Christopher Froome gonił własny cień

Christopher Froome na szerokich i spalonych słońcem szosach Omanu ponownie udowodnił, że pokonanie go na jakimkolwiek podjeździe będzie niezwykle wymagającym, jeśli nie przerastającym jego rywali, zadaniem. Brytyjczyk na piątym odcinku Tour of Oman dał pokaz siły i jednym atakiem rozprawił się z konkurencją.

Tour of Oman w tym roku nie jest transmitowany na żywo, przez co kibicom nie jest dane pasjonowanie się walką czołowych zawodników na jego trasie. Na trasie przedostatniego etapu do głównych rywali Froome'a należeli Holender Robert Gesink (Belkin), Hiszpan Joaquim Rodriguez (Katusha), Kolumbijczyk Rigoberto Uran (Omega Pharma-Quick Step) oraz Amerykanin Tejay van Garderen (BMC).

Grupa zawodników, która dojechała jako pierwsza do stóp niemal 6-kilometrowego podjazdu nie utrzymała się długo razem i przez ostatnie minuty wspinaczki kolarze jechali pojedynczo lub parami. Atak Froome'a nastąpił niecałe dwa kilometry przed metą, po tym jak jego grupka złapała atakującego wcześniej jego drużynowego kolegę - Sergio Henao.

Jako pierwszy etap podsumowywał Gesink, który do mety dotarł 47 sekund za zwycięzcą, zajmując 5. miejsce.

Fajnie wrócić do Omanu, po kilku latach od wygrania tego etapu

- powiedział Holender, który na Zielonej Górze triumfował w 2011 roku.

Cieszę się, że znów dobrze pojechałem, a jeśli popatrzeć na konkurencję - przyjechałem wśród najlepszych na świecie. Gdyby to był Grand Tour, byłbym niezwykle zadowolony

- dodał Gesink, który w tym roku szturmował będzie Tour de France.

Próbowałem złapać jego koło Henao, a potem wszystko się rozsypało. Van Garderen ciągnął mocno, ja jechałem dobrze... ale jechaliśmy swoim tempem po swoje miejsca

- podsumował, uznając wyższość "Frumiego".

Tejay van Garderen próbował z kolei wykiwać lidera ekipy Sky. Młody Amerykanin miał nawet plan, ale jego realizacja okazała się niemożliwa.

Wszyscy wyglądali na ujechanych, więc skontrowałem Gesinka. Kombinowałem jak wykiwać Froome'a taktycznie - gdyby udało mi się przeskoczyć do Henao, on nie mógłby nas gonić. Ale on od razu usiadł mi na kole. No więc jechaliśmy we trzech

- opisywał.

Froome nie pozwolił by rywalom nawet minimalnie spadło tętno. Gdy grupa była tuż za jego drużynowym kolegą, przypuścił decydujący atak, ostatnie 1500 metrów pokonując samotnie.

To był ostatni raz kiedy go widziałem. Jechałem swoim tempem do końca, nawet nie próbowałem go gonić, bo wykończyłbym się od razu

- stwierdził lider zespołu BMC, który linię mety przeciął jako drugi, 22 sekundy za Froomem.

uran oman14 fot. @UranRigoberto

Bardziej optymistycznie do wyników podeszli kolarze frakcji hiszpańskojęzycznej. Trzeci na mecie Joaquim Rodriguez stwierdził, że odczucia miał dobre, ale to jeszcze nie czas by być w najlepszej formie. "Purito" ostatecznie finiszował czwarty, 38 sekund za Froomem.

To był dobry test. Jestem całkiem zadowolony, Zrobiłem to, co mogłem w tej części sezonu, wiem, że jestem na właściwej drodze

- skomentował mały Katalończyk.

Ze swojego występu zadowolony jest też Uran. 27-latek przyznał, że liczył na więcej, ale:

To całkiem dobry wynik jak na mój pierwszy poważny wyścig w sezonie. Brakuje mi jeszcze rytmu w nogach, ale pojechałem dobrze i do Europy wracam z dobrymi wrażeniami

- powiedział Kolumbijczyk, który do mety dotarł straszliwie wyczerpany, 33 sekundy za "Białym Kenijczykiem".

fot. Lapresse

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: