Giro d’Italia: marzenie w końcu się spełni

No i już po Romandii, czyli po ostatnim sprawdzianie przed rozpoczynającym się za 4 dni Giro d’Italia.

Wyścig sam w sobie bardzo fajny, z dwoma ciężkimi etapami, gdzie było można zobaczyć w jakiej formie się kto znajduje. Po prawie miesiącu bez ścigania brakowało mi bardzo rytmu wyścigowego, ale o to też chodziło – żeby nadrobić to właśnie tu, w Szwajcarii. No i dopracować formę, którą budowaliśmy na zgrupowaniu na Etnie. Mieliśmy dwóch liderów – Nicolasa Roche’a i Rafała Majkę – i nasza jazda była podporządkowana pracy na nich. Wydaje mi się, że jako team pojechaliśmy dobry wyścig. Szkoda kraksy Rafała i miejsca w czołówce w generalce, ale to miało być przygotowanie pod Giro, także jest ok.

Przede wszystkim cieszę się, że nie miałem problemów z mięśniem, którego kontuzję leczyłem po Katalonii. Czuję się bardzo dobrze, forma jest ok, a dobry prognostyk przed Giro. Wczoraj z Rafałem przylecieliśmy do Lukki, jeden dzień w domu i jutro lecimy już do Irlandii. Heh… i w końcu jakieś marzenia się spełniają, bo jeszcze jako żak czy młodzik marzyłem, żeby kiedyś się ścigać w Grand Tourach. Wiem, że lekko nie będzie, ale teraz to marzenie się w końcu spełni 😉

Nie wiem jak zareaguje mój organizm w 3 tygodniu ścigania, nie wiem jak będzie nawet po pierwszym, bo tak naprawdę to 21 bardzo ciężkich dni. Ale jestem na to gotowy!

banner