Danilo di Luca ponownie na EPO

Włoski kolarz Danilo di Luca (Vini Fantini) został przyłapany na stosowaniu zabronionych środków wspomagających. "La Gazzetta dello Sport" donosi, że w wyniku badania z 29 kwietnia, przeprowadzonego przez laboratorium w Kolonii, w próbce zwycięzcy Giro d'Italia 2007 wykryto się ślady erytropoetyny (EPO).

Di Luca został już tymczasowo zawieszony i wyrzucony z ekipy Vini Fantini, a także z Giro d'Italia, na trasie którego ścigał się w ostatnich dniach.

Informację krótko potem potwierdziła Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI).

- Dziś rano pan Danilo di Luca został poinformowany, że został tymczasowo zawieszony. Decyzja ta została podjęta w następstwie raportu akredytowanego przez WADA laboratorium w Kolonii, które zidentyfikowało obecność erytropoetyny w próbce moczu pobranej podczas kontroli poza wyścigiem, w dniu 29 kwietnia 2013 roku

- czytamy w oficjalnym komunikacie.

37-letni Di Luca ma już na swoim koncie wpadkę dopingową - w 2009 roku testy wykazały, że podczas Giro d'Italia stosował specyfik CERA. O jego dopingowych powiązaniach głośno było nawet w 2004 roku, gdy toczyło się przeciw niemu śledztwo, przez co nie wziął udziału w Tour de France.

Zawodnik, zgodnie z przysługującym mu prawem, zażądał analizy próbki B.

Vini Fantini podpisało kontrakt z di Lucą 26 kwietnia. Dyrektor sportowy Luca Scinto zareagował błyskawicznie na doniesienia La Gazzetta dello Sport, stwierdzając, że nigdy nie chciał mieć w składzie takiego kolarza i nazywając Di Lucę idiotą.

- To kretyn, jego trzeba leczyć

- podsumował krótko.

Później w bardziej wyważonych słowach komentował całe zajście.

- Jestem zdruzgotany. Nigdy nie chciałem, żeby Di Luca z nami jeździł i nie robiłem z tego tajemnicy, nawet narażając się na krytykę. Zbudowaliśmy ekipę na świętych kolarskich wartościach, tradycjach i zrobiliśmy błąd, ulegając wielokrotnym prośbom naszego sponsora, który oprócz osiągania sukcesów w sferze biznesu, jest pasjonatem kolarstwa i chciał byśmy zaufali bliskiemu mu człowiekowi.

Di Luca został zakontraktowany, ponieważ jego przyjście oznaczało dopływ środków finansowych od sponsora - Acqua & Sapone.

- Danilo Di Luca to zawodnik, który nie jest już częścią naszej grupy, którego jako zespół nie chcieliśmy. Swoją obecność w ekipie zawdzięcza głównemu sponsorowi Valentino Sciotti, z którym wiąże go przyjaźń i tereny, z których pochodzą, i który nalegał oraz stworzył warunki jego przyjęcia

- wyjaśniał manager ekipy Angelo Citracca.

- Po potwierdzeniu tych informacji z rana, kazaliśmy się mu wynosić. Będziemy się domagali odszkodowania za szkody, jaką wyrządziła nam ta sprawa

- dodał.

Przeciw Di Luce pozew szykuje także Stowarzyszenie Kolarzy Włoskich, które będzie domagało się odszkodowania za niszczenie wizerunku włoskiego kolarza.

Główny sponsor, Valentino Sciotti, wziął na siebie odpowiedzialność za całą sytuację. W jego oświadczeniu czytamy co następuje:

- Co mogę powiedzieć? Wierzyłem w człowieka i w zawodnika. Tak, ja ponoszę za to odpowiedzialność, to mój błąd. Może myliłem się, wierząc, że możesz się zrehabilitować i nauczyć się nie popełniać dwa razy tych samych błędów. Może źle zrobiłem, chcąc pomóc osobie, która miała problemy, może pomyliłem się podążając za wartościami religijnymi, które wpoiła mi rodzina i myśląc, że kiedy patrzysz komuś w oczy, możesz czytać w jego sercu. Popełniłem błąd i muszę prosić fanów, ekipę, pozostałych sponsorów, moich partnerów i kolarzy, którzy ścigają się czysto w tegorocznym Giro, o wybaczenie.

fot. Lapresse