popychając.

Nigdy nie zostałem tak zostawiony po defekcie, nawet gdy byłem 22-letnim żółtodziobem, na jakimś trzeciorzędnym wyścigu we Francji. A to wydarzyło się na etapie Tour de France. Etapie, który miałem szanse wygrać, byłem faworytem. Ja, mistrz świata. Byłem załamany

- pisze Cavendish, zaznaczając, że był to dzień, w którym wiedział już, że dłużej w brytyjskiej ekipie nie pozostanie.

Tour 2012 to oczywiście dominacja ekipy Sky, jednak co wywołuje największe kontrowersje, to etap 11, gdy duet zawodników Dave'a Brailsforda urwał konkurentów i dojechał do grupki prowadzącej, w której znajdował się Vincenzo Nibali. Do mety było blisko, a prowadzący "żółtego" Bradley'a Wigginsa Christopher Froome zaatakował z grupki. Chwilę później Wiggins zaczął odpadać od Nibalego, a Froome dostał przez radio polecenie zaczekania na lidera.

Sytuacja wywołał lawinę spekulacji. Atmosferę rywalizacji między kolarzami nakręcały media, padały pytania o to czy to nie Froome, jako wyraźnie silniejszy, powinien być liderem. Ogień podsyciła też ostra wymiana zdań narzeczonej Chrisa i żony Bradley'a, a także cierpkie komentarze wymieniane między panami na łamach prasy.

Jak sytuację z 12 lipca 2012 roku opisuje sam Christopher Froome?

Etap 11: Albertsville - La Toussuire - Les Sybelles (148 km)

Plan zakładał ponowne przypalenie na ostatnim podjeździe, tak jak zrobiliśmy na La Planche de Belles Filles, gdy Bradley objął prowadzenie. Podczas odprawy zasugerowałem, że, być może, mamy opcję bym zaatakował na koniec, gdy już doprowadzę Brada do celu. W odpowiedzi Dave Brailsford zmarszczył brwi, wyczułem zaniepokojenie samym faktem zadania pytania. Byłem przyzwyczajony do tej nadwrażliwości w stosunku do uczuć Brada, ale on miał 2 minuty zapasu. To był ładny dzień, mogliśmy wyciąć konkurencję i zgarnąć kolejny etap.

Przecież nie podnosiłem ręki i nie pytałem czy mogę się dobrać do jego zwycięstwa w Tour de France, nie chciałem uwieść jego żony. Pytałem czy mogę jechać po etapowy triumf i umocnić swoją pozycję.

Na trasie

12 kilometrów przed metą ruszył Nibali. Odjechał jak pocisk. To było to, walka faworytów. Czułem się dobrze, nie panikowaliśmy, po dwóch kilometrach powoli się do niego zbliżyliśmy. Bradley jechał jak przyspawany do mojego koła. Wszystko było dobrze, taki też komunikat nadałem dyrektorom na radio:

Jest ok, czuję się dobrze, wszystko ok.

Oni powiedzieli to Braldey'owi.

Nibali miał jakieś 15 sekund przewagi. Mieliśmy jeszcze sporo miejsca by go złapać i złamać. Wyjechałem na czoło i nacisnąłem na pedały, myśląc, że Brad zrozumiał. Usłyszałem tylko:

Spokojnie, spokojnie, jedź spokojnie.

Odparłem:

C'mon Brad, już go prawie mamy.

Ale kiedy się odwróciłem, zobaczyłem, że jest mu ciężko, że jest mu naprawdę bardzo ciężko. Cholera. Gdyby tylko mógł wytrzymać do czasu jak złapiemy Nibalego, potem będzie prościej, tempo spadnie. Droga prowadziła ostro pod górę, było ciężko, ale już widzieliśmy grupkę Włocha. Powiedziałem:

Ok Brad, łap koła i się trzymaj.

Brad nic nie powiedział, więc ruszyłem. Zdecydowałem się na to, tu i teraz. Skręciłem w lewo i minąłem Nibalego. Ok, Vincenzo, co ty na to? To było ekscytujące - ściganie w czystej postaci. Brad i ja będziemy na czele klasyfikacji wieczorem.

Jednak za moimi plecami Brad odpadł od Nibalego. Sean Yates już był w moim uchu, nadając przez radio.

Froooomey, Froooomey, mam nadzieję, że masz na to zgodę Brada?

Mówił mi, że jeśli Brad wyraźnie nie powiedział mi żeby atakował, to dostanę po uszach. Jechałem dalej. Po chwili usłyszałem w radiu głos Brada:

Nieee, nieee, nieee.

Brzmiało to jak głos człowieka, który traci oddech tuż przed szczytem Mount Everest. Brad słabł fizycznie i psychicznie, szybciej niż myślałem, że to możliwe. Miałem wrażenie, że zaraz zsiądzie z roweru, jeśli dalej będę naciskał. To co dla mnie było prostym i idealnym planem, przerodziło się w jego publiczne upokorzenie. Zwolniłem i zaczekałem. On nie pękł - myślę, że raczej poczuł się zdradzony. Kiedy do mnie dojechał, zobaczyłem, że trochę odżył, ale równocześnie wiedziałem już, co czeka mnie wieczorem.

