Pierwszy wyścig z Tinkoff-Saxo już za mną

Witajcie ponownie, tym razem po Malezji 🙂

Za mną już pierwszy wyścig w tym sezonie, czyli malezyjski Tour de Langkawi. Impreza sama w sobie niezbyt ciężka – 10 etapów, z tego 9 pod sprinterów. No i jeden z metą pod górę. Wyścig zorganizowany bardzo dobrze, wszystko tak jak być powinno, a upalna pogoda jakoś mi nie przeszkadzała – lubię takie warunki.

Na ten jedyny górski etap liderem byłem ja i Jesper Hansen, ale nie ułożyło się to dla nas pomyślnie. Zaraz po starcie poszła ucieczka 30 zawodników. Nasza drużyna zaczęła pracować, jednak ostatnią wspinaczkę prowadzący zaczęli z 4-minutową przewagą. Na podjeździe próbowałem pomóc jak najlepiej Jesperowi, ale do czuba dojść się nie udało. Szkoda, bo tylko ten etap decydował o klasyfikacji generalnej.

Reszta etapów to przeważnie finisze z całego peletonu, więc pomagaliśmy Michaelowi Kolarowi na ostatnich kilometrach. Kończył na prawie każdym etapie w top10, myślę, że w przyszłości będzie mu na finiszach szło jeszcze lepiej. Z wyścigu jestem zadowolony, załapałem rytm, który na pewno mi się przyda w kolejnych startach. A to już niedługo, bo 24 marca zaczynam kolejny wyścig, tym razem w Hiszpanii. Mowa oczywiście o Volta a Catalunia, gdzie liderem ma być Alberto Contador, więc trzeba już być w gazie 🙂

Z Malezji przyleciałem od razu do swojego mieszkania we Włoszech. Czuję się dobrze, teraz kilka dni odpoczynku i znowu zaczynam pracować pod kątem innych wyścigów. Cały czas mam jeszcze dwa kilo nadbagażu, ale tak ma na razie być. Nad tym będziemy pracować na wysokogórskim zgrupowaniu na Etnie. Wszystko pod kątem majowego Giro d’Italia!!

banner