Brian Cookson prezydentem UCI

Brytyjczyk Brian Cookson został wybrany na stanowisko prezydenta Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Kandydat z Wysp Brytyjskich po długiej i chaotycznej debacie w głosowaniu pokonał urzędującego prezydenta Pata McQuaida i został 10. prezydentem ciała rządzącego kolarstwem.

Kongres UCI po długich obradach podjął ostatecznie głosowanie i stosunkiem 24 - 18 wybrał byłego szefa brytyjskiej federacji na czteroletnią kadencję.

Cookson to wieloletni prezydent brytyjskiej federacji, ojciec jej sukcesów i człowiek, który wyciągnął ją z zapaści finansowej. Przez 17 lat rządził kolarstwem brytyjskim, nie pobierając z tego tytułu wynagrodzenia. Był jedynym kontrkandydatem dla urzędującego prezydenta, a w swoim programie zapowiadał uniezależnienie i wzmocnienie działań antydopingowych, opowiedział się za procesem prawdy i pojednania, poparł amnestię dla tych, którzy przyznają się do dopingu i będą współpracować. Brytyjczyk zwraca też uwagę na kolarstwo kobiet, chce większej transparentności w podejmowaniu decyzji w UCI.

Wybory przebiegały w bardzo napiętej atmosferze. Kłótnie na posiedzeniu Kongresu rozpoczęły się od tego, czy można przełożyć głosowanie nad poprawkami do Konstytucji UCI. Spory toczyły się na każdym poziomie - od sposobu głosowania po kwestie nominacji kandydatów.

Uprawnionymi do głosowania byli delegaci ze wszystkich rejonów świata - 14 z Europy, 7 z Afryki, 9 z Azji, 3 z Oceanii oraz 9 z Ameryki. W sumie 42 głosy.

Kością niezgody była zgłoszona poprawka do artykułu 51. Konstytucji UCI. Obecnie dokument stanowi, że prezydent by stanąć w szranki wyborcze, musi uzyskać poparcie swojej federacji. Poprawka sugerowana przez Federację Malezji zakładała, że kandydata muszą poprzeć dwie dowolne federacje.

Zamieszanie wokół tej propozycji trwa od jakiegoś czasu - jej przeciwnicy twierdzą, że w znaczący sposób faworyzuje ona obecnego prezydenta. Co więcej, istnieją dowody na to, że propozycja ta wyszła z biura McQuaida, a Malezyjczycy są jedynie narzędziem w tej grze. McQuaid stracił poparcie Irlandii, po batalii w internecie i groźbie rozprawy sądowej wsparcie cofnęli mu Szwajcarzy. Urzędujący prezydent legitymował się jednak poparciem Tajlandii i Maroka i twierdzi, że nie jest to niezgodne z Konstytucją.

Kolejna awantura wybuchła po wniosku Nowej Zelandii - Richard Leggat zaproponował, by głosowanie nad poprawkami odłożyć o rok. W wypadku powodzenia McQuaid nie mógłby ubiegać się o reelekcję, jednak Irlandczyk ciągle twierdził, że ma ważne poparcie.

Dyskusje przybierały momentami surrealistyczny wymiar - prawnicy UCI sprawdzali Konstytucję po niemal co drugim wniosku, a ich szef prosił o podniesienie rąk osób, które chcą, by głosowanie odbył się tajnie, a nie przez podnoszenie rąk. Atmosfera niepewności mieszała się z absurdalnymi propozycjami i wystąpieniami.

Po długich chwilach napięcia i liczenia głosów, okazało się, że padł remis - 21-21. Oznaczało to, że propozycja nie uzyskała większości i Kongres nie zajmie się poprawkami. Teoretycznie oznaczało to, że Pat McQuaid nie może wystartować w wyborach, gdyż brak mu poparcia irlandzkiej federacji.

Irlandczyk wskazał na poparcie Tajlandii i Maroka, po czym każdy z kandydatów otrzymał 10 minut na wystąpienie. Przed głosowaniem należało sprawdzić, czy kandydatury są ważne. Doszło do prawniczej batalii - strony przedstawiały interpretację prostego zdania. W zasadzie mówił tylko prawnik McQuaida, próbując przekonać delegatów, że nominacja Irlandczyka jest ważna. Chętnych do wypowiedzi było aż 9, a doszło nawet do tego, że jeden z delegatów przejął mikrofon tylko po to, by powiedzieć, że nie wie jak wyrazić to co czuje.

Dyskusje nad ważnością nominacji przerwał Cookson, który stwierdził, że czas na głosowanie między dwoma kandydatami. Zarzucono więc badanie ważności i rozpoczęto wybory. Głosowanie przebiegło bez zakłóceń, a wynik był jasny - 24 do 18, co oznacza koniec rządów McQuaida, który stery Unii dzierżył od 2005 roku.