Pauline Ferrand-Prevot: "Poczułam się zaszczycona"

Nie Lizzy Armitstead (Boels-Dolmans), nie wielka Marianne Vos (Rabo-Liv) wygrała dzisiaj kobiecy Fleche Wallone, tylko młoda utalentowana Pauline Ferrand-Prevot.

22-letnia Francuzka swoją karierę zaczynała od MTB, gdzie była m.in. dwukrotną mistrzynią świata juniorek. Startowała też w przełajach (brąz w elicie na mistrzostwach Europy 2011 roku). Od dwóch lat związana jest z holenderską ekipą Rabobanku (Rabo-Liv).

Ferrand-Prevot do „Walońskiej Strzały” przystępowała w koszulce najlepszej orliczki. Po zwycięstwie przypomniała swoją rodaczkę Sonię Huguet – ostatnią francuską triumfatorkę zawodów Pucharu Świata. Do środy.

Nie wiem, co mam powiedzieć. Nie mogę uwierzyć w mój sukces. Dużo czasu minęło od francuskiej wiktorii w Pucharze Świata. Wtedy Huguet również wygrała chyba na Mur de Huy

– powiedział Ferrand-Prevot.

Ma rację. Triumf Huguet miał miejsce równo dziesięć lat temu. Ferrand-Prevot jeździła wówczas jeszcze na swoim pierwszym rowerze po podwórku w Reims...

Przed startem porad udzieliła jej Vos, pięciokrotna zwyciężczyni Fleche Wallone.

Rozmawiałam z Marianne, która uświadomiła mnie, że mam zaatakować dopiero wtedy, kiedy zobaczę metę. Tak też zrobiłam. Wczoraj wieczorem powiedziała, że wierzy w moje zwycięstwo, co dodało mi skrzydeł i dodatkowo zmotywowało. Poczułam się zaszczycona

– mówiła uradowana Ferrand-Prevot.

fot. Movistar Team

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: