Łańcuchowa masakra

Willy Voet, były masażysta grupy Festina, opublikował w Paryżu książkę "Massacre a la chaîne" (Łańcuchowa masakra), w której szczegółowo opisuje świat dopingu w kolarstwie. Udowadnia, że Richard Virenque odgrywał "znaczącą rolę w dystrybucji środków dopingujących".
Dawny masażysta Richarda Virenque i Laurenta Brocharda, związany z kolarstwem przez 30 lat, przerwał milczenie. Jego książka ma podtytuł: "Prawda po 30 latach oszukiwania". Szczegółowo przedstawia związki biznesu dopingowego ze sportem, próbuje złamać także legendę otaczającą Tour de France.

Ostatnio Voet w wywiadzie dla holenderskiej TV mówił: - w mojej opinii obecnie 90 procent peletonu używa zakazanych substancji. W książce stwierdzenie te udowadnia na kolejnych rozdziałach. Dalej dla TV mówił: - Nie mogę wyjeżdżać z Francji i muszę co tydzień meldować się na policji. Nie wiem kiedy odbędzie się proces, mogę jednak dostać pięć lat więzienia.

Na pytanie czy grupa PDM była czysta (kiedy grupy PDM przestała istnieć, wielu jej zawodników i kierownictwo przeszło do Festiny) Voet mówi: - Jan Gisbers i Ryckaert już wtedy wprowadzili zorganizowany system dopingowy. Zaczęło się od EPO. Wszyscy holenderscy zawodnicy zażywali ten specyfik: Rooks, Van Aert, Van Poppel, Gert Jakobs.

Jan Gisbers w tym samym programie zdecydowanie zaprzeczył, stwierdzając: - Voet mówi tylko kłamstwa.

Gisbers ustosunkował się do twierdzeń Voeta, jakoby był wplątany w sprzedaż EPO w 1993 rok w Festine: - Przysięgam, że nigdy nie sprzedawałem EPO. W Festinie byłem tylko 4 miesiące. Było to pod koniec 1992 roku, kiedy ja i dr Eric Rijckaert oraz kilku zawodników przeszli z PDM do Festiny. Zastaliśmy tam chaos. Istniały w zespole grupki, które ze sobą nie rozmawiały. Nigdy nie doszedłem do przyczyny tamtych konfliktów.

Holenderscy dziennikarze rozmawiali również z Erwannem Mentheour, który również wydał niedawno książkę o dopingu w peletonie. Mentheour powiedział: - Nie możesz przejechać kilku etapów bez niedozwolonego wspomagania. Po trzech dniach jesteś wykończony. Wtedy przychodzi masażysta z witaminami i żelazem. Podaje ci je nie w tabletkach, ale przez zastrzyk. Tak się zaczyna dopingowanie zawodnika. Również dodał: - Miałem w karierze 61 prób moczu, nigdy nie zostałem złapany. Brat Mentheoura, Pierre Henri (wygrał etap Tour de France '94) powiedział: - Każdy zawodnik w Tour de France używa środki dopingujące. Sam to widziałem. Jak możesz wspinać się na ciężkie wzniesienie przy tej samej prędkości co na płaskiej drodze? Niektórzy kolarze na początku podjazdu musieli używać hamulców, tak szybko jechali. Włoski doktor Donati, który również wystąpił w programie stwierdził: - Oni przyjmują duże dawki EPO. Jest to niebezpieczne dla ich życia.

Voet, który sam był kolarzem, podał w książce nazwiska centralnych postaci w długiej historii Tour de France oraz sposoby unikania wykrycia dopingu. Najprostszą metodą było napełnienie prezerwatywy "czystym" moczem i schowanie jej w odbycie. Następnie mocz ten był wykorzystywany podczas kontroli antydopingowej.

W książce dużo miejsca zostało poświęcone współpracy Voeta z Virenquem. Według notatek byłego masażysty francuski zawodnik zaczął stosować niedozwolone środki po przybyciu do Festiny w 1993 roku. - Byliśmy na narodowym Criterium - pisze Voet. - W wieczór poprzedzający wyścig, kiedy robiłem mu masaż, poprosił o jakieś środki dopingujące. Dałem mu następnego dnia rano, na godzinę przed startem, pół ampułki Synactenu. Jednak Richard przyjechał na metę, przekraczając dozwolony limit czasowy, dlatego porzuciliśmy ten środek.

Również Pascal Herve, kiedy znalazł się w Festinie, zwrócił się o pomoc do Voeta: - Słuchaj mam 29 lat, cztery, góra 5 lat mogę zarabiać jako zawodowiec. Już mówiłem to doktorowi grupy, teraz mówię tobie, nie mam żadnych problemów z używaniem dopingu i braniem zastrzyków. Znam system. Ze mną powinien być on skuteczny.

Voet twierdzi, że Virenque i Herve: - odgrywali aktywną rolę w dystrybucji środków dopingujących, pierwszy jako przywódca, drugi jako jego adiutant. Od 1994 roku Virenque starał się być dobrze poinformowany na temat działania EPO i hormonu wzrostu. Zadawał szczególnie dużo pytań na temat stosowania zakazanych substancji podczas Tour de France. Virenque dobrze wiedział co robi. Mówiąc teraz, że nie był niczego świadomy, jest potwornie nieszczery. On wszystko organizował. Był szefem i orędownikiem procederu. Nie mogłem o niczym decydować bez konsultacji z nim. W czasie przygotowań do Tour de France był osobą, która najbardziej naciskała na używanie środków dopingujących. Virenque słyszał już te zarzuty wiele razy i konsekwentnie im zaprzecza.

Jego słowa przeciwko innym.

W innych rozdziałach (razem jest 12) Voet przedstawia jak Festina wymieniała HGH na EPO z innymi zespołami.

Czy byli jacyś czyści kolarze ? Voet twierdzi, że Eric Caritoux wygrywając Vueltę w 1984 roku nie brał niczego. Ale później wplątał się w proceder. Według jego wiedzy Charly Mottet i Gilles Delion byli przeciw braniu dopingu. Ale w konsekwencji Mottet nigdy nie osiągnął sukcesu, który byłby w jego zasięgu gdyby coś stosował. Peleton miał się również podśmiewać z Deliona, kiedy ten otwierał swoją walizkę z ziołami.

Voet pisze również o Seanie Kelly: - Wygrywał Tour of Lombardy trzy razy, jednak co najmniej raz, przed wyścigiem przyjął zastrzyk kortikoidu. Kelly miał również pozytywny wynik testu antydopingowego po Paris-Bruxelles '94, co było dużą niespodzianką, gdyż Irlandczyk przekazał do badania mocz swojego mechanika. Okazało się, że mechanik sam używał środków dopingujących. Musiał pracować długimi godzinami w nocy i aby to wytrzymać potrzebował pewnych stymulantów.

O Heinie Verbruggenie: - był jedną z osób, która zrobiła wszystko, aby skandal dopingowy dotyczący Laurenta Brocharda podczas mistrzostw świata '97 nie ujrzał światła dziennego. U Francuza po wyścigu wykryto Lidocaim, lecz przeciągnięto termin, w którym należało przedstawić wyniki badań i nic już zawodnikowi nie można było zarzucić.

W mistrzostwach świata '94 na Sycylii złoty medal zdobył Luc Leblanc, trzeci był Virenque. - Po tym wspaniałym tryumfie Francuzi całą noc świętowali. Aby to wytrzymać musieli coś brać. Dla Leblanca był to pierwszy raz kiedy wziął amfetaminę. Również rok później w Kolumbii, pomimo braku sukcesów, Francuzi ostro świętowali. Kokainę organizował im ich kolumbijski kierowca, zawodnicy wciągali ją za pomocą banknotów dolarowych.

Pod koniec książki Voet prezentuje listę zawodników, którzy umarli na  atak serca. Byli to Hiszpan Vincente Lopez-Carril, który umarł w wieku 37 lat, Belgowie Marc Demeyer (32) i Geert Van de Walle (24), Holender Bert Oosterbosch (32), Joachim Halupczok (Polak umarł w wieku 26 lat, kilka lat chorował na arytmię serca) i inni.

Opisuje również przypadek Berta Oosterboscha podczas Grand Prix des Nations w 1992 roku. Zawodnik ten, mimo że był jednym z faworytów, zajął dopiero 18 miejsce, tracąc ponad 2,5 minuty do zwycięzcy Bernarda Hinault. Następnego dnia prasa pisała o złej taktyce Holendra, który rozpoczął wyścig bardzo wolno i później nie mógł już nadrobić strat. Prawda była jednak bardziej prozaiczna: - Oosterbosch przed startem wziął Synacten, który początkowo blokował możliwość dużego wysiłku. Dopiero po godzinie zastrzyk zaczynał planową pracę i tempo Holendra mogło wzrosnąć.

Na koniec komentarz Tomasza Jarońskiego dotyczący umieszczenia w książce Joachima Halupczoka na liście ofiar dopingu: - Po raz kolejny ktoś usiłuje mieszać śp. Joachima Halupczoka w sprawy dopingu. Pomocny w tym jest fakt, że "Achim" zmarł nagle, więc pasuje do koncepcji Voeta, który teraz zdobywa pieniądze na swej dopingowej wpadce. Napiszmy zatem jeszcze raz: Joachim Halupczok cierpiał na arytmię serca i włączanie Go, kryształowego niemal człowieka i sportowca, do brudnych spraw jest wysoce niedopuszczalne. Stanowczo protestuję !