Vuelta z polską ekipą? Czemu nie?

Mamma Mia, co za zonk! Okazało się, że kowboje na Dzikim Zachodzie i kangury w Australii, tak jak my Polanie, mają swoje mistrzostwa w kryterium ulicznym. Dzięki wszystkim, którzy zwrócili mi na to uwagę. Nie mogliście jednak wcześniej?:) Teraz muszę zainwestować w stadninę koni...

Mimo tego moje stanowisko nie uległo zmianie. Polskiemu kolarstwu czempionat w ściganiu po rundach potrzebny nie jest. Potrzebne są za to takie drużyny jak ActiveJet. I właśnie o ekipie Piotra Kosmali będzie tym razem poniższych zdań kilka.

Nie ma co ukrywać, że była drużyna Kosmatego, jaką był Mróz, to spory kawałek fajnej historii polskiego kolarstwa zawodowego. To zarazem historia drugiej połowy szalonych lat 90., kiedy większość z nas fascynowała się jeszcze umierającym powoli Wyścigiem Pokoju. Czas Piotrka Wadeckiego, Uwe Amplera czy Raimondasa Rumsasa. Tego ostatniego Kosmala odbierał podobno na warszawskim dworcu centralnym. Litwin był opatulony w gruby kożuch, a większość jego bagażu stanowiła wałówka. Rumsas nie miał zielonego pojęcia, na czym polega zawodowe ściganie się, nawet w tym naszym, polskim wydaniu. My zresztą raczej też do końca nie wiedzieliśmy i się musieliśmy powoli nauczyć. I Kosmala zarówno się uczył, jak i próbował nauczyć innych.

action-zart

Mróz to legenda. Po Mrozie Kosmala prowadził różne inne zespoły. Mieliśmy Uniqua, Intel, Action, ActiveJet. W 2010 roku ekipa rozpadła się, w przyszłości miała działać wyłącznie sekcja MTB. Taka też się stało. Ekipa górali funkcjonowała z mniejszymi czy też większymi sukcesami. Kosmalę jednak cały czas ciągnęło do szosy, obecny był praktycznie na każdym polskim wyścigu, został włączony do sztabu szkoleniowego naszej kadry. Tylko kwestią czasu – i pieniędzy – był jego powrót do królowej kolarstwa. Rezultat? ActiveJet reaktywacja.

Patronem Kosmali jest nie byle kto, bowiem Piotr Bieliński. Nazwiska przedstawiać nie trzeba. Facet kocha kolarstwo i dysponuje niezłą kasą. Połącz jedno z drugim i drużyna gotowa. Ale stworzenie ekipy to pikuś, to najmniejszy problem. Za całym projektem musi stać jakaś idea, koncepcja prowadzenia zespołu. Można angażować starych wyjadaczy, zawodników doświadczonych, którzy z niejednego pieca chleb jedli, którzy chcą się jeszcze pościgać przez kilka lat. Pewnie, że można, kto przeszkodzi? Tylko te „stare wygi” z drugiej strony blokują miejsce kolarzom młodym, którym się chce, lecz którzy nie mają możliwości. Dlaczego w ostatnich latach tylu naszych młodych krajanów wyjechało – by nie napisać uciekło – na zachód? Oczywiście chcieli spróbować swych sił na innym poziomie kolarstwa. Ale też dlatego, że nie było u nas gdzie się ścigać. Był BGŻ, jest BDC-Marcpol, ale w nich czołowe role odgrywali – z wyjątkami – kolarze ukształtowani. Smerfy z BDC jakiś czas temu zainwestowały co prawda czy to w Gradka, Dąbkowskiego czy Bernasa, ale na samym początku trzon stanowili Baranowski, Radosz czy Sapa.

