Wrażenia po zimowej "Primaverze"

104. edycja wyścigu Mediolan - San Remo zostanie w pamięci kibiców i zawodników na długie lata. Potwornie ciężkie warunki ścigania, transfery, zmiany w planie trasy, zakończone wycofaniem się dużej ilości kolarzy i triumfem zawodnika afrykańskiej MTN-Qhubeka - ekipy jadącej po raz drugi w cyklu World Tour - to wszystko sprawiło, że wyścig ciężko będzie zapomnieć.

Kolarze w opiniach nie różnią się między sobą zasadniczo. Ci którym udało się do mety dojechać, są z tego dumni, żywią jednak nadzieję, że już nigdy w takich warunkach ścigać się nie będą.

Dzisiejsza "La Primavera" był równocześnie wyścigiem, gdzie o odczuciach kolarzy z trasy można było się dowiedzieć w trakcie trwania imprezy. Zawodnicy po dotarciu do autobusów i odmrożeniu się złapali za telefony i zaczęli się dzielić swoimi wrażeniami. Oto kilka z nich.

Pierwszy o tym co się dzieje napisał Niki Terpstra:

"Zamarzam!!!!"

Krótko, acz dosadnie skomentował całość Mark Cavendish:

"Cholernie. Zimno."

Wtórował mu Koen de Kort:

"Sypie tak mocno, że możemy zrobić biatlon. Ja jestem pierwszy do odstrzału."

David Millar jakimś cudem bez rozmrażania rąk wyjął telefon i zrobił zdjęcia kolegom, na których leżała jeszcze warstwa lodu. To samo uczynił Taylor Phinney. Aby nie wrzucać wszystkich, połączyliśmy je i podpisaliśmy.

Czucie w stopach stracił Kevin Hulsmans:

"Jestem przemarznięty. Nie czuję stóp!"

Plusy sytuacji starał się odnaleźć Maartijn Tjallingii.

"To pierwszy raz kiedy mogłem napisać żonie co u mnie słychać na trasie."

A na wiadomość o tym, że z powodu śniegu odwołano mecz piłkarski w Genui, odezwał się dyrektor sportowy ekipy Garmin-Sharp - Charly Wegelius:

"Chciałbym zobaczyć jak piłkarze poradziliby sobie w tych warunkach."

Na mecie Gerald Ciolek (MTN-Qhubeka) cieszył się bardzo ze swojego triumfu. Niemiec dziękował za zaufanie, jakim obdarzyła go ekipa, mówił, że ze swoich szans na triumf zda sobie sprawę dopiero na Poggio.

Dla 26-letniego sprintera to największe zwycięstwo w karierze. Ciolek podkreślił, że zmiana ekipy i perspektywy bardzo mu pomogły, a ma nadzieję, że wygrana zamknie usta tym, którzy spisali go na starty po przejściu do afrykańskiej ekipy.

Peter Sagan (Cannondale): - Może po prostu dziś nie był mój dzień. Raz wygrywasz, raz przegrywasz, próbować trzeba. To był pierwszy klasyk sezonie, mój pierwszy cel. Osiągnięty wynik traktuję jako dobry sygnał i czekam na następne wyścigi - mówił Słowak.

- To był dziwny wyścig. Było zimno, padał śnieg, deszcz, a do tego jeszcze ten transfer. Jasne, wygrana Ciolka to niespodzianka, ale ten wyścig taki jest... patrzysz na faworytów, a wygrywa ktoś inny. W końcówce spodziewałem się jakiegoś ruchu ze strony Cancellary. Myślałem, że jestem najszybszy, ale nie doceniłem grupy. Wcześniej mocno pracowałem, a na finiszu ruszyłem za wcześnie - no i za to zapłaciłem. Jestem zawiedziony, ale ta sytuacja to nowe doświadczenie. Drugie miejsce w takim wyścigu nie jest złe - podsumował.

Fabian Cancellara (RadioShack-Leopard): Strasznie dziwny wyścig. Przed strefą bufetu myślałem, że podziękuję, bo zamarzałem na rowerze. Ale pojechałem do auta, zmieniłem rękawiczki, zostałem zmotywowany i pojechałem dalej. Jestem szczęśliwy, że ukończyłem. Ciolek wygrał, ale dziś każdy jest bohaterem.

Koen de Kort (Argos-Shimano): - To był prawdziwie niesamowity wyścig. Zmokłem i zmarzłem dwa razy w ciągu jednego dnia, mam nadzieję, że nigdy w życiu mnie to już nie spotka.

Taylor Phinney (BMC) tym razem dojechał za pierwszą grupą, chociaż początkowo w wyścigowym zamieszaniu uznano go za jednego z wycofanych. - Przed Poggio byłem w drugiej grupie. Głowa powiedziała "jedź", więc przycisnąłem, było bardzo ciężko, bolało, ale w efekcie prawie złapałem pierwszą grupę i skończyłem siódmy - napisał na Twitterze.

Greg Henderson (Lotto-Belisol) cieszył się, że w ogóle ukończył rywalizację - na starcie ktoś ukradł mu rower i Nowozelandczyk musiał jechać na zapasowym.

- Dziś wszyscy zasłużyliśmy na pochwałę. Przekroczyłem dziś kilka swoich granic, w większości związanych z temperaturą. Jestem dumny, że udało mi się dojechać.

Zdecydowanie dosyć miał także Zdenek Stybar (Omega Pharma-Quick Step). Czech był jednym z nielicznych zawodników swojej ekipy, którzy ukończyli.

"BoSZe, nie pozwól już nigdy mi się czuć tak jak dzisiaj. Wiem, że to pierwszy raz, ale niech to będzie ostatni."

Głos zabrał także Michał Gołaś (Omega Pharma-Quick Step):

Lodówka

Oglądając dzisiejsze Milano-Sanremo miałem mieszane uczucia, z jednej strony ogromny szacunek dla wszystkich, którzy ukończyli! Z drugiej: pytałem się dokąd to wszystko zmierza, przecież to jest chore i zagraża zdrowiu, w żadnej innej dyscyplinie człowiek nie idzie w takie ekstrema. Nie mogę zapomnieć o zeszłorocznej Volta a Catalunya, gdzie ścigaliśmy się w podobnych warunkach, do tego mięliśmy kilkadziesiąt kilometrów zjazdów. Nie było relacji w telewizji, nie mówiło się o tym tak wiele, ale tak samo - kolarze krzyczeli z bólu i zimna w autobusach. Trzeba to przeżyć, żeby dziś zrozumieć kolarzy we Włoszech.