Eddy Merckx Kanibal

Merckx Kanibal Friebe

W dziale recenzji, podobnie jak niegdyś na szosach, rządzi Eddy Merckx. Publikacji na temat belgijskiego kolarza wszechczasów powstało bez liku, ale to dwie wydane w 2012 roku są najważniejsze. O pierwszej mieliście już okazję przeczytać, teraz pora na drugą: Eddy Merckx Kanibal napisaną przez Daniela Friebe. Dla polskiego czytelnika, być może nawet ważniejszą, gdyż wydaną w naszym ojczystym języku przez Veni Vidi Vici.

Merckxa się słyszało. Czuło. Jego obecności nie zwiastowały dźwięki, ale raczej znaki, jakieś przeczucie. Wrażenie, że za twoimi plecami coś kipi, coś paruje. Jakaś nieuchronna intuicja. To nie był normalny świst pedałów i kół, ale głuchy łomot wstrząsający powietrzem.

Autor przebrnął przez tysiące wywiadów, wycinków prasowych i publikacji traktujących o Kanibalu, spotkał się z jego gregari, masażystami, dyrektorami sportowymi i wreszcie rywalami. Wraz z kolejnymi kartkami śledzimy chronologicznie karierę Eddy’ego, ale jednocześnie poznajemy dokładnie całą kulturę ówczesnego kolarstwa. Mkniemy przez lata zwycięstw Belga widzianych oczyma innych ludzi, którzy mieli okazję spotkać się z nim gdzieś w kolarskim peletonie. Książka w żadnym wypadku nie jest laurką wystawioną największemu z Gigantów Szos. Nie brakuje tu kontrowersji i zdarzeń, które lepiej byłoby zapomnieć. Dzięki temu historia jest bardziej wiarygodna, ale i ciekawsza. Jednocześnie autor nieustanie raczy nas ciekawostkami, o których nigdy nie słyszeliśmy. Nie mamy wątpliwości, że po lekturze zbliżamy się do poznania Merckxa takim, jakim był naprawdę.

Pośród wielu rozmów i spotkań, brakuje tego jednego – z samym Eddym Merckxem, który odmówił współpracy przy tej książce, tłumacząc się zobowiązaniami wobec własnego projektu. Jednak coś, co mogło się wydawać potężną wadą, stało się dla książki, jak mówi sam autor, zbawienne. W ramach wyjaśnienia tego fenomenu zacytuję Hugo Coorevitsa, dziennikarza Het Nieuwsblad:

Urodził się jako Eddy Merckx, żyje życiem Eddy’ego Merckxa, ale mimo to nadal jakoś nie wie, jak to jest być Eddym Merckxem w oczach innych ludzi.

Miejmy nadzieję, że będziemy mogli spojrzeć na tę karierę okiem samego Eddy’ego, kiedy jego projekt ujrzy światło dzienne.

W przypadku tej biografii Merckxa nie da się uniknąć porównań z książką Williama Fotheringhama Eddy Merckx. Half Man, Half Bike. Jako ciekawostkę warto dodać, że w języku angielskim obie książki ukazały się za sprawą tego samego wydawnictwa.

Obie biografie czyta się wyśmienicie i bez żadnych przeszkód. Styl Fotheringhama przywodzi na myśl bardziej klasyczny sposób pisania artykułów i książek, bliższy mistrzom kolarskiego pióra sprzed lat, jak Blondin czy Brunel. Sposób w jaki Friebe opisuje karierę Kanibala jest nieco mniej wyszukany i może bardziej współczesny, co w żadnym wypadku nie znaczy, że jest gorszy!

Po lekturze wydania angielskiego, a przed przeczytaniem polskiego miałem pewne wątpliwości, czy tłumacz poradzi sobie z przełożeniem na polski książki pełnej kolarskiego żargonu i… Parę razy kolarze nazywani są rowerzystami, ale to jedyne uchybienie na jakie natrafiłem podczas lektury polskiego wydania. Czyta się je równie przyjemnie jak oryginał.

Ciężko określić, czy to wina Merckxa, czy dwóch wyżej wymienionych autorów, że książki można czytać jedna po drugiej nie mając dość i ciągle dowiadując się czegoś nowego. Najpewniej to kombinacja obu czynników.

Która biografia jest lepsza? Nie wiem, to tak jak z wyborem pomiędzy rowerem Colnago a Bianchi.

Liczba stron: 301
Język: angielski / polski
Wydawca: Yellow Jersey / Veni Vidi Vici
Rok Wydania: 2012 / 2013
Format: okładka miękka, twarda, Kindle / okładka twarda