To po prostu miłe

Kalendarz startów grupy CCC Polsat Polkowice wygląda w tym sezonie imponująco. Młodzi kolarze z Active Jet startują na zachodzie od lutego. Elita z Pro Teams w swoich zespołach pełnić będzie kluczowe funkcje a już w lutym Michał Kwiatkowski odniósł cenne zwycięstwo. Mimo kilku zastrzeżeń rozpoczynający się sezon zapowiada się nad wyraz miło dla kibica polskiego kolarstwa!

Nie wiem, czy gdy przyjdzie czas wiosennych klasyków albo Tour de France i będziemy pochłonięci ważniejszymi sprawami zapamiętamy chwile, gdy Michał Kwiatkowski zwyciężał w Volta a Algarve. Zapewne wiele zależy od tego, ile nasz kolarz zdoła ugrać w dalszej części sezonu. Tak czy inaczej doczekaliśmy się chwili, na którą od dawna czekaliśmy. Polskie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej prestiżowego wyścigu. W Portugalii Kwiatkowski pokonał w jeździe na czas mistrza świata w tej specjalności Tonego Martina a podczas drugiego etapu mistrza świata ze startu wspólnego, Rui Costę. Nawet, jeżeli Volta a Algarve nie jest najbardziej prestiżowym wyścigiem w kalendarzu, czołowi kolarze sprawdzają tam formę - jeśli przegrasz, nic się nie stanie, jeśli wygrasz w tak doborowym towarzystwie, wpis do CV jest znaczący.

Przenosząc się kilkaset kilometrów na wschód, w Andaluzjii ścigali się zawodnicy CCC Polsat Polkowice oraz Active Jet. Nie zbliżyli się do rezultatu uzyskanego przez Kwiatkowskiego w Portugalii (Davide Rebellin raz był trzeci na etapie), ale jechali aktywnie, zabierali się w ucieczki i szukali swoich szans. Dla zawodników Active Jet to cenna nauka, podobnie jak stary w Trofeo Mallorca. Dla zawodników CCC wejście w sezon, w którym mają o wiele ważniejsze cele niż wyścig kategorii 2.1. Polska ekipa Pro Continental będzie bowiem startować w aż czterech imprezach World Tour, z czego - uwaga - najmniej prestiżową będzie Tour de Pologne. Tour de Suisse, Volta a Cataluna i Amstel Gold Race, do tego kilka nie mniej ważnych wyścigów w Belgii i we Włoszech. Wzmocnioną kolarzami z doświadczeniem w Pro Teams, z liderem-weteranem, ale będącym ciągle w znakomitej dyspozycji, ekipę w pomarańczowych strojach można więc traktować nie z tylko z sympatią, bo jest “nasza”, ale też jako pełnoprawne zaplecze światowej elity. I nie chodzi tu o jakiś hurra-optymizm, a raczej o brak typowego dla nas malkontenctwa.

Trzeba też pamiętać, że Przemysław Niemiec i Rafał Majka będą liderami czołowych światowych drużyn na najważniejszych wyścigach sezonu a w odwodzie jest również Bartosz Huzarski jako podpora mającej duże ambicje NetApp-Endura. Do tego powiększająca się grupa kolarzy, którzy mają szansę na rozwój swojego potencjału (choćby Domagalski, Poljański czy Wiśniowski).

W kraju, mimo wycofania się banku BGŻ ze sponsorowania drużyny Zbigniewa Szczepkowskiego oraz kolarskiej Pro-Ligi jakoś udało się załatać dziury. W sumie pięć sześć zespołów zarejestrowanych w UCI, w miarę wypełniony kalendarz uzupełniony reaktywowanym słowacko-czesko-polskim wyścigiem pokoju.

Nie wolno zapominać o torowcach i kobietach. Na zbliżające się mistrzostwa świata nie jedziemy w roli outsiderów: Katarzyna Pawłowska będzie broniła tęczowej koszulki w Scratchu a Krzysztof Maksel niedawno zdobył Puchar Świata w nieolimpijskiej, ale cenionej konkurencji jednego kilometra. Katarzyna Niewiadoma ścigać się będzie w czołowej szosowej grupie Gianta a Małgorzata Jasińska we włoskiej MCipollini.

Muszę też wspomieć o kolarstwie górskim, ponieważ jako zawodowe zarejestrowanych zostały aż cztery ekipy (4F, Kross, BSA, JBG2, ci ostatni już dobrze weszli w sezon w Andaluzji) a do tego jeszcze kilka klubów ma podobny potencjał. To w końcu tyle samo, ile mają Czesi. A do tego mamy - póki co - niezastąpioną Maję Włoszczowską z wielkimi ambicjami i możliwościami, światową gwiazdę tej dysycpliny.

Nie wiem, czy to już jest długo oczekiwany “Renesans Polskiego Kolarstwa”. Zapewne, jeśli by zaglądnąć do kieszeni lub w dokumenty (czego bardzo nie lubię), można spokojnie doszukać się znamion kryzysu. Pamiętajmy jednak, że wciąż jesteśmy krajem na dorobku i trudno porównywać w skali 1:1 z warunki, jakie sportowcy mają na zachodzie. Mam jednak wrażenie, że po wielu latach nadchodzący sezon będzie w końcu takim, który realnie oddaje nasz stan posiadania. Zwłaszcza, że wymienone nazwiska czy drużyny mają już pewne zaplecze i wpsarcie. Jedyne, czego bym sobie życzył, to nawet nie sukcesów kolarzy, choć te zawsze są miłym dodatkiem, a większej ilości kibiców na wyścigach. Skoro zaczyna być nieźle, doceńmy to i stańmy przy trasie, gdy peleton będzie przejeżdżał w naszej okolicy.