W Meksyku bolało, oj bolało

Cześć, jestem Kasia, a to mój blog 🙂 Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, co u mnie, to zapraszam...

Na początek może kilka słów o torowym Pucharze Świata w Meksyku.. Dla mnie był to pierwszy start z PŚ w tym sezonie. Niestety plany troszkę pokrzyżowała mi wrześniowa kraksa we Francji... Zamiast trenować i się ścigać miałam przymusową przerwę od zawodów i od rowerka. Zawsze staram się dostrzegać plusy: tutaj jest taki, że pobyłam z rodzinką i przyjaciółmi.

Wracając do Meksyku...Oj, przyznam, że łatwo nie było. Zapomniałam przez te kilkanaście tygodni, jak to boli. Na całe szczęście plecy nie bolały, ale za to każda inna cześć ciała owszem. Przypomniałam sobie, co gdzie dokładnie mam 🙂

Oczywiście z wyniku nie do końca jestem zadowolona, ale z drugiej strony pierwszy start po długiej przerwie - tragedii nie ma. Ogólnie rzecz biorąc zawody wyszły nam torowcom nie najgorzej. Padło kilka rekordów Polski, kilka życiówek. Wiem, wiem - wiele pracy przede mną, ale priorytetem na ten czas są mistrzostwa świata i mam nadzieję, że do tego czasu będę gotowa!

A propos pracy - od jutra (od piątku) zgrupowanie, więc wracam do pakowania i jutro rano w drogę 🙂

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: