Gianni Savio: "aktywna jazda jest naszą bronią"

Androni Savio

Szef zespołu Androni Giocattoli-Venezuela - Gianni Savio - mówi o planach swojej ekipy na rozpoczynające się jutro Giro d'Italia, a także o kłopotach z wizami, jakie spotkały jego zawodników.

Z legendarnym managerem rozmawiamy przed południem w Waterfront Hall, centrum życia prasowej otoczki włoskiego Grand Touru. Doświadczony manager i wytrawny gracz kolarskich szachów ma za sobą całe 30 lat prowadzenia kolarskich drużyn, ale na co dzień tryska energią i o wyścigach opowiada z niesamowitą pasją. Po przybyciu na miejsce, jak zwykle zresztą, pierwsze kroki kieruje do press roomu, witając się z niezliczoną ilością znajomych. Nienagannie ubrany, z nieodłącznym siwym wąsikiem i białą czupryną, miło rozmawia i żartuje.

Na rozmowę zgadza się bez oporu, zastrzegając, że jego angielski jest słaby. Kokieteria, już po minucie słychać, że o Giro i kolarzach może mówić godzinami, zarówno po francusku, po włosku, jak i po angielsku.

Do boju na trasę Giro d'Italia 2014 wysyła dziewiątkę kolarzy, po raz drugi skoncentrowanych na pomocy Franco Pellizottiemu. Jego zawodnicy mają być aktywni i chcą walczyć od początku do samego końca. Zwycięstwo nie jest jednak absolutnym priorytetem.

Dla mnie najważniejszą kwestią jest oddanie należnego szacunku wyścigowi tej rangi co Giro d'Italia. Zawsze tak było i tak musi pozostać. Przed rokiem nie wygraliśmy etapu, ale udało nam się dojechać z Pellizottim na 11. miejscu, później na 10., po dyskwalifikacji Santambrogio. Najważniejsze jechać w wyścigu aktywnie. Trzy lata temu Miguel Angel Rubiano wygrał etap Giro. Przed rokiem, choć nie wygraliśmy, to moi zawodnicy przejechali 1680 kilometrów w ucieczce, ustanawiając pod tym względem rekord Giro. Zawsze byliśmy w ucieczce

- wyjaśnia, podkreślając rolę bycia protagonisti na każdym odcinku wyścigu.

Ekipa Androni Giocattoli w tym roku w składzie ma 19 zawodników, w tym aż 6 debiutantów, neo-pro. Na Giro jedzie jednak skład doświadczony, mający za sobą sporo ścigania na szosach Italii.

Moja drużyna jest ekipą średniego szczebla, to są młodzi zawodnicy, więc jasne jest, że by wygrać etap musimy obrać ofensywną strategię. Bo gdy dojedziemy do górskiej końcówki etapu, to wiadomo mniej więcej, kto wygra - Quintana, Rodriguez, Evans czy Scarponi. Wiadomo, że taki młody kolarz Yoder Godoy nie pokona tych wielkich zawodników. Ale jeśli spróbujemy, jeśli będziemy atakować, to może się uda

- dodaje, odnosząc się do młodzieżowego mistrza Wenezueli z 2013 roku, który w tym roku debiutuje w Giro d'Italia i jest drugim co do najmłodszych zawodników w stawce.

Swoich szans kolarze Savio poszukają, gdzie tylko się da. W poprzednim roku nie było etapu, by kolorowa koszulka włoskiej ekipy nie znajdowała się z przodu i tak zapewne będzie również w tym sezonie. Dodatkowo siłę ognia zespołu wzmacnia Holender Johny Hoogerland, znany ze swojego ofensywnego nastawiania i talentu do zabierania się w odjazdy na najtrudniejszych odcinkach.

Johny Hoogerland otrzyma wolną rękę. Mam nadzieję że wygramy etap po jego akcji

- uśmiecha się doświadczony manager.

Koszulki Androni pokażą się także na płaskich finiszach. Tu w szranki stawał będzie Włoch Manuel Belletti, zakontraktowany z końcem ubiegłego sezonu. 28-latek, poprzednio dwa lata jeżdżący w Ag2r La Mondiale, pozostaje bez zwycięstwa i lepszego wyniku już od prawie dwóch lat, a Giro to szansa by nawiązał do swojego wyczynu z 2010 roku, gdy okazał się najszybszy na kresce w Cesenatico.

Myślę, że Belletti może walczyć na finiszach. Będziemy próbowali, on już sięgał po etap Giro przed czterema laty.

W trakcie analizy szans swojego zespołu, Savio opowiada o swoim podejściu i snuje refleksję nad tym, jak kolarstwo zmieniło się przez ostatnie dekady.

Jesteśmy małą ekipą, nasz budżet jest mniejszy od czołowych zespołów. Kolarstwo się zmieniło - jestem managerem zespołu od 30 lat i wyraźnie to dostrzegam. W przeszłości łatwiej było wygrać etap, dziś jest o to trudniej. Oczywiście, próbujemy, naszym celem jest wygrana etapowa i miejsce lidera w czołowej dziesiątce wyścigu. Jesteśmy entuzjastycznie nastawieni, ale musimy pozostawać realistami

- ocenia.

Zespołu Androni-Giocattoli nie ominęły kłopoty z wizami, które w tym roku są bólem głowy kilku ekip wybierających się do Irlandii. Przez kłopoty z paszportami i wizami, skład musiały zmienić ekipy Astana i Tinkoff-Saxo, a do Turcji nie pojechali Kolumbijczycy. Tym razem urzędnicy nie mogli dojść do porozumienia w kwestii wiz i paszportów Jacksona Rodrigueza i Yodera Godoy'a. Savio, który do Belfastu przybył dziś rano, z wyjaśnia całą sytuację z wyraźną ulgą, że całą kwestię udało się ostatecznie załatwić.

Dopiero dziś rano przyleciałem do Belfastu z dwoma zawodnikami, ponieważ sam zrobiłem "Giro d'Italia" by otrzymać wizy. Było jakieś nieporozumienie między ambasadami Wielkiej Brytanii w Londynie i Rzymie. Pisaliśmy do nich, a nie otrzymywaliśmy żadnych konstruktywnych odpowiedzi na temat paszportów

- zaczyna swoją zagmatwaną opowieść.

Na lotnisku w Bergamo nie wystarczyły kopie. Na szczęście sekretarka ambasady potwierdziła, że paszporty są w Londynie. My byliśmy w Rzymie. Zadzwoniłem do kogoś w Londynie, dając autoryzację na odebranie paszportów. Mój oficer prasowy Leondino Pescatore poleciał z Belfastu do Londynu, zabrał paszporty z ambasady, a potem poleciał do Rzymu, gdzie my mogliśmy wreszcie wylecieć do Irlandii

- konkluduje.

Kolarze Androni Giocattoli dotarli już do Belfastu. Dziś wieczorem czeka ich prezentacja ekipa na Donegall Square, a juto o 19:05 cała dziewiątka zjedzie z rampy startowej, rozpoczynając przygodę z pierwszym z tegorocznych Grand Tourów.

fot. Androni Giocattoli-Venezuela

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: