MŚ 2012: wypowiedzi po starcie elity mężczyzn

Za nami mistrzostwa świata w holenderskim Valkenburgu - czas na podsumowania. Po całodziennych zmaganiach i brawurowej szarży na finałowym wzniesieniu mistrzem świata został Belg Philippe Gilbert. Jego atak nie pozostawił wątpliwości, kto najlepiej czuje się w tego rodzaju końcówkach.

Oto co na mecie mówili zawodnicy:

Mistrz świata - Philippe Gilbert:

- Marzyłem o tym od dawna. Na tego typu kocówkach wchodzę na wyższe obroty, jestem w stanie wypracować różnicę. Koledzy zrobili super robotę, byłem na wyśmienitej pozycji przed Caubergiem. Ciągle nie wierzę, że jestem mistrzem świata! Różnicę poczuję pewnie w przyszłym tygodniu, w Piemoncie, to będzie dla mnie bardzo ważny moment.

Drugi na mecie zameldował się Norweg Edvald Boasson Hagen:

- Czułem się dobrze, ale kiedy Gilbert depnął mocniej, byłem za daleko. Liczyłem na to, że inni zawodnicy dociągną do Belga i będziemy mieli sprint z kilkuosobowej grupy. Liczyłem w tej kwestii na Valverde, ale tak się nie stało. W tych warunkach muszę być zadowolony ze srebra. Jestem bardzo zadowolony, tak z medalu jak i ze swojej pracy w tym sezonie. Czuję się świetnie w Sky, w jej barwach będę miał szansę w wiosennych klasykach w przyszłym sezonie.

Trzeci finiszował Hiszpan Alejandro Valverde:

- Atak Gilberta był tak silny, że nikt nie mógł za niem pojechać. Nikt nie chciał współpracować. To było zbyt blisko mety, każdy myślał tylko o medalu. Na szczycie wiedzieliśmy już, że Gilbert wygra, przewaga była zbyt duża. W założeniu mieliśmy rozprowadzać Oscara Freire, ale w końcówce nie było to możliwe. Myślę, że powinniśmy być szczęśliwi, że mamy medal mistrzostw świata.

Na tle taktyki doszło do słownych przepychanek między Oscarito i Balaverde.

Freire, który kończy swoją karierę, miał pretensje do kolegi, że ten nie został z nim i nie pomógł mu dojechać do Gilberta.

- Umowa była taka, że nie ważne kto zaatakuje, koledzy mnie do niego dociągną. Zrobiłem co powinienem był zrobić, ale jestem wkurzony, a najgorsze, że to co ustalone wcześniej nie jest respektowane. Gdybym nie mógł pojechać dobrze, cóż, wtedy to byłoby zrozumiałe, byłaby to moja wina. Ale to Valverde powinien być ze mną. Jestem zawiedziony, mogłem wygrać

- komentuje trzykrotny mistrz świata.

Obaj Panowie powinni sobie wyjaśnić wszelkie niejasności dość szybko - przypomnijmy, w 2004 roku w Weronie, to właśnie Valverde rozprowadzał Freire, który sięgnął po 3 tytuł mistrzowski.

Kolarzem, który rozpoczął walkę na Caubergu był Włoch Vincenzo Nibali:

- Gilbert zaatakował raz i nie popełnił żadnego błędu. W końcówce próbowałem zrobić jakąś akcję z Gatto, ale na atak Gilbert na można było odpowiedzieć. Na szczycie nastąpiło przegrupowanie, ciągnąłem mocno, aby umożliwić Oscarowi walkę o medale, ale on wcześniej upadł i miał rozwalone kolano.

Podsumowując, Sycylijczyk dodał, że dla wielu włoskich zawodników to pierwsze mistrzostwa. On sam jechał po raz drugi, ale po raz pierwszy jako lider. Poparł go selekcjoner Paolo Bettini, który wydawał się skupiać na przyszłości, twierdząc, że zapał i talent debiutantów zaprocentuje w przyszłości.

Aktywnie w wyścigu jechał Koen de Kort. Holender uciekał, próbował sił w różnych akacjach a skończył w pierwszej grupie, na 16. miejscu. Zawodnik był zachwycony wyścigiem w rodzinnym kraju, czemu wyraz dał na Twitterze:

- Wspaniały wyścig, niesamowite wsparcie Holendrów, bardzo ważny moment mojej kariery. Dzisiejszy dzień zapamiętam na zawsze.