A jeśli Di Luca ma rację?

Danilo di Luca, fot. flickr/Luca Violetto CC BY SA 2.0

Zmiany, które zachodzą od kilku lat w kolarstwie napawają optymizmem. Dyskwalifikacja Lance’a Armstronga oraz postać nowego przewodniczącego Międzynarodowej Unii Kolarskiej to symbole odnowy. Praktyka, wedle której zachowują i wypowiadają się młodzi kolarze, również budzi pozytywne uczucia. A co, jeżeli to wszystko jest nieprawdą? Jeśli po raz kolejny dajemy się oszukiwać a rację ma Danilo Di Luca, który uważa, że realnie zmieniło się niewiele?

ADAMS, paszport biologiczny, paszport sterydowy, testy na mikrodawki EPO, wreszcie jawne potępienie dla zawodników stosujących doping a nawet dyskusja nad zakazem używania dostępnych w każdej aptece środków przeciwbólowych. W porównaniu z wolną amerykanką wspieraną zmową milczenia jeszcze dekadę temu, teraz, przynajmniej w teorii, walczący z nielegalnym wspomaganiem zaczynają odnosić sukcesy. Poza argumentami z gatunku trudno podważalnych, można szukać jeszcze tych pośrednich. Mniejsza prędkość (przynajmniej w latach 2011-12) czy spadek formy herosów zwyciężających w latach mniejszych restrykcji lub powracających z dopingowej banicji.

Danilo Di Luca to jeden z kolarzy, którzy największe sukcesy odnosili w “epoce EPO”. W pewnym momencie swojej kariery z utalentowanego i wciąż dobrze zapowiadającego się zawodnika stał się super gwiazdą. Nie tylko zdominował ardeńskie klasyki, ale też stał się rewelacją Giro d’Italia. Gdy sport zaczął się zmieniać, “Killer” zaczął popadać w kłopoty. Jego historia kończy się w grudniu zeszłego roku dożywotnią dyskwalifikacją za kolejną, poważną dopingową wpadkę. Przygotowując się do ostatniego wyścigu dookoła Włoch, Di Luca, jak przynajmniej kilka razy wcześniej, stosował sprawdzoną kurację opartą o poprawianie parametrów krwi podawaną z zewnątrz erytropoetyną. Sam twierdzi, że zwyczajnie popełnił błąd w systemie mikrodawkowania. Prawdopodobnie jednak nie był świadomy faktu, że laboratorium w Kolonii opracowało metodę wykrywania i tego rodzaju dopingu. W konsekwencji nie tylko musi zmierzyć się z dożywotnim zakazem startów w zorganizowanych zawodach kolarskich, ale też ostracyzmem w peletonie. Krytyczne opinie wypowiadają niemal wszyscy. Zarówno szczególnie reaktywni, młodzi kolarze z kręgów anglosaskich jak Andrew Talansky, ale też rodak Di Luki, Vincenzo Nibali.

Sam zawodnik tłumaczy się tak jak wszyscy skruszeni doperzy, których spowiedzi regularnie docierają do nas w ostatnich miesiącach. Uważa, że sięgnął po EPO, ponieważ robią to wszyscy, a on tylko chciał wyrównać szanse. Oburzenie środowiska sugerowałoby, że Włoch prowadzi żenującą grę próbując ocalić resztki twarzy. Wychowany w określonych realiach, zawdzięczający sukcesy funkcjonowaniu w specyficznych warunkach być może nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Kto wie, może faktycznie był jednym z tych sportowców, którzy mimo nieco gorszych parametrów fizjologicznych, lepiej reagowali na wspomaganie i dzięki temu mogli odnosić sukcesy w złotej erze dopingu.

Dla trzydziestosiedmioletniego kolarza wzięcie EPO mogło być jedynym sposobem by zmierzać w stronę zakończenia kariery jeszcze z kilkoma dobrymi wynikami na koncie. To, że swój szczyt, abstrahując od metod i okoliczności, miał już za sobą, nie powinien jednak odwracać uwagi od faktu: Di Luca w Giro 2013 jechał bez sukcesów. Jego kolega z drużyny, również złapany na dopingu krwi, Mauro Santambrogio wygrał etap i był groźny na górskich finiszach. Di Luca nawet nie otarł się o etapowy triumf.

Pytanie więc, czy przez poniżonego Włocha przemawia tylko frustracja związana ze zniszczonym wizerunkiem, czy może jest to wyraz bezsilności wobec nowych obyczajów w zawodowym peletonie? Wszak po dwóch latach wyraźnego spowolnienia, w sezonie 2013 kolarze znów wyraźnie przyspieszyli. Czy aerodynamika i dopracowana do granic możliwości filozofia “marginal gains” wystarczyły do zniwelowania przewagi, jaką jeszcze kilka lat temu dawało EPO, hormon wzrostu i testosteron? Co się stanie, jeśli po latach okaże się, że Di Luca jednak miał rację? Czy ktokolwiek zniesie kolejne oszustwo?

 fot. flickr/Luca Violetto CC BY SA 2.0