Piotr Bieliński: "w przyszłym sezonie Tour de Pologne, może Vuelta lub Giro"

Rozmowa z prezesem zespołu ActiveJet - Piotrem Bielińskim - o wizji ekipy i realizacji ambitnych planów na przyszłość

Z Piotrem Bielińskim rozmawiamy w czasie dwudniowej prezentacji ekipy w Kielcach. Zegar wskazuje godzinę 11 – to czas kiedy kolarze przygotowują się do wyjazdu na trening. Mechanicy sprawdzają rowery, zawodnicy powoli zbierają się pod nowoczesnym autokarem ekipy. Humory dopisują - budowanie dobrej atmosfery w zespole jest bardzo ważne, o czym prezes dobrze wie i jako zapalony kolarz-amator aktywnie uczestniczy w treningach ekipy.

Ambicja zawojowania peletonu i przekonanie o możliwości realizacji śmiałych planów jest głównym wątkiem naszej konwersacji, a prezes, jako człowiek pewny siebie i mający jasną wizję zespołu, opowiada nam o planach na obecny sezon, stopniowym rozwoju oraz nadziejach na występy w największych kolarskich imprezach.

Zacznijmy od pańskiej wizji zespołu. Sponsorował Pan już wiele ekip, ale ActiveJet Team jest czymś zupełnie innym. Jakie cele stawiacie sobie w tym sezonie?

W tym sezonie walczymy o punkty UCI, gdyż zależy nam na wystartowaniu w mistrzostwach świata w jeździe drużynowej na czas, gdzie nie chcemy być tłem dla innych ekip. Druga rzecz to mistrzostwa krajowe - mamy i Hiszpanów, którzy będą walczyć w mistrzostwach swojego kraju i naszych, którzy będą walczyć w mistrzostwach Polski – czy to górskich, czy płaskich. I to jest najważniejszy cel.

Startujemy w wielu wyścigach – w jednych będziemy się starali o zwycięstwo, a inne będziemy traktować jak trening, ze względu na to, iż nasza ekipa liczy 12 zawodników, a konkurencja, jak np. CCC, czy ekipy z innych krajów mają duże zaplecze i większe pole wyboru. Dlatego dla nas nadrzędnym celem są krajowe mistrzostwa. Ważna jest też obecność na wyścigach, gdzie startują najlepsi zawodnicy. Daje to naszym zawodnikom możliwość podnoszenia poziomu sportowego, a tego nie da się osiągnąć startując jedynie w Polsce.

Porozmawiajmy teraz o celach długoterminowych. Co w następnym sezonie?

W przyszłym sezonie Tour de Pologne, może Vuelta a Espana lub Giro d'Italia.

Czyli status ekipy pro kontynentalnej?

Tak.

A jeżeli chodzi o plany związane z dalszą przyszłością?

Jeżeli uda nam się być w drugiej dywizji, bo nie trzeba przecież być w pierwszej dywizji, żeby startować w wielkich tourach, to są dzikie karty na te wyścigi. W biznesie wszystko opiera się na relacjach. Tak jak w biznesie mamy dobre relacje ze wszystkimi, tak i tu zbudujemy podobne relacje, aby móc tam jeździć. I nie trzeba być w ProTourze – tam jest odgórnie narzucona liczba zawodników, co sprawia, że budżet ogromnie rośnie. Jest znacznie większa ilość mechaników, masażystów i wszystkich ludzi zajmujących się ekipą.

W tym momencie nie jesteśmy na coś podobnego przygotowani. I nie chodzi tylko o budżet. Uczymy się cały czas wielu rzeczy. Najważniejsze  w tej chwili jest progres w poziomie sportowym – kadra ekipy prokontynentalnej liczy 16 zawodników, więc chcemy też budować zaplecze juniorskie.

011

No właśnie. Jeżeli chodzi o współpracę z akademią Michała Kwiatkowskiego i klubem Copernicus – w czym ma się ona przejawiać?

Jest to początek, cały czas nad tym pracujemy. Tak jak powiedział Piotr Kosmala – w trzy miesiące zbudowaliśmy ekipę od zera, czyli zrobiliśmy coś, czego nikomu na świecie na tym poziomie się nie udało. Nie chcemy też robić w Copernicusie przewrotów, bo to też dopiero co powstał, a my nie chcemy robić czegoś jednorocznego, chcemy się rozwijać.

Powiem szczerze, że miałem wcześniej taką samą wizję jak Copernicus, tylko chciałem zrobić to samemu. Nie da się jednak robić dwóch rzeczy jednocześnie, więc spotkaliśmy się z Michałem Kwiatkowskim na Cyklo Gdynia i porozmawialiśmy. On powiedział, że wróci do tego pomysłu i faktycznie wrócił. Stwierdziłem, że lepiej robić to z nimi niż samemu. Na razie jest dobrze. Michał ma teraz inne cele, jego nazwisko jest w tej chwili najważniejszym ambasadorem polskiego sportu i kolarstwa.

Myśli Pan, aby w przyszłości budować ekipę na wychowankach akademii?

Tak. Czy na wychowankach Copernicusa, zobaczymy, ale tak byłoby najlepiej. Nazwisko Michała jest bardzo przydatne, ale jeżeli, z czego bardzo bym się cieszył, znajdę dwóch sponsorów i w nazwie zespołu nie będzie ActiveJetu, to te pieniądze, które teraz otrzymujemy od firmy na finansowanie ekipy wydamy na młodzież. Czy to będzie razem z Copernicusem, czy nie, to się okaże później. Wybierzemy wariant najbardziej nas satysfakcjonujący i taki, na który lepiej będzie przeznaczyć pieniądze.

