Mark Cavendish obiecuje powrót na szczyt

Mark Cavendish ma za sobą trudną lekcję pokory. Manxman w tym roku do koszyka 25 zwycięstw w Tour de France dołożył raptem dwa etapy, podczas gdy Marcel Kittel (Argos-Shimano) triumfował na czterech finiszach, zostając królem sprintu lipcowej imprezy.

Reprezentant Omega Pharma-Quick Step twierdzi teraz, że w nowym sezonie powróci na pozycję numer jeden wśród najszybszych ludzi peletonu.

Przypomnę, że w Giro d'Italia wygrałem pięć etapów i zdobyłem koszulkę punktową - od lat żaden sprinter tego nie dokonał.

- powiedział w wywiadzie dla BBC.

Tegoroczny wyścig dał jednak każdemu mocno w kość. Intensywność jazdy, pogoda, teren - to nas zabiło. Nikt później dobrze nie wypadł w Tourze. Biorąc to pod uwagę, jeżeli teraz pojadę we Włoszech, to raczej z małym prawdopodobieństwem na dojechanie do mety. Nie przepadam, za takim rozwiązaniem, ale nie mogę zaryzykować utraty szansy na zdobycie żółtej koszulki.

- dodał, wskazując na najważniejszy cel sezonu, czyli pozycję lidera Wielkiej Pętli na matczynej ziemi.

Tour de France planuję od początku do końca przejechać na wysokim poziomie, ale przede wszystkim koncentruję się na pierwszym etapie w Yorkshire.

Kittel zapracował na szacunek Cavendisha, niemniej 28-letni Manx Missile twierdzi, że znajdzie sposób na młodego wilczka.

Kittel jest mocny. I to nie tylko w ostatnim roku. On po prostu jest dobry. Cały Argos jechał w tym sezonie fenomenalnie. Mieli najlepszy pociąg od czasów HTC-Highroad. W wieku Niemca [25] ja jednak wygrałem pięć etapów, dlatego nie widzę powodów do obaw. Wiem, jaki mieliśmy problem, wiem, co poprawić. Pierwszy raz ktoś mi poważnie zagroził, wierzę jednak, że wrócimy tam gdzie nasze miejsce, znów będziemy dominatorami.

Pomóc w tym zadaniu ma nie tylko stary wyjadacz sprintu Alessandro Petacchi, ale też dobry przyjaciel z HTC, Mark Renshaw. Australijczyk po dwóch latach przerwy znowu stanie się jednym z najważniejszych trybików w lokomotywie rozprowadzającej Cavendisha.

fot. Davide Spada / lapresse