Eddy Merckx: Half Man, Half Bike

Każdy kibic kolarstwa słyszał to nazwisko: Merckx. Poza szeregiem superlatyw określających jego karierę legendy, jakim był człowiekiem? Ta biografia to dobre źródło do poznania Kanibala.

Eddy Merckx

- Moi, je vais faire coureur! – Ja też będę kolarzem!
- Eddy, za pięć lat nie zmieścisz się w drzwiach, biorąc pod uwagę jak gruby już jesteś…

Każdy, kto interesuje się kolarstwem dłużej niż parę wyścigów, musiał usłyszeć to nazwisko: Merckx. Jeszcze w tym samym zdaniu, na jednym oddechu padały zapewne „najlepszy kolarz wszech czasów”, „rekordzista pod względem”, „wygrał ten wyścig w…”. Legenda Eddy’ego Merckxa trwa od jego pierwszych zwycięstw, ale co przeciętny kibic wie o Belgu?

Kiedy odciskał piętno Giganta Szos na historii kolarstwa, wielu z czytelników nie było jeszcze na świecie, a pozostała część miała w Polsce utrudniony dostęp do jakiejkolwiek relacji z wyścigów zawodowców, które seryjnie wygrywał. Co więc, poza wyświechtanymi formułami, bokobrodami, koszulką Molteni czy Faemy, kojarzy się nam z Kanibalem? Jeżeli niewiele, to lektura biografii Eddy’ego napisanej przez William Fotheringham będzie bardzo dobrym pomysłem.

Eddy Merckx: Half Man, Half Bike” to fascynująca książka. Fotheringham po mistrzowsku relacjonuje wyścigi, nieodparcie przywołując skojarzenia z mistrzami pióra, opisującymi zmagania w L’Auto czy La Gazzetta na początku wieku. Słowa tworzą żywe obrazy atakujących kolarzy, zapieracających dech w pierśiach pejzaży i tłumów kibiców, a w podświadomości słyszy się lekko zachrypnięty głos komentatora wykrzykującego po włosku lub francusku różnice czasowe. Mimo wspaniałych opisów wyścigów i kolarskiego życia, książka nie jest szczegółową kroniką sukcesów Merckxa. Dość powiedzieć, że często chronologia startów nie jest zachowana.

Autor położył nacisk na coś, moim zdaniem o wiele bardziej ciekawego. Kolejne sukcesy stanowią tło dla hisotorii o tym, jakim człowiekiem był boski Eddy i co pchało go ku perfekcji i sukcesom. Poznamy pierwsze lata jego życia na przedmieściach Brukseli, pasję do kolarstwa małomównego ojca, pierwszych trenerów, żonę i przeciwników, z którymi przyszło mu się zmierzyć na szosach Zachodniej Europy. Stopniowo poznajemy charakter Merckxa, jego motywy, cele i motywacje. Razem z nim świętujemy kolejne rekordy, żeby zaraz objąć go w geście współczucia. I nie można oprzeć się wrażeniu, że jego historia jest inspirująca nie tylko w sensie kolarskim. Ciekawe jest również zderzenie dzisiejszej opinii o Kanibalu, z kontrowersjami jakie budził w latach swojej świetności. Jako kolarz z Brukseli, w połowie Flamand, w połowie Walon przez wiele lat nie mógł znaleźć uznania żadnej z belgijskich nacji! Gdy kolejnymi sukcesami zjednoczył Belgów i stał ponad królem (słynne zdanie: „obok Eddy’ego Merckxa król Belgii”), nie cieszył się sympatią w peletonie i wśród organizatorów.

Dzisiaj wiele osób z niechęcią patrzy na kolarzy dominujących w jednym tylko wyścigu. Jakim uczuciem obdarzyć takiego, który u szczytu kariery wygrywa 45% wyścigów, w których startuje? Ale książka to nie jednowymiarowy obraz Merckxa dominatora. Z pozycji przyjaciela obserwujemy, niemal na żywo, wszystko to, co się wokół niego dzieje, sukcesy, ale i problemy, i kontrowersje, wszystkie opisane bez żadnego zażenowania i wstydu.

Wielką wartością książki są anegdoty i cytaty mistrzów „kolarskiego pióra” tamtej epoki. Eddy Merckx odpowiadający, że „nie przyjechał tu oglądać innych jak wygrywają”, żarty włoskich dziennikarzy z Gimondiego „finisz Merckxa zaplanowano na godzinę 16.30. Felice Gimondi pojawi się na mecie o godzinie 17:00” czy „Dlaczego Zoetemelk w ogóle nie opalił się podczas Touru? Bo ciągle siedział na kole Merckxa” urozmaicają opowieść o legendzie kolarstwa i pozwalają poczuć emocje, jakie towarzyszyły jego karierze. Fragmenty z L'Equipe chwytają za serce, bo jak widać nie tylko takie kolarstwo, ale i dziennikarstwo odeszło:

Jest coś z czerwonego płomienia olimpijskiego ognia w zachodzie słońca, kiedy Merckx zasypia w fioletowej kołysce, gdzie rodzą się żyjący bogowie.

Antoine Blondin

Świetny warsztat i pasja autora przyciąga do czytania, co w połączeniu z kolejnymi zwycięstwami Merckxa nie pozwala odłożyć książki.

Podsumowując, jest to świetna książka pokazująca Merckxa jako kolarza, człowieka i, nie bójmy się słów, wielkiego reformatora kolarstwa. Dla prawdziwych fanów kolarstwa to wręcz lektura obowiązkowa. To też ekscytująca wyprawa do czasów kolarstwa, które już nie wróci.

Liczba stron: 320
Język: angielski
Wydawca: Yellow Jersey
Rok Wydania: 2012
Format: okładka miękka/twarda, Kindle