Trudny rok Piotra Wadeckiego

14 marca 2002 roku fatalnie będzie wspominał Piotr Wadecki, najlepszy polski kolarz ostatnich lat, a zarazem jeden z ulubięńców kibiców. Po upadku na finiszu pierwszego etapu Tirreno-Adriatico doznał poważnych obrażeń głowy. Niewiele brakowało, a wypadek zakończyłby nie tylko jego karierę sportową, ale kosztował poważną utratę zdrowia. Przez pierwsze dni po zdarzeniu wiadomości dochodzące z Włoch były bardzo niepokojące, teraz już wiemy, że wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Plany sportowe u progu sezonu 2002:

Całe pierwsze półrocze ukierunkowuję na przygotowania do Tour de France. Po Tirreno-Adriatico będę jechał w Mediolan-San Remo, a następnie w belgijskich klasykach, Paryż-Roubaix oraz Amstel Gold Race. Maj traktuję wybitnie treningowo. Nie wiem jeszcze czy pokażę się w Tour de Picardie, na pewno za to pojadę w Deutschland Tour. Natomiast czerwiec to przede wszystkim Tour de Suisse jako generalna próba przed Wielką Pętlą.

14 marca, czwartek

Piotr Wadecki doznał groźnego urazu czaszki podczas pierwszego etapu Tirreno-Adriatico

- przekazują agencje informacyjne.

Polak bierze udział w sprincie na ostatnich metrach etapu. 250 metrów przed metą wpada na Włocha Antonio Salomone, który zahacza o lampę uliczną (lub skrzynkę pocztową). W wyniku kolizji nasz zawodnik uderza głową o asfalt. Nie traci przytomności, ale jest mocno zamroczony.

Karetka zabiera go najpierw do szpitala w Sorrento. Tam ponad godzinę czeka na pomoc, dopiero kiedy zaczyna mdleć i wymiotować, zwraca na siebie uwagę. Po wykonaniu rezonansu głowy, helikopterem odesłany jest do szpitala Cardarelli w Neapolu, gdzie trafia na oddział intensywnej terapii.

Giuseppe Matarazzo, lekarz, który zbadał Wadeckiego mówi:

Zawodnik ma wstrząs mózgu. Miał też silny krwotok, ale jego że życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Tak o tym zdarzeniu mówił Piotr w wywiadzie dla ‘Przeglądu Sportowego’ 3 miesiące później:

To wszystko, co teraz powiem, znam z opowieści mojego lekarza, bo nic z tego nie pamiętam. Po upadku byłem przytomny, ale z głowy leciała mi krew. Przetransportowano mnie do szpitala. Tam musiałem czekać w ogromnej kolejce, bo akurat podczas tego etapu sporo było kraks. Przede mną było chyba ze trzydziestu kolarzy ze złamanymi barkami i licznymi zadrapaniami. Kiedy w końcu zajęto się mną, zaszyto mi tylko ranę i kazano wracać do hotelu. Lekarz ekipy Domo, Ton Cryut, uparł się, by zrobiono mi jednak prześwietlenie. Włosi twierdzili, że to zbędne, ale po wielkich kłótniach w końcu się zgodzili. Gdy wynik był już znany, jak oparzeni wylecieli z pokoju i kazali mnie natychmiast przetransportować do szpitala w Neapolu. Chcieli, by lekarz zawiózł mnie samochodem. Trwałoby to ze dwie godziny, bo akurat droga tam jest bardzo wąska. Znów wkroczył Cryut i wywalczył helikopter. Były z nim problemy, bo nie mógł wylądować na szkolnym boisku. W końcu jednak dotarłem na salę operacyjną. Od momentu wypadku minęło jednak aż sześć godzin. Mogę powiedzieć tylko jedno - lekarz mojej ekipy uratował mi życie. Gdyby nie jego upór, być może teraz już byśmy nie rozmawiali.

15 marca, piątek

W nocy z czwartku na piątek Wadecki przechodzi 4,5 godzinną operację wycięcia krwiaka. W opinii doktora Matarazzo zabieg udał się. Po operacji 'Wadka' wprowadzono w stan sztucznej śpiączki, by mózg po operacji mógł odpoczywać.

