Mistrzostwa Polski z dopingiem w tle

tablica z numerami zawodników, którzy stawić się mają na kontroli antydopingowej, na mecie wyścigu Bałtyk-Karkonosze

W morzu "achów" i "ochów" nad tegorocznymi mistrzostwami Polski w Kielcach nie można przejść obojętnie nad wielkim skandalem, za który odpowiada organizator i Polski Związek Kolarski.

Nie pierwszy już raz zdarzyło się iż podczas ważnych zawodów rozgrywanych w naszym kraju (vide zeszłoroczna Idea Mazovia Tour) nie została zweryfikowana uczciwość startujących zawodników, tym razem jednak chodziło o coś więcej - o tytuł mistrza Polski, którego wartość w zaistniałych okolicznościach stanęła pod znakiem zapytania.

Jeżeli istotą w sporcie są równe szanse na starcie, to nie można pogodzić się z faktem, że jedne grupy przyjeżdżają na mistrzostwa z wiedzą iż nie będzie kontroli antydopingowej, inne naiwnie czekają na badania.

Co ważne, historii mistrzostw zdarzały się już dyskwalifikacje po takowej kontroli (np. w 2001 roku Marcina Sapy za niestawienie się do badania oraz Bartosza Huzarskiego po wykryciu morfiny), tym bardziej musi dziwić jej brak w Kielcach.

Taka sytuacja z miejsca rodzi podejrzenia, domysły, insynuacje. Jak to jest, że sprinter, który zwykle odpada na przysłowiowych wiaduktach przez trzy czwarte wyścigu nadaje ton rywalizacji na trasie uznawanej za najtrudniejszą od lat, wzbudzając tym uśmiech zażenowania stojących na trasie kibiców? Jak to jest, że rywalizacja zdominowana jest przez grupę, która przez cały sezon nie pokazała dosłownie nic, ale szczęśliwie związana jest z organizatorem mistrzostw, a więc najlepiej poinformowaną osobą w tym wszystkim?

Panowie, albo szprycujemy się wszyscy, albo nikt - tak będzie uczciwej.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: