Długo czekałem na wynik

Witam po raz kolejny na moim blogu! Postaram się szybko i zwięźle opisać, co działo się ostatnio u mnie, bo ścigania było sporo.

Muszę przyznać, że długo czekałem na wynik. W końcu sporo osób mówiło mi, że nogi i forma są u mnie dobre. Przyznam szczerze, moja dyspozycja jest na wysokim poziomie już prawie od dwóch miesięcy. Może brakowało trochę szczęścia, może wolnej ręki od ekipy i pozycji zawodnika, który ma walczyć, a nie pomagać. Tak to jest, myślę że na wszystko trzeba zasłużyć.

Zacznę może od Pucharu Narodów. Świetne wyścigi i bardzo wysoki poziom. Najlepsi orlicy z całego świata. Muszę powiedzieć, że pojechaliśmy z chłopakami super wyścigi. Każdy z nas zabierał się w odjazdy, każdy dawał z siebie wszystko. Osobiście szkoda mi Tour of Flandres i La Cote Picarde. Na Flandrii na finałowym podjeździe byłem za daleko, a do tego jeszcze kilku zawodników się wyłożyło. Automatycznie peleton się podzielił i już nie było szans na dogonienie czołówki.

Na Picarde chłopacy mnie rozprowadzali, ale w końcówce również było bardzo groźnie. Jednemu z zawodników przede mną wypiął się but. Ledwo się wybronił, ale mnie kosztowało to utratę pozycji. Zacząłem sprint już jakieś 600m przed finiszem, ale wiedziałem już, że to koniec. No ale 21. miejsce nie jest złe. Na pocieszenie 9. miejsce Tomka Mickiewicza w ZLM Tour i ważne punkty UCI dla nas! Ja osobiście kręciłem w odjeździe dnia, wiele mnie to kosztowało, ale pokazałem się z dobrej strony i potwierdziłem, że moja forma jest na wysokim poziomie.

kasper kwk14 2

No i w końcu długo wyczekiwany Karpacki Wyścig Kurierów! Jechałem z dobrą myślą i nastawieniem. Ale co najważniejsze, z wysoką formą na ten wyścig, widziałem, że mnie stać na wygraną. Nie będę opisywał każdego dnia, bo by dużo pisać. Było zimno i mokro, po czasówce byłem tuż za podium, a do ostatniego dnia wyścigu czekałem z atakiem na pozycję lidera. Czułem się wspaniale, nie byłem zmęczony pięciodniowym ściganiem. Spałem i jadłem bardzo dobrze. Czekałem z atakiem do ostatniego dnia, bo niestety po trzech dniach ścigania jechałem już praktycznie jako jedyny z ekipy.

Niestety w hotelu albo w powietrzu był jakiś wirus, który wszystkich rozłożył. Mnie jak na złość lub na szczęście, złapał w ostatnią noc. Męczył mnie bardzo - całą noc spędziłem w toalecie. Ostatni etap przejechałem na herbacie z cytryną i 3 żelkach. Nie poddałem się, zależało mi na 3. miejscu w klasyfikacji generalnej. Nie myślałem już o atakach, tylko o utrzymaniu się z najlepszymi i o tym by nie stracić cennych sekund. Udało mi się to i jestem z siebie bardzo dumny.

Wyścig skończył się dwa dni temu. Osobiście czuję jeszcze, że wirus mi doskwiera, ale już jest lepiej. Biorę leki, które mają mi pomóc. Moim następnym startem będzie Szlakiem Grodów Piastowskich. Nie wiem jak będę wyglądał na trasie. Gdyby nie to osłabienie, nie bałbym się o dyspozycję, ale pozostaję optymistą i myślę, że wszystko ułoży się dobrze. Mam jeszcze dwa dni 🙂

Trzymajcie kciuki!

fot. carpathianrace.eu / Małgorzata Wolak

Jeżeli znalazłeś błąd językowy/literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz bądź zdanie i wciskając Ctrl+Enter.

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: