Wspomnienia Profesora Fignona

fignon

 

- A więc to Ty jesteś tym gościem, który przegrał Tour o 8 sekund?
- Nie, monsieur, ja jestem tym, który wygrał go dwa razy.

Długo myślałem, jak otworzyć tę recenzję. Szukałem długo, ale w końcu przyznałem: ten wyświechtany i dobrze znany cytat najlepiej oddaje to, z czym kojarzy nam się Laurent Fignon, jednocześnie oddając jego charakter. Charakter ostatniego z prawdziwych Gigantów Szos. Niech recenzja zacznie się tak samo jak recenzowana książka.

Premiera autobiografii Fignona „Byliśmy młodzi i beztroscy” (org. „Nous étions jeunes et insouciants”) zbiegła się z ostatnimi dniami jego życia i wywołała wielkie poruszenie, najpierw we Francji, a potem na całym świecie. Media podały informacje, że choroba nowotworowa Fignona spowodowana była regularnym używaniem środków dopingujących, a sama biografia jest wyznaniem prawdy umierającego kolarza… Niestety wszystko, poza rakiem trawiącym jego organy okazało się kłamstwem.

Wspomnienia L’Intello powinny budzić emocje z zupełnie innych powodów. Niesamowity talent, siła charakteru, pewność siebie i wykształcenie lepsze niż u przeciętnego kolarza zmieszały się w Fignonie w idealnych proporcjach dając światu Giganta Szos. Czytając książkę ma się przed sobą nie kolejne kartki, a kolarza w żółtej koszulce, okrągłych okularach korekcyjnych i opasce, znad której wystaje blond kucyk. Fignon nie znoszącym sprzeciwu tonem opowiada nam swoją historię i dzieli się przemyśleniami.

To niesamowita podróż do czasów kolarstwa w szczycie swojego rozkwitu, nie splamionego jeszcze dopingiem krwi i nie zachwianego potężnymi aferami dopingowymi. W tamtych czasach w jednodniówkach ścierały się legendy sportu, by za chwilę wziąć odwet w na trasie wielkiego touru. Podczas gdy lata dziewięćdziesiąte i początek XXI wieku były erą maszyn, to lata osiemdziesiąte były z pewnością złotą erą ludzi w kolarstwie.

W opowieści o drodze na szczyt z podparyskich przedmieść, wiele zajmuje historia 8 sekund, które stały się wiecznością, ale Fignon ma czytelnikowi do opowiedzenia jeszcze ciekawsze rzeczy. W tym samym czasie, Laurent Fignon człowiek, ciągle chowa się za L’Intello- kolarzem, nie zdradzając zbyt wiele ze swojego prywatnego życia. Pozwala by jego kolarski styl i kariera mówiły o nim samym.

Przez całą swoją karierę Fignon był w centrum najważniejszych wydarzeń, które zmieniały kolarstwo. Jego szorstka przyjaźń i współpraca z Cyrilem Guimardem, jednym z najwybitniejszych dyrektorów sportowych, zaowocowała zmianami w strukturach zespołów (tak, to ci panowie wspólnie wymyślili, że będą wynajmować powierzchnię na strojach, zamiast być „własnością” sponsora), podejściem do treningu i nowinek technicznych. Fignon był jednym z pierwszych regularnie trenujących z pulsometrem, a także jednym z pierwszych, który chciał używać słynnej lemondki, ale okazała się ona niezgodna z ówczesnymi przepisami (i ciągle była, gdy po zwycięstwo jechał na niej Le Mond!). Schyłek jego kariery to początki ery EPO, gdzie swoją dominację rozpoczynali kolarze tacy jak Riis, którego Fignon odkrył i zatrudnił, ale nigdy nie uważał go za mogącego mieć nadzieję na jakiekolwiek sukcesy…

W międzyczasie cały czas oglądamy kolarstwo od kuchni, okraszone zdecydowanymi opiniami Laurenta. Czasem z przylaskiem się z nimi zgadzamy, a innym razem mówimy zdecydowane nie. Rzadko kiedy Fignon pozwala nam pozostać obojętnym. Cały czas jest sobą, takim jakim był w czasie swojej kariery, gdy w Kolumbii wciągał kokainę czy gdy pokazywał zaskoczonemu dziennikarzowi tasiemca, którego właśnie wydalił. Nadal nie przejmuje się sprawami PR i politycznej poprawności, bo jak sam mówi:

Mogłem zostać stworzony kolarskim mistrzem – nie mam co do tego wątpliwości – ale z pewnością nie zostałem stworzony by być osobą publiczną.

Kolarska historia nie jest w żaden sposób ugrzeczniona czy wygładzona, ale czy nie jest przez to jeszcze lepsza?

Podsumowując, to najlepsza kolarska książka jaką czytałem. To naprawdę kawał genialnie opowiedzianej kolarskiej historii. Razem z Fignonem się cieszymy, razem z nim rozpaczamy czy przeżywamy frustracje, trenujemy i ścigamy się. Na koniec ogarnia nas smutek, że tego przyjaciela nie ma już z nami…

Byłem sobą i nikim więcej, ani fantazją, ani zamiennikiem czegoś innego. Byłem jedynie człowiekiem, który robił, co mógł, aby pokonać drogę ku godności i wyzwoleniu. Dałem z siebie wszystko, żeby być człowiekiem. W trakcie stawania się samym sobą, nie było nic, co by mnie przerażało. Na swój oburzający sposób i w mojej miłości do tego, byłem jedynie jednym pośród z wielu. Ciągle się nie poddałem. Ciągle żyję.
Byliśmy młodzi i beztroscy.

Liczba stron: 397
Język: francuski / angielski
Wydawca: Grasset & Fasquelle / Yellow Jersey
Rok Wydania: 2009 / 2010
Format: okładka miękka, twarda, Kindle