Sir Dave wzywa

Później, po etapie, Dave przysłał mi wiadomość: "przyjdź do mojego pokoju". Gdy się pojawiłem, zapytał:

Ok, Froomey, powiedz co się dzieje. W czym kłopot?

To było śmieszne. Zwołał spotkanie, oczywiście miał mi coś do powiedzenia, ale ja przeszedłem od razu do rzeczy.

Słuchaj Dave, to nie wygląda tak, jak się umawialiśmy pod koniec ubiegłego roku...

- zacząłem.

Wcześniej zadzwoniłem do Michelle i powiedziałem:

Proszę, sprawdź dokładnie jak sformułowany jest mój kontrakt, będę potrzebował dziś dokładnego zapisu. Muszę przypomnieć Dave'owi, że mam prawo atakować na tym podjeździe na koniec etapu. Czuję się świeży, mogę to zrobić.

[Froome w tekście dla Sunday Timesa wyjaśnia, że po zajęciu drugiego miejsca w hiszpańskiej Vuelta a Espana 2011, po długich i trudnych negocjacjach, otrzymał przedłużenie kontraktu, z obietnicą, że będzie jednym z liderów ekipy na Tour de France.]

W rozmowie wyłożyłem wszystko co ustaliliśmy wcześniej i zapytałem co się zmieniło i dlaczego. Dave wyjaśnił, że Brad jest teraz liderem. Do końca wyścigu jeszcze jeden górski finisz i czasówka. W tym momencie, patrząc na sytuację w klasyfikacji generalnej, Bradley miał większą szansę wygrania Touru. No więc tego się trzymamy.

Moja argumentacja trafiła w ścianę. Co stanie się jeśli, jak widzieliśmy w dwóch poprzednich Tourach, w których jechał, Bradley osłabnie w ostatnim tygodniu, wywali się, no po prostu coś pójdzie nie tak? Co jeśli coś takiego się wydarzy, a ja będę zbyt daleko za Nibalim, żeby odrobić straty?

Dave, człowiek zawsze mający plan B, odparł, że nie ma sensu gdybać. To są fakty, pracujemy w oparciu o fakty. Ok, porozmawiajmy o faktach. Etap 1. Mam defekt. Nie ma planu awaryjnego. Fakt. Dave od razu przeprosił za to przeoczenie. Szczerze, ale punkt był mój. Były obietnice, ale zaczynając od defektu, a kończąc na specjalnych lekkich kołach i specjalnych mocowaniach, które do dyspozycji miał wyłączenie Brad, wszystko było jemu podporządkowane. Myślałem, że ten zespół nie popełnia przeoczeń.

Dave powiedział:

Brad chce wracać do domu. Jest gotów spakować się i wycofać się z wyścigu.

Pamiętam, że pomyślałem: "Więc to jest ok, może sobie wyjść i nie podać nikomu ręki? I co dalej? Mam nosić jego bagaże?"

Następnego ranka zebraliśmy się w autobusie, w jego tylnej części. Był Brad, Sean Yates, Dave i ja. Podszedłem do niego i powiedziałem:

Słuchaj, jeśli masz problem, przyjdź prosto do mnie, nie załatwiaj tego przez innych, nie pogarszaj tego. Przyjdź do mnie, wszystko sobie wyjaśnimy. To nic nie da, że pójdziesz do Seana, Dave'a, że powiesz wszystkim, że jesteś nieszczęśliwy. Pogadaj ze mną.

Bradley w odpowiedzi kiwnął głową i wymamrotał parę słów. Podejrzewam, że to całe przedstawienie mogła być metodą Seana i Dave'a na udobruchanie Brada. On sam nigdy by nie zaczął rozmowy. To nie w jego naturze. Nie spodziewałbym się jakiejkolwiek konwersacji, szczególnie podczas Touru, gdy on jest pod taką presją. Jeździliśmy wokół niego i jego humorów jak wokół wysepek drogowych.

Odgrywanie ról

W czwartek, 19 lipca, po przecięciu linii mety 17 etapu, otoczyły nas dwie różne grupy dziennikarzy. Nie wiem o co pytali Brada. Moje pytania były mniej więcej w stylu: "Co ty robisz, przecież mógłbyś sam wygrać Tour..."

Kiedy my byliśmy na podjeździe Michelle napisała tweeta: "Damn it, go-oooo". Dziennikarze już to wiedzieli. "Nie chcesz atakować? czemu po prostu nie zrobisz "go-oooo?"

Rzuciłem oficjalną formułkę:

Brad jest w optymalnej pozycji by wygrać ten wyścig, jest na dobrej drodze by to uczynić, tego się trzymamy. I nie, nie będę atakował, nic z tych rzeczy.

W tym momencie uświadomiłem sobie, że tak naprawdę wszyscy się na to napalali. Ale tak nie miało być. Scenariusz napisano na długo przed naszym przyjazdem do Francji. Bradley wygrywa. Książka napisana. Dokument zrobiony. Obietnica spełniona. My tylko odgrywaliśmy wyznaczone role.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: