Protest kolarzy przed 7. etapem Giro d'Italia

Przed startem do siódmego etapu Giro d'Italia, kolarze protestowali przeciwko badaniom krwi, które przeprowadzono na zlecenie Włoskiego Komitetu Olimpijskiego (CONI). Testy krwi wykonano wcześnie rano u zawodników trzech włoskich ekip - Ballan, Mobilvetty i Vini Caldirola.

Protestowali m.in. Laurent Jalabert i Marco Pantani, którzy zagrozili wycofaniem się z wyścigu, a także dyrektor Mobilvetty, Franco Chioccioli, który przed kilku laty - gdy wygrywał Giro - sam był podejrzewany o stosowanie dopingu. Przeciwko nocnym nalotom protestował również Holender Hein Verbruggen. Prezydent UCI stwierdził, że włoscy kolarze mają prawo odmówić poddania się badaniom prowadzonym przez CONI.

Kolejny skandal wybuchł następnego dnia rano, gdy znieważono mistrza Włoch Andreę Tafiego z Mapei. Grupa Mapei jako jedyna zapowiedziała, że nie przyłączy się do ewentualnego strajku, a jej zawodnicy postanowili poddać się bez protestu wszelkim badaniom lekarskim i za to spotkali się z reakcją peletonu. Reakcja była bardzo ostra, bowiem Tafi przez pierwsze dwadzieścia kilometrów jechał za peletonem i płakał.

Badania przeprowadzone na zlecenie Włoskiego Komitetu olimpijskiego wykazały zbyt wysoki poziom pochodnej kreatyny u dwóch kolarzy: Włocha Nicoli Lody i Hiszpana Javiera Ochoi. Użycie pochodnej kreatyny jest jednym ze sposobów obniżenia hematokrytu (stopnia zgęszczenia krwi), a tym samym ukrycia dopingu krwi.