Giovanni Tredici, lekarz który operował Wadeckiego mówi:

Te złamania, których doznał Polak powodują u zwykłego człowieka 25-30 procent utraty zdrowia. Do ostatecznej diagnozy trzeba jednak poczekać aż wyjdzie on ze śpiączki.

Według przedstawicieli grupy Domo polski kolarz nie będzie mógł wrócić na rower przez kilka najbliższych miesięcy. Piotr Kosmala, dyrektor sportowy grupy Mróz i przyjaciel Wadeckiego, uważa podobnie:

Do startów wróci pod koniec sezonu, ale nikt o tym teraz nie myśli. Najważniejszy jest jego powrót do zdrowia.

16 marca, sobota

Do Neapolu dociera żona Piotra, Beata. Lekarze po południu wyprowadzają Wadeckiego ze stanu śpiączki.

Beata, co mi się właściwie stało? Gdzie jestem?

- to pierwsze słowa kolarza. Z feralnego etapu Tirreno-Adriatico pamięta wszystko, oprócz samego wypadku.

Po przebudzeniu, Piotrek pytał, jak zakończył się etap, narzekał na ból oka i przede wszystkim chciał już wychodzić ze szpitala

- mówi Kosmala

Okazuje się, że oprócz ran głowy Wadecki ma też pęknięty nadgarstek i mocno zbity prawy bok. Nie ma natomiast żadnych ran na twarzy.

17 marca, niedziela

Wadecki zostaje przeniesiony z oddziału intensywnej terapii do zwykłej sali.

Jest bardzo osłabiony, bardzo często zasypia. Cały czas jest podłączony do kroplówki, nie może jeszcze przyjmować pokarmu. Dobry humor go jednak nie opuszcza. Gdy zapytałam go, co chciałby dostać, odpowiedział, że colę. Tak samo musiałam mu wybić z głowy dzwonienie przez komórkę. Najchętniej wsiadłby chyba na rower i pojechał stąd. Chyba tak do końca nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo się potłukł. Jeśli wszystko dalej będzie przebiegać tak dobrze, to za dziesięć dni wyjdzie ze szpitala

- opowiada Beata.

19 marca, wtorek

W wypowiedzi dla ‘La Gazzetta dello Sport’ ‘Wadek’ mówi o swojej planach:

Już myślę o dniu, w którym znów będę mógł wystartować. Kolarstwo to nie tylko moja praca, to także pasja.

25 marca

Wadecki opuszcza szpital w Neapolu i tego samego dnia, wraz z żoną Beatą i dziećmi - Szymonem i Julią, powraca samolotem do Polski.

Na razie nie wiadomo, kiedy Piotr wsiądzie na rower. Musi czekać na zdjęcie gipsu z ręki, a i później lekarze zalecają ostrożność.

Nie ma się co spieszyć. Najpierw chcę się do końca wyleczyć, by później nie mieć komplikacji. Zdrowie jest jednak najważniejsze

- mówi.

30 marca

Piotr po raz pierwszy odbywa godzinną przejażdżkę na rowerze. W kolejnych dniach przechodzi dokładne badania zdrowotne w Gdańsku

Jeżeli obędzie się bez niespodzianek Polak planuje wystartować już pod koniec kwietnia w Giro del Trentino.

10 kwietnia

Wadecki mówi:

Dwa razy już byłem na przejażdżkach. Zrobiłem też po raz kolejny badania i naszczęście wszystko jest w porządku. Lekarz nakazał mi jednak wypoczynek. Planowałem pierwsze starty w wyścigach już na początku maja, ale nie wiem, jak szybko dojdę do odpowiedniej formy. Jeszcze nigdy nie miałem tak długiej rozłąki z rowerem. Cztery tygodnie to strasznie dużo czasu. Wcześniej najdłużej nie siedziałem na siodełku przez dwa tygodnie.

25 kwietnia

Piotr przebywał Belgii, gdzie przeszedł badania wydolnościowe, które wypadły bardzo dobrze. ‘Wadek’ normalnie trenuje, ale jeszcze spokojnie, około dwóch godzin dziennie.

Kolejna data powrotu na szosę przewidywana jest na 17 maja w trzyetapowym wyścigu francuskim Tour de Picardie, chociaż nie wykluczony jest wcześniejszy start w jednym z klasyków w Polsce.

13 maja

'Wadek' 8 maja na prośbę swojej grupy przechodzi jeszcze dokładne badania w Belgii. Może już normalnie, na pełnych obrotach, trenować, a następny termin powrotu wyznaczono na 22 maja w GP Midi Libre.

27 maja

Ostatecznie Wadecki rozpoczął starty od 1. etapu GP Midi Libre. Przed tym występem powiedział:

Czuję się dobrze, nie mam żadnego urazu, chcę dalej normalnie jeździć na rowerze. Ostatnio mocno trenowałem. Midi Libre to ciężki wyścig, a ja chcę go przede wszystkim ukończyć. Czuję, że odpowiednią bazę treningową zrobiłem. Teraz brakuje mi już tylko wyścigów.

Wyniki potwierdziły słowa 'Wadka'. Trudny wyścig, bez najmniejszych problemów, nasz zawodnik ukończył w pierwszej '50', pokazując, że pomimo ponad dwumiesięcznej przerwy forma jest bardzo przyzwoita.

28 czerwca

Po Midi Libre, tak jak planował, Wadecki wystartował w Deutschland Tour, gdzie pokazał, że jego dyspozycja cały czas rośnie. Jednak dopiero start w Tour de Suisse zadziwił dosłownie wszystkich. Piotr wjeżdżał na alpejskie szczyty jak nigdy wcześniej, nie ustępując tam, a wręcz przewyższając, najlepszych ‘górali’. Wynik - drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, tuż za Alexem Zuelle.

Kiedy po wypadku wracałem na kolarskie trasy, zaryzykowałem. Pojechałem w trzech trudnych wyścigach, które miały być przygotowaniem do Tour de France. Zagrałem va banque, ale się opłaciło. Najlepsze jednak zachowałem na Tour de France. Co to oznacza? Zobaczymy.

30 lipca

Tuż przed startem Tour de France ‘Wadek’ przechodzi kłopoty zdrowotne. Najpierw osłabił go wirus, następnie skurcze utrudniały ostatnie treningi. Polak poważnie zastanawiał się nad rezygnacją z wyścigu. Ostatecznie, nie w pełni zdrowy, wystartował, ale całą trasę przejechał pasywnie, chowając się w peletonie. 43. pozycja i ponad godzinna strata do Armstronga na pewno nie mogła zaspokoić ambicji zawodnika.

W tym roku w formie byłem przed Tour de France, w ubiegłym - po. Wpływ na moją postawę miały też początkowe problemy ze skurczami w nogach, przez które musieli mnie zwozić z treningów, bo nie mogłem jechać na rowerze. Jestem zadowolony, że w ogóle ukończyłem wyścig. Mam jednak niedosyt. Nie powalczyłem na żadnym etapie, bo nie byłem w pełni dyspozycji.

16 września

W kolejnych startach, przed Tour de Pologne, Wadecki nie odniósł wartościowych rezultatów, jeździł sporadycznie. W najważniejszym krajowym wyścigu również nie wypadł rewelacyjnie (18. lokata).

14 października

Czułem się dziś bardzo dobrze. Koledzy z drużyny wykonali kawał solidnej roboty, pokazywali się na czele peletonu. Wszystko to poszło na marne z powodu kraksy, a na pewno mogliśmy powalczyć o co najmniej powtórzenie wyniku z Lizbony

- tak Piotr skomentował swój ostatni poważny start w sezonie, którym był wyścig mistrzostw świata ze startu wspólnego w belgijskim Zolder. Po kraksie, która zablokowała 3 km przed metą niemal cały peleton, ‘Wadek’ dotarł na metę dopiero 129.

--
I tak dobiegł końca dla Piotra Wadeckiego sezon 2002. Rozpoczynał go z wielkimi nadziejami na dobre wyniki w wiosennych klasykach. Po koszmarnej kraksie wszystkie ambicje sportowe przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, liczył się tylko powrót do normalnego funkcjonowania.

Jak się wkrótce okazało nasz zawodnik nie tylko zaskakująco szybko wrócił na rower, ale odniósł znaczący sukces, jakim było 2. miejsce w Tour de Suisse. W drugiej części sezonu dały jednak o sobie znać skutki kontuzji, forma nie pozwoliła już osiągać dobrych wyników. Teraz przyszedł czas na odpoczynek, a my kibice czekamy z niecierpliwością na rok 2003 i kolejne starty Piotra.