40 pozytywnych próbek w Tour de France 1998

Nieoczekiwanie w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Süddeutsche Zeitung", Jacques de Ceaurriz, kierownik laboratorium antydopingowego w francuskim Chatenay-Malabry, wyznał, że istnieją dowody stosowania EPO już w trakcie Tour de France w roku 1998.

Mamy 12 wyników pozytywnych z roku 1999. Opublikowane próbki są jednak tylko częścią tego, co przekazaliśmy dalej WADA {Międzynarodowa Agencja Antydopingowa]. Istnieją również pozytywne próbki z roku 1998. Z roku 1999 przebadaliśmy jakieś 80 próbek, z czego 12 dało wiadomy rezultat. Z roku 1998 zbadano 70 próbek, z tych aż 40 dało pozytywny wynik. Nie oznacza to jednak, że 40 różnych kolarzy jechało na dopingu. Rzecz może dotyczyć tylko drobnej części ogromnego peletonu. Oprócz tego WADA chciała wiedzieć, czy sportowcy zmienili swoje metody przyjmowania dopingu w ostatnich latach. Sądzili oni, że kolarze biorą większe dawki podczas treningów, by potem jedynie "odświeżać się" w wyścigach. Mieliśmy za zadanie się dowiedzieć, czy jest możliwość, aby również i te minimalne ślady dopingu wykryć. Za tym wszystkim kryje się jedna myśl: jeśli dawki w czasie wyścigu naprawdę są tak małe, nie trzeba zmieniać wtedy kryteriów, od których przyjmuje się, że kolarz brał niedozwolone środki.

Ceaurriz dodał również, że nie boi się reakcji Lance’a Armstronga, który na środowej konferencji prasowej w Waszyngtonie groził postępowaniem karnym: To jest bardzo jasna sprawa z dowodami. Przekazaliśmy informacje do odpowiednich instytucji, nie do prasy. Laboratorium respektowało anonimowość próbek. Nigdy nie naklejaliśmy na fiolki z odczynnikami, karteczek z nazwiskami.

Tymczasem Związek Kolarzy Zawodowych (CPA) wydał oświadczenie, w którym domaga się, by w dalszym ciągu oddane do badań próbki pozostawały anonimowe, a nie jak w przypadku 34-letniego Teksańczyka ukazane na światło dzienne. Rzeczniczka prasowa związki, Arlette Dumas, nalega, aby UCI zagwarantowało podobny przywilej zawodnikom. Dumas potwierdziła też, że CPA uczyni wszystko, by zwalczyć plagę dopingu, ale nie w taki sposób, jak to czyni akurat francuski dziennik „L’Equipe”.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: