Polak o skandalu na trasie Giro d'Italia

Jedynym bodajże Polakiem w kolumnie Giro d'ltalia, jednym z czwórki arbitrów zakończonego wielkim skandalem wyścigu, był łódzki sędzia międzynarodowy Tadeusz Skorek.

Już w samolocie, którym powracałem do Warszawy, mogłem zapoznać się z artykułem, który został zamieszczony w "Życiu Warszawy", a którego tytuł jest wielce wymowny: "Kolarska mafia pognębiła 'Pirata'"

- mówi Tadeusz Skórek w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

A to jest po prostu nieprawda ! Marco Pantani sam pognębił siebie ! I trzeba chyba jeszcze jedną rzecz wyjaśnić do końca, o czym kibice zapewne już wiedzą, ale co trzeba jeszcze raz wyraźnie podkreślić: Włoch nie korzystał absolutnie ze środków dopingujących. Został uznany za niezdolnego do kontynuowania wyścigu. Poziom hematokrytu wskazywał nawet na zagrożenie życia, gdyby kontynuował ściganie się do mety w Mediolanie. Dlatego - dla jego dobra - nie zezwolono mu na start do 21. etapu Madonna di Campiglio - Aprica.

Nie brak jednak takich głosów, jak chociażby ten przeczytany w polskiej prasie, że "Pirat" padł ofiarą jakiegoś niezrozumiałego spisku ?

Dotarły do mnie takie głosy, ale są absolutnie nieuzasadnione. W Agrigento - przed rozpoczęciem pierwszego etapu Giro, a było to dokładnie 15 maja - zbadano poziom hematokrytu we krwi 162 kolarzom, a więc wszystkim uczestnikom jednego z największych tourów na świecie. I dwóch zawodników, z tych samych powodów co później Pantani, nie zostało dopuszczonych do rywalizacji na szosie. Był to Hiszpan i Włoch. Badania na poziom zagęszczenia krwi odbywają się zawsze w godzinach porannych. Mniej więcej pomiędzy godziną 6-8 i żaden z zawodników nie jest wcześniej o tym uprzedzony. To chyba zrozumiałe. I w tym miejscu trzeba chyba wyjaśnić, że co innego jest kontrolą antydopingową, która odbywa się po zakończeniu każdego etapu. Pobierane są wówczas próbki moczu, podczas gdy badanie na obecność hematokrytu jest ingerencją wewnątrz organizmu. Zgodę na takie działania służb medycznych wyraziło dwa tata temu ok. 20 zawodników na czele z Hiszpanem Miguelem Indurainem oraz dyrektorowie wszystkich zawodowych grup kolarskich. W tej sytuacji UCI ma wolną rękę. Zgodę na takie testy wyraża także każdy kolarz w momencie podpisywania zawodniczej licencji. To jest również bardzo ważne.

Można zatem rzec, że na początku wyścigu dookoła Włoch był spokój...

Tak jednak nie było. Po trzech, czterech etapach C.O.N.I. (Włoski Komitet Olimpijski) chciał we własnym zakresie przeprowadzić badania dotyczące zagęszczenia krwi. Jego przedstawiciele zgłosili się do kilku zespołów, a dyrektorzy poszczególnych grup zawodowych nie wyrazili zgody, podobnie jak sami szosowcy. To stanowisko poparła UCI, dodając przy tym, że jest to wyścig międzynarodowy i tytko upoważnieni technicy z laboratorium w Lozannie mogą dokonywać takich pomiarów. Zresztą wyniki badań znane są po 10-15 minutach i od razu szefowie kolarskiej imprezy mogą podjąć takie czy też inne decyzje.

Jak zatem doszło do dyskwalifikacji Pantaniego ?

Powoli przechodzimy do tych najważniejszych wydarzeń w kolumnie wyścigu. 26 maja, przed rozpoczęciem 12. etapu z Cesenatico do Sassuolo, ponowiono kontrolę wyrywkową 10 zawodników. Ze źródeł nieoficjalnych dowiedziałem się, że poziom hematokrytu był niższy o dwie, trzy jednostki u każdego z nich od wyników badań z Agrigento przed rozpoczęciem Giro. Taki sam wynik - jeżeli można użyć sportowej terminologii - "uzyskał" Pantani. Można było spodziewać się następnych medycznych testów, albowiem kolumna wyścigu wjeżdżała w Alpy. 4 czerwca, przed 20. etapem, którego meta umiejscowiona była w znanym włoskim kurorcie Madonna di Campiglio, przed startem w Predazzo, poddanych zostało badaniom krwi 10 kolejnych zawodników, ale wśród nich nie było nazwiska... Marco Pantaniego ! Podczas tego etapu "rządził" peletonem jak chciał. Na ostatnich kilometrach przed metą jechałem w wozie sędziowskim za "Piratem". Pracował na trasie jak maszyna. Jechał równym rytmem, niezależnie od nachylenia stoku, który pokonywał. Jako kolarz po prostu imponował na tej piekielnie trudnej trasie wyścigu dookoła Włoch. Następnego dnia (5 czerwca) nastąpiło ponowne badanie krwi 10 najlepszych szosowców na poprzednim etapie. Dziewięciu miało poziom hematokrytu niższy o dwie, trzy jednostki w porównaniu z testami z Agrigento, u Pantaniego było dokładnie 2,1 procent powyżej normy. U wszystkich zatem ten poziom był niższy, u niego nie ? Jeżeli przypomnimy sobie jeszcze do tego badania z Cesenatico, to wnioski nasuwają się same.

Słyszałem, że jako sędziowie przeżyliście panowie chwile grozy ?

Na trasie 21. etapu z Madonna di Campiglio do Apriki, trasie typowo górskiej, rzucano w nasz samochód lodami i pomidorami, kopano w drzwi. Dobrze, że w czołówce był Włoch lvan Gotti, zwycięzca Giro sprzed dwóch lat, który urodził się w Bergamo, pochodzi zatem z Lombardii i bardzo szybko został idolem... Lombardczyków, bowiem na terenach tej włoskiej prowincji kończył się wyścig. To nas w jakimś sensie uratowało przed dalszymi przykrościami...

Rozmawiał Andrzej Szymański