Niesamowity Ricardo Ricco

Dynamiczny, kontrowersyjny i bezkompromisowy. Ricardo Ricco, kolarski enfant terrible jeździł jak chciał, mówił co chciał i brał co chciał. Zdyskwalifikowany na 12 lat, po raz kolejny powrócił na nagłówki pierwszych stron portali.

Włoski kolarz-dopingowicz ma już niemal 31 lat. Największe sukcesy odnosił w sezonach 2007-2008, błysnął też na chwilę w 2010r. Wygląda na to, że jest przypadkiem niereformowalnym, uzależnionym od roweru, “koksu” i snów o potędze.

Już pierwsze próby podpisania przez niego kontraktu z grupą zawodową drugiej dywizji w 2005r spotkały się z problemami. Dwudziestotrzyletni Ricco, mając na koncie wygraną w Settimana Bergamasca i w perspektywie spore sukcesy powinien być łakomym kąskiem dla większości ekip. Jednak jego hematokryt przekraczał przepisowy poziom 50%. Włochowi udało się udowodnić, że to dla niego stan naturalny, dostał więc pozwolenie na starty i związał się umową z ekipą Saunier Duval. Jako przyboczny Gilberto Simoniego i Leonardo Piepolego zaliczył znakomity sezon 2007. Wprowadził sporo zamieszania w peletonie Tirreno-Adriatico, nieźle spisał się w ardeńskich klasykach a w Giro d’Italia pierwszy wjechał na metę etapu usytuowaną u stóp Tre Cime di Lavaredo. Zaczął nazywać się “Kobrą”, nie zważając na to, że przydomku używał już starszy i bardziej doświadczony Stefano Garzelli. Pod koniec sezonu po raz kolejny zaprezentował wielką formę i potencjał, finiszując w Giro di Lombardia na drugim miejscu, tuż za Damiano Cunego. Przy okazji Lombardii warto wspomnieć, że dwukrotny zwycięzca tego wyścigu, Paolo Bettini (2005, 2006) musiał szybko poznać się na upodobaniach Ricco, regularnie, negatywnie wypowiadając się na temat młodszego rywala, jeszcze zanim ten popadł w dopingowe tarapaty.

Sezon 2008 rozpoczął się dla - wówczas - dwudziestopięciolatka znakomicie. W Giro d’Italia nieznacznie przegrał tyko z Alberto Contadorem, ale w przeciwieństwie do zwycięzcy wyścigu był najszybszy na dwóch etapach. Dodatkowo wygrał w klasyfikacji młodzieżowej, powtarzając wyczyn Andy’ego Schlecka sprzed roku. Choć w ostatnich latach jest to rzadkością, Ricco po udanym Giro ruszył na podbój francuskich szos. W Tour de France jego drużyna Saunier Duval prezentowała się tak, jakby jej kolarze nie mieli w nogach ścigania we Włoszech. Fenomenalne wyniki Ricco (wygrał dwa górskie etapy) okazały się jednak oszustwem. Światowa Agencja Antydopingowa w porozumieniu z koncernem farmaceutycznym Roche rozpoczęła bowiem testowanie podejrzanych kolarzy pod kątem użycia nowej wersji EPO. Ricco i kilku innych zawodników był na celowniku kontrolerów mniej więcej od czasu świetnej jazdy w Giro. Szanse na podium Tour de France, koszulkę najlepszego młodzieżowca i górala prysły. Wraz z innymi namierzonymi w sprawie CERA: Leonardo Piepolim, Stefanem Schumacherem i Bernhardem Kohlem Ricco został zdyskwalifikowany na dwa lata.

Ponieważ każdy ma prawo nie tylko do błędów i kary, ale też do drugiej szansy, mimo wątpliwej reputacji, po wypełnieniu dyscyplinarnego wyroku, Ricco powrócił do zawodowego peletonu. W ramach poprawy swojego image’u konsultował się z Aldo Sassim - trenerem, który w przeciwieństwie do swoich rodaków: Ferrariego czy Santuccione słynął z etycznym metod pracy. Dodatkowa współpraca z organami ścigania pozwoliła skrócić karę o cztery miesiące, dzięki czemu “młody kobra” podpisał kontrakt najpierw z drużyną Ceramica Flaminia a następnie powrócił do ekstraklasy z holenderskim teamem Vacansoleil. Ta, nieistniejąca już drużyna stała się “królem” sezonu transferowego, pozyskując Ricco oraz innego podejrzanego kolarza, Ezequiela Mosquerę. Sukcesy z sezonu 2010 (m.in drugie miejsce w Giro del Trentino) i współpraca z Sassim dawały nadzieję, że sprowadzenie Włocha będzie strzałem w dziesiątkę. Sam kolarz musiał mocno przejąć się rolą lidera u nowego pracodawcy. Postanowił zadziałać wedle sprawdzonych przez lata schematów. Trudno powiedzieć, czy był tak pewny siebie, tak zdesperowany czy tak głupi. Dość powiedzieć, że zimą 2011r trafił do szpitala po zapaści wywołanej przetoczeniem źle przechowywanej krwi. Dla ścisłości, krwi, którą trzymał prawie miesiąc we własnej, domowej lodówce. Zwolniony przez Vancansoleil próbował nadal się ścigać w barwach małej drużyny Meridiana, ostatecznie przyznał się do transfuzji, w związku z czym macierzysta federacja kolarska skazała go na 12 lat bez możliwości startu w oficjalnych imprezach sportowych. W sprawę zamieszana była również jego była partnertka, Vania Rossi, również kolarka, która także została zdyskwalifikowana za używanie EPO. Podobno miała stosować doping nawet w czasie ciąży! Postępowanie Ricco spotkało się z jawnym ostracyzmem: Mark Cavendish nazwał go pasożytem, Paolo Bettini ścierwem, życzono mu też, by za swe winy skończył w więzieniu i świadczył współwięźniom usługi seksualne.

[youtube

 

Gdy wydawało się, że świat zapomniał o włoskim dopingowiczu, ten uderzył znowu. Okazuje się, że przez ostatnie trzy lata nadal trenował (podobno zdarzało mu się startować w amatorskich wyścigach pod fałszywym nazwiskiem). Rzekomo miał przygotowywać się do bicia rekordów na wybranych, kultowych podjazdach, w tym Mont Ventoux. Ponieważ, jak wspomina Jerome Pineau, Ricco “koksował” już za czasów juniorskich (co tłumaczyłoby łatwość w udowodnieniu naturalnych tendencji do podniesionego hematokrytu, skoro sztucznie robił to przez lata!), również do tego, hobbystycznego w sumie, celu podszedł w znanym sobie stylu. Pierwszego maja tego roku został złapany przez policję w okolicach Livorno, gdy w barze McDonald’s kupował nielegalnie wyniesione ze szpitala EPO. Wiele wskazuje na to, że Ricco, poza treningiem zajął się też dilerką. Najwyraźniej ucząc się kolarstwa na przełomie wieków nie jest sobie w stanie wyobrazić tego sportu w innej formie, równocześnie nie potrafiąc się od niego uwolnić. Zapowiedzi porzucenia roweru i zajęcia się parzeniem kawy pozostały bez pokrycia...

Fot. okładkowe: kaftan bezpieczeństwa, wikimedia commons, domena publiczna