W sezonie 2013 jeździły ekipy Wibatechu i Las Vegas (oby startowały dalej!), które jednak nie mogły zaimponować  wielkością budżetu. Za tym idzie śladowa ilość startów zagranicznych. ActiveJet dzięki płynności finansowej może zapewnić swoim młodym szosowcom udział w kilku ważnych wyścigach na arenie międzynarodowej. Kolarzom młodym, bo większość z nich to dwudziestoparolatkowie. Najstarszymi są Łukasz Bodnar (31 lat) i Hiszpan Davide Muntaner (30 lat). Prawdziwe młode wilczki, które pokażą się w Mallorca Challenge czy Ruta del Sol. Niewykluczone, że pojadą też w Vuelta al Alentejo i Tour of Socchi.

Nie tylko kadra zawodnicza jest młoda, również kierownicza. Jakub Pieniążek jest ekspertem od treningu, Jakub Czaja z kolei od żywienia. Jeden obóz przygotowawczy na Majorce zespół ma już za sobą. W ogóle kierunek hiszpański obrany przez Kosmalę wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Tym bardziej, że ekipa wystąpi w kilku hiszpańskich wyścigach, a w składzie znalazło się łącznie trzech zawodników z Płw. Iberyjskiego. Do Muntanera dołączyły obiecujące talenty Jesus Exquerra i Mario Gonzalez, który jedną nogą znajdował się już w zespole Fernando Alonso. Kierowca Formuły 1 ostatecznie nie przejął władzy w Euskaltelu, Gonzalez trafił do ActiveJet.

Co ciekawe, przy hiszpańskich transferach pośredniczył – no, zgadnijcie kto! – Manolo Saiz. Tak, to jest ten sam Saiz z afery Eufemiano Fuentesa. Od kilku lat były szef ONCE i Liberty Seguros zajmuje się menedżerką i służy kontaktami. A przecież wiadomo, że kontakty w rowerowym światku to rzecz święta. Bez kontaktów ani rusz.

Inicjatywa Kosmali nie tylko musi wypalić, jest po prostu skazana na sukces. Tak samo zresztą, jak na sukces skazany był Mróz. Z tą małą różnicą, że ActiveJet nie skoncentruje się na imprezach na krajowym podwórku, tylko będzie celował w wyścigi europejskie. Pokazać się, powalczyć, zapisać w pamięci – tylko w ten sposób ActiveJet może zapunktować, a dalej postarać się o licencję prokontynentalną, a z nią w kieszeni ubiegać się o dziką kartę na Vuelta a Espana. Hiszpański background za rok już będzie wyrobiony, Bieliński kurka z pieniędzmi nie zakręci, młodzi zawodnicy już się nieco objadą w Europie. Więc czemu nie? Z taką bazą zaproszenie na jeden z grand tourów, a nie oszukujmy się, najłatwiej dostać się do Vuelty, nie jest tylko dziełem wybujałej fantazji. Dopingowaliśmy CCC Polsat w Giro, może będziemy wspierać ActiveJet pod hiszpańskim gorącym niebem?

Pewnie, powiecie, że różnica klas między starym CCC, a świeżynkami z ActiveJet jest przeolbrzymia. Owszem, gdzie Podlaskiemu czy Piaskowemu do Baranowskiego i Tonkowa. W drużynie Kosmali nie ma gwiazd - taką po części mógłby być Tomek Marczyński, który, jak puszczona niegdyś w obieg plotka, znajduje się blisko ActiveJet... Jest za to przemyślana strategia, w której stawia się na (nieopierzone) talenty. Kiedy będą wyniki, a te powinny przyjść, to pojawi się też szansa na większe i bardziej znaczące imprezy.

Tego Kosmali i jego ekipie trzeba życzyć. Do odważnych świata należy. Jeśli myśli się o uczestnictwie w Tour de France, jak to Bieliński kiedyś zapowiedział, to nalezy wyjść na salony, a nie kisić się w polskim peletonie. Trzeba uczynić krok do przodu.

PS. Powyższy tekst nie jest materiałem sponsorowanym i nie zawiera żadnego lokowania produktu 🙂 Nie jest też rodzajem laudacji. Po prostu, są rzeczy w polskim peletonie, jak chociażby akademia Copernicus „Kwiatka” czy właśnie projekt Kosmali, które zasługują na pochwały. Przyjdzie czas, by napisać o innych cennych inicjatywach.