Sponsorski danse macabre

W polskim świecie sportu sponsor jest jak święta krowa. Cieszy się wielkimi przywilejami, każdy mu się nisko kłania i tylko patrzy, by wszelkie zachcianki zostały zaspokojone. Sponsor daje pieniądze, nieraz jednak i zabiera. Jak ostatnio, kiedy Bank BGŻ postanowił wycofać się z kolarstwa. W najmniej odpowiednim momencie.

Takich rzeczy, drogi BGŻ, się po prostu nie robi. Nie w chwili, kiedy większość uznanych zespołów ma już domknięte składy na sezon 2014. Nie w okresie, w którym cała kolarska rodzina przeżywa bardzo poważne problemy finansowe. Jeden wyścig się nie odbył, drugi dogorywa, trzeci ma jeszcze nadzieję. Drużyny padają jak muchy, nie potrafią domknąć budżetów, obóz bezrobotnych zawodników powiększa się z prędkością Luxtorpedy. Nie BGŻ, tak się po prostu nie robi. Nie tego spodziewaliśmy się po tak zasłużonym patronie kolarstwa w Polsce, bez którego wkładu w ostatniej dekadzie ciężko byłoby przepchnąć jakiekolwiek projekty.

Co do tego jesteśmy chyba wszyscy zgodni: Bank BGŻ wiele dobrego uczynił dla rodzimego ścigania. Dołożył się do budowy pruszkowskiego toru, był głównym partnerem PZKol-u, w bardzo mocnym stopniu zaangażował się w rozwój kolarstwa amatorskiego wysyłając nawet w zeszłym roku do Valkenburga drużyny, które rywalizowały w zespołowej czasówce pasjonatów dwóch kółek. Firmował cykl wyścigów z serii ProLiga, potem dodatkowo wpompował niemałą przecież kasę we własny team. Za sterami stanął Zbigniew Szczepkowski, twórca DHL-Author czy Servisco.

Tak, nie ma żadnej wątpliwości, że Bank BGŻ uczynił wiele dobrego dla polskiego cyclingu. A jednak decyzja kierownictwa nieco rozczarowuje. Jeśli ze współpracy rezygnuje tak wielki mecenat, jak jeden z największych polskich banków, to co mają powiedzieć mniejsi sponsorzy, który zainwestowali w nasze inne kontynentalne drużyny? Czy i one pójdą śladem BGŻ-u?

Nie wydaje się. BDC i Las Vegas prawie na pewno – a raczej w 100% - utrzymają status ekip z trzeciej dywizji. Ciężko jest stwierdzić, czy w tej lidze pozostanie Wibatech i głogowski Chrobry. Wiadomo, że dochodzi ActiveJet Piotra Kosmali. Mamy więc zespoły, ale brakować będzie wśród nich jednego: właśnie BGŻ-u.

O wycofaniu się Banku mówiono od Górskich Mistrzostw Polski w Cieszynie. Niektórzy uwierzyli w informacje, że BGŻ odda ProLigę. Większość jednak uznała te doniesienia za wyssane z palca plotki. Hehehe, mylili się 🙂 Mylili się też ci, którym nawet przez głowę  nie przemknęła myśl, by BGŻ zakończył kooperację ze Szczepkowskim. „Szczepan” zapowiedział, że szuka nowego sponsora, ale czasu jest mało i nie wiadomo, czy  jakiegoś znajdzie. Brylowski i Podlaski przeszli do ActiveJet, Janiaczyk do BDC, lecz co z resztą? Dziesięciu zawodników jest jeszcze bez kontraktu, Witecki może podpisze umowę z Las Vegas, Batek zakończy karierę. Ale, powtórzmy, co z resztą? Co ze Smoleniem, Cieślikiem, Bodnarem? Bruk, bezrobocie, przymusowa przerwa?

„Kosmaty” zasygnalizował, że nie będzie kontraktował starszych, doświadczonych kolarzy – ten kierunek więc odpada. BDC i tak ma już dużo zawodników w składzie – czy ktoś tam się jeszcze zmieści? Pozostaje Las Vegas, jednak czy Andrzeja Domina będzie stać na zatrudnienie większej liczby zawodników? Skąd na to wszystko wziąć pieniądze? I na pewno nie za pięć dwunasta.

Gdyby BGŻ o swojej decyzji powiadomił wcześniej, istniałaby szansa, przynajmniej jej mała iskierka, by w spokoju zacząć się rozglądać za nowymi pracodawcami. Iskierka, bo nawet worldtourowcy mają wielkie problemy z angażem, często przechodzą nawet do trzeciej ligi. Gospodarcza recesja zbiera swoje plony. Nie łudźmy się, reprezentanci BGŻ-u raczej nie otrzymaliby ofert z zagranicy, lecz tutaj chodzi o zasady. Niestety, u nas sponsor może wszystko.

Kiedy plecy kolarstwu pokazał holenderski Rabobank, do którego rodziny należy BGŻ, Polacy podkreślali, że ten fakt na pewno nie wpłynie na polski peleton, a BGŻ nadal będzie wspierać kolarstwo. Niecały rok później sytuacja drastycznie się zmieniła. Czym kierował się BGŻ, że podjął taką, a nie inną decyzję? Tym, że z trzy miesiąca temu pojawiła się pogłoska mówiąca o tym, że dwóch kolarzy teamu jest na dopingu? A może sprawą Marka Rutkiewicza? Całkiem możliwe.

Na początku sezonu w Sobótce odbyła się konferencja prasowa, na której bank przedstawił swój program antydopingowy. Nasz peleton, nasza ProLiga miała być czysta. Przyłapanemu zawodnikowi zabierano by punkty, nie powoływano by do reprezentacji. Nie wykluczano nawet, w przypadku pozytywnego testu, że BGŻ rzuci ProLigę w cholerę... Co prawda po causie „Rutka” nic takiego się nie stało, ale co się odwlecze, to nie uciecze... Istnieje też inna opcja, że BGŻ już o wie o jakieś bombie dopingowej, w co jednak wolelibyśmy nie wierzyć.

Oficjalnie BGŻ wycofuje się „w ramach optymalizacji działań”. Przez kilka ostatnich sezonów właśnie w ramach tej optymalizacji pomagał kolarstwu. Jeden powód, dwa różne werdykty. Oby jeden z nich nie stał się wyrokiem...