Michael Matthews: "potrzebowałem czasu by skupić się wyłącznie na sporcie"

Michael Matthews zakończył irlandzką część Giro d'Italia w koszulce lidera wyścigu i z optymizmem patrzy na nadchodzące odcinki we Włoszech.

23-letni Matthews przejął maglia rosa po pierwszym etapie z rąk drużynowego kolegi - Sveina Tufta - i kontynuuje bardzo udany debiut we włoskim Grand Tourze. Dzisiejszy finisz skończył na 16. pozycji, oglądając plecy Marcela Kittela z dalekiej pozycji, ale dowożąc do mety prowadzenie w wyścigu.

Kittel na płaskich jest niesamowity, ale jak się zaczną hopki, to może będziemy mieli większe szanse. Z mocą, jaką dysponuje na płaskim finiszu, niezwykle ciężko go pokonać. Pokazuje, że jest najszybszym sprinterem na świecie i kolarzom takim jak ja ciężko go wyprzedzić na takim terenie

- powiedział na konferencji prasowej po etapie.

Australijczyk odniósł się także do kraksy, której był uczestnikiem. Upadek nie był groźny i młodzian z Canberry szybko wskoczył z powrotem na rower.

Droga się zwężała, powiało. Każdy chciał być z przodu, zrobiło się ciasno, ktoś poleciał na ziemię. Ja byłem niestety tuż za upadającymi

- wyjaśnił.

Po młodym zawodniku na konferencjach prasowych nie było widać zdenerwowania lub onieśmielenia posiadaniem koszulki lidera wyścigu. Wczoraj podopieczny Matthew White'a odpowiadał na pytania kończąc kanapkę, dziś zdawał się być oazą spokoju, nie okazując emocji i spokojnie rozmawiając z przedstawicielami mediów.

Jazda w maglia rosa na etapie Giro d'Italia to coś wspaniałego. Szkoda, że pogoda była deszczowa, bo musiałem na nią założyć kurtkę. Ciągle nie mogę uwierzyć, że noszę koszulkę lidera, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy

- powiedział spokojnie kolarz ekipy Orica-GreenEdge.

Dla Matthewsa pierwsza część sezonu 2014 była wyjątkowo udana, a uzyskane rezultaty pozwalają sądzić, że mistrz świata orlików z 2010 roku pchnął swoją karierę na właściwe tory. 23-latek notował świetne wyniki w 2011 roku, gdy ściganie na najwyższym poziomie rozpoczął w barwach Rabobanku. Wygrana etapowa w Tour Down Under i Rund um Köln rokowały dobrze na przyszłość, jednak w kolejnym roku nie wskoczył na wyższy poziom. Przełom przyszedł dopiero pod koniec ubiegłego roku, z dwoma etapowymi skalpami hiszpańskiej Vuelty.

Wszystko zaczęło się dobrze w 2010 roku, w kolejnym roku pierwsza wygrana w WorldTourze. Potem przyjechałem do Europy i się chyba trochę pogubiłem. Potrzebowałem czasu by ponownie skupić się na właściwych rzeczach, skupić się wyłącznie na sporcie.  W stawce kolarze są mniej więcej na podobnym poziomie, wiec jeśli pracujesz trochę więcej, to przekłada się to na wynik. Teraz jestem w pełni zaangażowany, a to się opłaca

- wyjaśnił Australijczyk, który w tym sezonie zdążył wygrać już Vuelta a la Rioja i jeden z etapów Vuelta al Pais Vasco.

Wygrana w drużynie na rozpoczęcie wyścigu podnosi morale ekipy, jechaliśmy jako faworyci, ale zwycięstwo nigdy nie jest zagwarantowane. Atmosfera w ekipie jest niesamowita, jeszcze chyba do nas nie dociera, co się dzieje

- podsumował.

fot. Lapresse

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: