Rok rekordów

Kolarstwo szosowe to sport bez oficjalnych rekordów. Zmienność warunków atmosferycznych, mnogość dostępnych rozstrzygnięć, różnorodna konfiguracja trasy. Mimo, że często wygrywa najsilniejszy, rzadko można porównać wyniki z kolejnych lat. Miniony sezon obfitował jednak w wiele wydarzeń, jeśli nie rekordowych, to przynajmniej wyjątkowych.

Aura

Zmiany globalnego ekosystemu i ocieplenie klimatu zaowocowały w tym roku srogą i długą zimą w Europie. Na początku sezonu odwołano Kuurne-Bruksela-Kuurne. Śnieżyca storpedowała też Mediolan-Sanremo. Wyścig, który jest symbolem nadejścia wiosny tym razem został skrócony a spory fragment trasy kolarze pokonali w autobusach. Zanim tam wsiedli, mechanicy musieli zdjąć ich z rowerów, do których niemal przymarzli.

 

Problemy dopadły również organizatorów Giro d’Italia. Etapy były skracane, kłopotliwe lub wręcz niemożliwe okazało się wjechanie kolumny wyścigu powyżej 1500m n.p.m. 25. maja na Tre Cime di Lavaredo Vincenzo Nibali triumfował ubrany w zimowy strój. Przez padający śnieg trudno było rozróżnić sylwetki kolarzy wjeżdżających na metę. Jednym słowem: ekstrema.

Tempo

Peleton znów przyspieszył. Kolarze jeżdżą szybciej, średnie prędkości rosną. Fabian Cancellara wygrywając Paryż-Roubaix wspiął się na drugie miejsce w tabeli z najwyższą prędkością w “Piekle Północy”. Był ponad 0,6km/h szybszy niż najlepszy rezultat Toma Boonena i o 0,7km/h szybszy niż Johan Musseuw a trzeba pamiętać, że trasa wyścigu jest każdego roku podobnie trudna. Bardzo szybko pojechali również triumfatorzy wielkich tourów. Vincenzo Nibali zanotował drugi rezultat w historii, Chris Froome piąty w historii Tour de France a Chris Horner na Vuelta a Espana był najszybszy od pięciu lat. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w Hiszpanii aż 11 etapów miało metę na podjeździe.

Moc
Słowo-klucz minionego sezonu. Praca wykonywana przez kolarzy była analizowana przez kibiców i ekspertów na wszystkie możliwe sposoby. Chris Froome, który zbudował najwyższą dyspozycję na pierwszą część Tour de France zaszokował jazdą na podjazdach Ax3-Domaines oraz na słynnym Mont Ventoux. Był zdecydowanie najszybszym kolażem od czasów “ery epo”, w związku z tym zaczęło to wzbudzać spore wątpliwości. Nie wiedzieć czemu, uwadze nieco umyka fakt, że najszybciej wspinającym się zawodnikiem Wielkiej Pętli był Nairo Quintana na podjeździe Semonoz.

Nawet biorąc poprawkę na ewentualnie sprzyjające warunki oraz na szacunkowy charakter tych obserwacji trzeba przyznać, że kolarze podjeżdżają w ekspresowym tempie. Tak jak Quintana i Froome na Tour de France, tak Vincenzo Nibali na Giro d’Italia, jak również Chris Horner na Vuelcie, gdzie także pobił lub zbliżył się do rekordowych czasów na wielu wzniesieniach.

Wiek

Przy nazwisku Hornera nie można nie wspomnieć o jego metryce. Amerykanin jest najstarszym kolarzem, który wygrał wielki tour. Jego dokonanie prawdopodobnie na wiele lat zostanie na czele tabel. Czterdziestodwulatek w wyczynowym sporcie opartym o wydolność fizyczną to rzadkość. Czterdziestodwulatek, który wygrywa w takim stylu to ewenement. Warto bowiem podkreślić, że Vuelta Espana, arena triumfu Amerykanina, była w tym roku wyjątkowo trudna, a w pokonanym polu pozostali czołowi zawodowcy. Horner wygrał dzięki fenomenalnej jeździe, co w tym wieku jest wydarzeniem bezprecedensowym.

Konkluzja na koniec? Proszę bardzo. Nie wiem, czy takie rekordy są potrzebne. Szukanie ekstremów niekoniecznie powoduje, że widowisko jest lepsze. Czy Vuelta z 11 podjazdami była ciekawsza od trudnego, ale zbalansowanego Tour de France? Czy Quintana i Froome jadący tempem Armstronga i Ullricha zrobili większy show niż Evans i Schleck na Galibier podczas jednego z wolniejszych Tourów ostatnich lat? Czy na bruku prędkość Cancellary przyniosła dodatkowe emocje? Czy moc Hornera nie wzbudziła podjedzeń? Żyjemy w czasach, gdy bardzo łatwo zakwestionować takie dokonania. Może lepiej byłoby, gdyby kolarze walczyli ile sił, bark w bark, ale jednak nieco wolniej?

banner