No właśnie - jeżeli chodzi o sponsora. Jak idą poszukiwania? Szuka Pan za granicą?

Do tej pory szukałem w Polsce, ale już więcej nie będę. Stwierdziłem, że tutaj ludzie nie czują tego, co chcemy zrobić, czasem zazdroszczą, że projekt może się udać. Za granicą są inne fundusze, inne pomysły, ludzie chcą inaczej się promować, rozwijać ten biznes. Dbają, aby pieniądze wydane na marketing zwracały się w postaci zysku, czy rozpoznawalności marki. W Polsce ludzie generalnie nie chcą podejmować podobnych wyzwań, tworzyć tak ambitnych projektów, wolą, żeby wszystko zostało po staremu. Międzynarodowe koncerny działają zupełnie inaczej.

Zdaje Pan sobie sprawę, że jest wyjątkiem wśród sponsorów ekip kolarskich? Praktycznie nikt dziś nie inwestuje tak dalekowzrocznie w dyscyplinę, która ma nadszarpniętą reputację z powodu afer dopingowych.

Ależ w innych dyscyplinach w Polsce jest podobnie – nikt nie podpisuje długoterminowych kontraktów – umowy są roczne, co roku odświeżane. Jeżeli mówimy o dopingu, to uważam, że bardzo dużo złego zrobił i Armstrong i książka Hamiltona. Teraz są nowe władze, które inaczej podchodzą do tej kwestii i to jest super. Druga sprawa to dziennikarze, którzy mówią o dopingu w dzisiejszym kolarstwie - choć nie da się go nigdy w żadnej dyscyplinie w stu procentach wykluczyć - i robią z igły widły.

A jak popatrzymy na tenis, piłkę nożną, koszykówkę, czy inne sporty, to tam nawet nie ma kontroli. Dlatego my powinniśmy dostrzegać, że zaszły zmiany w kolarstwie, nadal zachodzą, idzie to ku dobremu. Jeżeli popatrzymy kto dzisiaj używa nielegalnego wspomagania, to są to raczej starsi zawodnicy, którzy chcą jeszcze podpisać kontrakt, a czują, że to ich ostatni moment. Dlatego my dziś zatrudniamy głównie młodych, którzy nigdy nie mieli do czynienia z dopingiem. Mają za to dietetyka, metody trenowania na wattach i najlepszy sprzęt.

Dziś widać, że każdy kolarz świetne dni przeplata kryzysami, tak jak ostatnio miał "Kwiatek". I to znaczy, że ten sport naprawdę staje się czysty, bo na dopingu można było cały czas jechać na fali, zwłaszcza kiedy nie było jeszcze paszportów biologicznych. Dzisiaj widzimy normalnych ludzi, nie jest już tak, że kto ma najwięcej pieniędzy, to ma najwięcej pieniędzy na doping, bo tak to właśnie wyglądało.

007

A jak oceni Pan pierwsze starty ekipy?

Nie byłem tam na miejscu, ale od osób trzecich słyszałem same pozytywne opinie. I jeszcze jedno. Hiszpanie i wiele innych ekip są przygotowani od początku sezonu niemal jak na mistrzostwa świata – Valverde był już w mistrzowskiej formie, Kwiatek to samo. Oni sezon skończyli w październiku, wtedy odpoczywali, a już od listopada zaczęli zasuwać, żeby w styczniu znajdować się już w gazie.

A nasi w listopadzie mieli przerwę, biegali ze mną po śniegu w Zakopanem, nabrali wagi, w grudniu pojechaliśmy na Majorkę, żeby się poznać, a trenować zaczęli tak naprawdę od stycznia. Za rok już tak nie zrobimy –  my też od listopada będziemy już  zasuwać, żeby na Majorce dysponować bardzo wysoką formą. Mimo wszystko chłopcy wywalczyli 14. miejsce. Sukcesem jest też fakt, że taki młody chłopak jedzie z Valverde jak równy z równym. I to jest super, a przecież to nie był nasz docelowy wyścig – jechaliśmy tam treningowo. To znaczy, że jesteśmy w stanie walczyć, tylko ekipa musi funkcjonować dłużej niż rok. W przyszłym roku będziemy już bardzo dobrze przygotowani na pierwsze starty.

I wszyscy zawodnicy mają podpisane kontrakty na dwa lata?

Część kolarzy ma podpisane umowy na dwa lata, część na rok. Ci, którzy będą podchodzić do tego profesjonalnie i notować progres, mogą być spokojni o przedłużenie kontraktu.

Czy model zarządzania zespołem można porównać do ekipy Tinkoff-Saxo? Tam finansami zajmuje się właściciel, a za stronę sportową odpowiada manager zespołu, który nie musi już więcej dzielić czasu między zawodników a rozmowy ze sponsorami. Czy u Was też to tak wygląda?

Ja finansuję ekipę, sprawdzam finansowanie na co dokładnie te pieniądze zostały wydane, a Piotr Kosmala odpowiada za wyniki sportowe, ustawienie, taktykę i za to jak wygląda ekipa. Za przygotowanie zawodników i za dietę odpowiadają natomiast Kuba Czaja i Jakub Pieniążek. Tak to właśnie wygląda.

rozmawiał: Łukasz Gadzała
zdjęcia: ActiveJet Team/Szymon Gruchalski

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: