Alberto Contador: "Pireneje będą kluczowe"

Alberto Contador dokonał rekonesansu pirenejskich etapów tegorocznej edycji Tour de France.

Lider ekipy Tinkoff-Saxo przygotowuje się do 101. edycji "Wielkiej Pętli", nie pozostawiając niczego przypadkowi i osobiście testując szosy, na których w lipcu przyjdzie zmierzyć mu się z Christopherem Froomem (Team Sky).

W tym roku trasa Grand Boucle prowadzi z północy na południe - po trzech dniach spędzonych na brytyjskiej ziemi, peleton wpadnie na bruki północnej Francji. Ci, którzy je przetrwają, walczyli będą najpierw w Wogezach, a później w Alpach. Końcowe dni wyścigu to bardzo trudne etapy w Pirenejach i jazda indywidualna na czas.

Contador zrobił rekonesans w towarzystwie swojego przyjaciela Jesúsa Hernándeza. Zaczął od etapu 17. i wspinaczki na Saint-Lary Soulan.

Po przejechaniu Wogezów i Alp, Pireneje będą szczególnie ciężkie.Na etapie do Saint Lary będzie ostro - 124 kilometry, z czego niemal połowa do góry, bo po drodze pokonamy Portillon, Peyresourde i Val Louron. To będzie szybki etap, liderowi ciężko go będzie kontrolować, a możliwe będą ciekawe zagrywki taktyczne

- cytuje dwukrotnego zwycięzcę Touru oficjalna strona jego zespołu.

Kolejnego dnia etap zakończy się na Hautacam - wspinaczce, której Contador nie znał.

Etap na Hautacam ma być pod tym względem łatwiejszy. Przed wspinaczką na Tourmalet są dwa małe wzniesienia, ale po zjeździe jest blisko do finałowej wspinaczki, co może skutkować wczesnymi atakami. Będziemy już wszyscy czuli zmęczenie, jeśli lider będzie miał kryzys, może stracić wszystko

- ocenił.

Contador w pierwszej części sezonu wypadł znakomicie, zajmując 2. miejsce w Volta ao Algarve, wygrywając Tirreno-Adriatico i Vuelta al Pais Vasco oraz stając na drugim miejscu na podium Volta a Catalunya.

Hiszpan w czasie rekonesansów przyjrzał się też finałowej jeździe na czas z Bergerac do Périgueux.

Jest bardzo wymagająca, 54 kilometry to sporo. To będzie jeden z najcięższych dni w całym wyścigu, w zależności od układu klasyfikacji generalnej. Wolałbym oczywiście mieć na koniec górski etap, jak przed rokiem, ale trzeba się adaptować do układu trasy i mieć nadzieję, że się będzie miało dobry dzień

- podsumował 31-latek, którego kolejnym startem będzie dopiero Criterium du Dauphine.

fot. Fabio Ferrari / LaPresse

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: