Paryż - Roubiax 2005: zwycięstwo Toma Boonena

PT; 259 km. Belg Tom Boonen (Quick Step), pokonując na finiszu dwóch rywali, triumfował w 103. Paryż-Roubaix.

191 zawodników stanęło na starcie "Piekła Północy". W tym roku na trasie zaszło kilka zmian, przede wszystkim wypadł Lasek Arenberg, ale w powszechnej opinii nowe odcinki sprawiły, że wyścig stał się nawet trudniejszy. W sumie znalazło się 26 brukowanych stref, pierwsza, Troisvilles, na 97 km. Za najtrudniejsze uważano: Quievy (106.4 km, 3700m), Aulnoy-lez-Valenciennes (149.7 km, 2600m), Haveluy (172.4 km, 2400m), Warlaing - Vrillon (186 km, 2400m), Mons-en-Pévèle (212 km, 3000m), Cysoing - Bourghelles (233 km, 1400m), Camphin-en-Pévèle (240 km, 1800m) i Le Carrefour de l'Arbre (242.6 km, 2100m).

Wbrew wcześniejszym prognozom, pogoda na starcie w Compiegne, świeciło słońce, wiał północno-zachodni wiatr z prędkością 20 km/h.

Po pierwszych nieudanych akcjach około 25 km zaczęła formować się grupa, w której znaleźli się: Erwin Thijs (MrBookmaker), Stéphane Berges (Agritubel), David Herrero (Euskaltel) i Sebastian Lang (Gerolsteiner), a za 55 km ostatecznie z przodu jechali: Thijs, Berges, Florent Brard (Agritubel), Herro, Lang, Carlos Barredo (Liberty Seguros), Sébastien Chavanel (Bouygues) i Arnaud Coyot (Cofidis).

Przewaga ósemki bardzo szybko urosła do 11 minut na 69 km, maksymalnie wzrosła do 12.05, jednak peleton znacznie przyspieszył i wjeżdżając na pierwszy odcinek brukowany tracił 9.40.

Jak co roku nie brakowało licznych defektów, po których zawodnicy musieli wkładać maksimum sił by dołączyć do grupy, nie raz i nie dwa kolarze zapoznali się również urokiem błotnej mazi pokrywającej drogę. Kłopoty techniczne przeżywał Andrea Tafi (Saunier), podobnie Frédéric Guesdon (FDJ) i George Hincapie (Discovery). Leżeli m. in. Tom Steels i Peter Van Petegem (obaj Davitamon). Wcześnie wycofali się Daniele Bennati (Lampre) i Allan Davis (Liberty Seguros).

Pokonując kolejne odcinki po bruku czołowa grupa zaczęła się rwać, podobnie peleton, który podzielił się na kilka części. W pogoń za czołówką rzucił się Sébastien Chavanel (Bouygues). Van Petegem i Steel długo dochodzili do zasadniczej grupy, upadek Petegema był bardzo poważny i w końcu obaj zawodnicy ekipy Davitamon dali za wygraną, wsiadając do samochodu technicznego swojego zespołu. Do mety pozostawało 100 km.

Po pokonaniu Haveluy (172.4 km, 2400m) w pierwszej grupie utrzymali się: Thijs, Berges, Brard, Lang, Barredo i Coyot. Około 70-osobowy peleton jechał o ponad 5 minut wolniej, sytuację w nim kontrolowały ekipy T-Mobile i Quick Step.

Pogoda pogorszyła się, zaczęło lekko padać. Walka rozgorzała na dobre. Tempo najpierw podkręcił Filippo Pozzato (Quick Step), poprawił jego kolega z ekipy, Tom Boonen, i na 190 km utworzyła się grupa w składzie: Boonen (Quick Step), Backstedt (Liquigas), Hincapie (Discovery), Michaelsen (CSC), Van Bon (Davitamon), Flecha i Cancellara (obaj Fassa Bortolo). Do czołówki traciła 2.44, peleton kolejne pół minuty.

Na 210 km goniąca grupka wyszła na prowadzenie, łącząc się chwilowo z dotychczasowymi liderami, Niewiele dalej znajdowała się jeszcze trójka: Van Bon (Lotto), Wesemann (T-Mobile) i Hulsmans (Quick Step).

Po pokonaniu Mons-en-Pévèle (212 km, 3000m) z przodu pozostali: Boonen, Backstedt, Hincapie, Michaelsen i Flecha. Gonił ich zaciekle Cancellara, który po defekcie musiał nadrabiać. Niestety Szwajcar nie miał szczęścia, po drugim w krótkim czasie defekcie spadł za grupę Wesemanna.

Prowadząca, w znakomitym składzie, piątka 36 km przed końcem wyprzedzała drugą grupę o minutę. W drugiej grupie pracowali jedynie Van Bon, Wesemann i Cancellara - przewaga cały czas rosła. Znów za chmur zaczęło wyglądać słońce.

Długo nikt z czołówki nie próbował sprawdzić rywali, dopiero na ostatnim trudnym odcinku Le Carrefour de l'Arbre (242.6 km, 2100m) za sprawą najpierw Flechy, a następnie Boonena, odpadł Backstedt, natomiast Michalsena wyeliminował defekt.

Z przodu pozostali Flecha, Boonen i Hincapie, pomiędzy którymi rozegrała się walka o zaszczytne zwycięstwo. Razem wjechali na welodrom w Roubaix. Prowadził Hiszpan, za nim Amerykanin i Belg. Na ostatnim wirażu wszyscy przyspieszyli, Boonen błyskawicznie znalazł się z przodu, wygrywając w znakomitym stylu, podobnie jak przed tygodniem w Tour of Flanders.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: