Marco Pantani: "Potrzebuję spokoju"

Poniżej wywiad z Marco Pantanim trenującym i startującym obecnie w Hiszpanii.

Trenowałeś w Hiszpanii podczas okresu przygotowawczego, także tu rozpocząłeś sezon i planujesz następne wyścigi. Dlaczego Hiszpania?

Przede wszystkim chciałem zmienić środowisko. Tu jest dobra pogoda, rozumiem język, wokół mnie spokój.

Czy chciałeś uciec od szumu medialnego i kłopotów we Włoszech?

Tak, to też. W Hiszpanii mogę bardziej skoncentrować się na rowerze. Teraz najbardziej ze wszystkiego potrzebuję spokoju. Nie trenuję zbyt intensywnie, ale robię to bardziej regularnie. Obecnie ważę 57 kilo, podczas gdy rok temu 60. Zmieniłem moje przygotowania i sposób odżywiania.

To będzie decydujący rok dla Marco Pantaniego?

Tak. Kolarstwo to ciężka praca. Jeździłem na rowerze przez 18 lat, a to może zmęczyć. Fizycznie czuję się dobrze, problem znajduje się w głowie i koncentracji na treningu.

Codziennej ofierze…

Tak, to jest codzienna ofiara. Byłem szczęśliwym kolarzem, bo osiągałem wielkie wyniki bez wkładania w to wielkiej pracy. Nie potrzebowałem mocnego treningu żeby dojść do wysokiej formy. Problem pojawił się teraz kiedy potrzebuję większych i cięższych obciążeń.

Jeżeli nie wrócisz do dawnej formy, zostawisz rower?

Tak, myślę, że wówczas zostawię kolarstwo. Jeżeli po włożeniu ciężkiej pracy nie pójdzie mi dobrze, odejdę. Chyba, że na mojej drodze staną kontuzje, albo inne rzeczy poza moją kontrolą, wtedy może jeszcze zostanę w kolarstwie.

Co ci podpowiada intuicja?

Że najważniejszą dla mnie rzeczą jest odnalezienie spokoju. Teraz czuję się silniejszy niż rok temu.

Twoje wykluczenie z Giro 1999, procesy sądowe. Jak człowiek może dać sobie z tym wszystkim radę bez odłożenia roweru na bok?

Czas jest najlepszym lekarstwem. Myślałem w pewnym okresie o porzuceniu sportu. Kilka lat byłem zagubiony, ale teraz więcej myślę o rowerze, co mi bardzo pomaga.

Długo myślałeś o porzuceniu tego wszystkiego?

To prawda, że wiele razy rozważałem czy nie zostawić kolarstwa, miałem rzeczywiście złe momenty i często myślałem o tym, że światek kolarski jest głupi, że to wszystko nie jest warte mojego wysiłku. Ale fakt, że nadal chcę kontynuować ściganie pozwolił mi zwalczyć takie myśli.

Pantani chce udowodnić coś sobie i innym?

To sprawa osobista. Chcę tylko udowodnić sobie, że nadal mogę jeździć na najwyższym poziomie. Trudno to osiągnąć, ale wiem, że kluczem jest koncentracja. Nie dbam co myślą sobie inni.

Jakie wyniki zadowoliłyby Ciebie?

Nie wyznaczyłem sobie, że muszę zwyciężyć w tym czy innym wyścigu. To co chcę, to dobrze czuć się w górach, wjeżdżać razem z moimi rywalami, odzyskać wytrwałość, którą straciłem.

Szukałeś wsparcia u psychologów, przyjaciół?

U psychologów nie. Rozmawiałem z wieloma przyjaciółmi, znajomymi, ale wszystkim odpowiedzi szukałem w sobie.

Co masz przeciwko Armstrongowi?

Nic. Powiedziałem tylko , że Armstrong nie poważa zbytnio swoich rywali. Jest wielkim kolarzem, ale nie mistrzem takim jak Indurain, Roche, Kelly... Oni byli inni niż Armstrong, gdyż inaczej się zachowywali, mieli szacunek dla przeciwników. Lance powinien uczyć się od nich.

Czy u źródła twoich wypowiedzi nie leży fakt, że pozwolił Tobie zwyciężyć na etapie do Mont Ventoux?

Kiedy Armstrong dogonił mnie na Mont Ventoux, początkowo próbował mnie zgubić. Później pozwolił mi wyjechać na prowadzenie. To normalne w kolarstwie, że pozwala się przeciwnikowi zwyciężyć, ponieważ często tak jest fair, ale takie gesty nie powinny być widoczne. Armstrong pozwala innym zwyciężać, a później rozmawia o tym z prasą. Nie tak powinno się robić. Indurain, ja... Wiele razy ‘darowaliśmy’ zwycięstwa innym, ale bez demonstrowania takich gestów.

Być może takie zachowanie jest cechą jego amerykańskiej narodowości?

Armstrong zbudował sobie ładna historię, ale już zapomniał, że w 1997 roku, po powrocie do peletonu, dzwonił do mnie z zapytaniem czy nie może jeździć w moim zespole. Powiedział wtedy, ze to bardzo inspirujące jeździć dla mnie, prosił by dać mu szansę. Zgodziłem się, ale później nie osiągnęliśmy porozumienia finansowego. To wówczas była inna osoba niż teraz.

Kto z Twoich rywali był największym mistrzem?

Bez wątpienia Indurain. Miał głowę do ścigania, nigdy nie stracił panowania nad sytuacją. Jest jednym z największych.

Kto zostanie następcą Pantaniego w górach?

Dlaczego nie poczekamy aż Pantani odejdzie?

Ale kto go zastąpi? Simoni? Heras?

Nikt. Nie ma takiego.